 |
POLONUS Strona prywatna prowadzona dla upamiętnienia działalności Konfederacji Polski Niepodległej
|
|
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Administrator Site Admin
Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 3791
|
|
Zapraszmy Państwa do dyskusji z Leszkiem Moczulskim nt. jego lustracji.
Dyskusja rozpocznie się w środę 7 maja 2008 roku.
Materiały dotyczące lustracji Leszka Moczulskiego znajdują się pod tym adresem
http://www.polonus.mojeforum.net/lustracja-leszka-moczulskiego-temat-vt31.html
Materiały te bedą sukcesywnie uzupełniane. Dotyczy to zwłaszcza wyroków sądów lustracyjnych wraz z uzasadnieniem (wyłącznie z przyczyn technicznych wyroki te zostaną zamieszczone w terminie późniejszym).
------------------------------------------------------------------------------------
Panie Przewodniczący,
Dziękuję, że zgodził się Pan wziąć udział w tej dyskusji. Wiele osób oskarżanych o współpracę zaprzecza, ale żadna z nich nie decyduje się na złożenie publicznych i szczegółowych wyjaśnień. Jest to sytuacja bez precedensu, aby osoba, której zarzuca się współpracę z SB zgodziła się na swobodną dyskusje na ten temat.
Chciałbym zacząć dyskusję od kwestii szczegółowych, tzn. od omówienia materiałów SB znajdujących się w dwóch teczkach dotyczących tajnego współpracownika o pseudonimie „Lech”. Jakkolwiek są to kwestie bardzo szczegółowe, to jednak bez ich omówienia dalsza dyskusja byłaby niejako zawieszona w próżni.
Należę do tych nielicznych osób, które materiały te widziały. Byłem bowiem posłem KPN I kadencji (1991 – 1993) i członkiem specjalnej komisji sejmowej, powołanej do zbadania wykonania uchwały lustracyjnej Sejmu z 1992 roku. Członkowie tej komisji mieli wzgląd do teczek SB dotyczących wszystkich osób, które znalazły się na tzw. liście Macierewicza. Bardzo dokładnie (przez kilkanaście dni, po kilka godzin dziennie, w czytelni MSW przy ul. Rakowieckiej w Warszawie) analizowałem obie teczki TW „Lech”, a także widziałem opasłe tomy SOR (sprawy operacyjnego rozpracowania) „Oszust” (dotyczące Leszka Moczulskiego) oraz „Oszuści” (dotyczące ROPCiO).
W teczce TW „Lech” znajdowały się materiały datowane na lata 1969 – 1977.
Większość z tych materiałów była wytworzona przez SB. Dotyczy to zwłaszcza meldunków „Lecha”, które były pisane na maszynie i podpisane maszynowo LECH.
Nie było własnoręcznego zobowiązania do współpracy, była jednak pusta koperta wpięta do akt i podpisana „zobowiązania do współpracy”.
Było kilka dokumentów podpisanych własnoręcznie nazwiskiem „Moczulski”. Zapamiętałem dwa: pokwitowanie odbioru pewnej sumy pieniężnej (zawierało ono datę – bodaj 31 grudnia 1975 roku oraz jedno krótkie zdanie, mniej więcej: „kwituje odbiór kwoty 1000 złotych”, no i podpis; pokwitowanie to nie określało w swej treści, dla kogo zostało wystawione oraz z jakiego tytułu suma ta została przekazana osobie, która się podpisała pod pokwitowaniem) oraz obszerny dokument zatytułowany „Memoriał”.
W teczce „Lecha” było też kilka raportów TW spisanych na maszynie, ale podpisanych własnoręcznie pseudonimem „Lech”.
Treść raportów TW „Lecha” (za wyjątkiem tych z końca 1976 oraz początku 1977) koncentrowała się na dwóch osobach: Barańskim oraz Morgiewiczu. Przy czym były to informacje nie dotyczące spraw istotnych (choć oczywiście wiem, że dla SB nie było informacji nieistotnych i każda nieistotna informacja mogła być wykorzystana w niegodziwym celu).
Moje pytania dotyczące tej części teczek TW „Lech” (pomijam na razie przełom lat 1976 i 1977) są następujące.
1) Czy materiały zawarte w teczkach TW „Lech” oraz SOR „Oszust” i SOR „Oszuści” są jawne i dostępne w IPN?
2) Czy po roku 1992 (kiedy widziałem akta) zostały odnalezione w archiwach IPN jakieś nowe dokumenty dot. TW „Lecha”? Jeżeli tak, to jakie to dokumenty? W szczególności czy znaleziono zobowiązanie do współpracy, którego brakowało w teczkach TW „Lech”?
3) Czy sądy w postępowaniu lustracyjnym potwierdziły autentyczność dokumentów wytworzonych przez SB i znajdujących się w teczce TW „Lech”? Czy badano wiek papieru oraz tuszu, a także maszyny do pisania, które wykorzystano przy powstaniu tych dokumentów?
4) Czy sąd lustracyjny przesłuchiwał Morgiewicza, Barańskiego oraz ew. inne jeszcze osoby, których dotyczyły raporty TW „Lecha”? Czy świadkowie ci potwierdzili treść rozmów, o których donosił „Lech”?
5) Czy badano autentyczność własnoręcznych podpisów „Moczulski” oraz „Lech” na dokumentach, znajdujących się w teczkach „Lecha”?
Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Nie Lut 07, 2010 10:34 , w całości zmieniany 2 razy |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leszek Moczulski
Dołączył: 06 Maj 2008 Posty: 10
|
|
Odpowiadam na kolejne pytania:
1.Teczki "Lech" na mój wniosek zostały odtajnione, w aktach sprawy są też teczki SOR "Oszust" dot. okresu 1977-84, ale mój wniosek o odtajnienie ówczesny dyrektor archiwum MSW odrzucił. Nie znam SOR "Oszuści", mój wniosek o dołaczenie tych teczek do akt sprawy został odrzucony; przypuszczalnym powodem jest fakt, że - jak wynika z innych dokumentów - SOR "Oszuści" był czynny jeszcze w sierpniu 1991 r. , a od 1986 r. prowadziła go ta sama osoba - płk Śledz, używajacy nazwizka "Jabłoński".
2. Po roku 1992 nie odnaleziono jakichkolwiek innych dokumentów, które mogłyby świadczyć, że byłem TW; w szczególności nie odnaleziono zobowiązania współpracy, ale wszystkie kolejne sądy na podstawie całosci sprawy przyjmowały, że nigdy nie zostało ono sporzadzone. Sądy skazujące stały na stanowisku, że pobranie takiego zobowiązania nie było obowiązkowe, co tłumaczy jego brak; przechodziły jednak do porzadku dziennego, bez żadnego komentarza, nad brakiem zobowiązania TW do zachowania w tajemnicy faktu współpracy - którego pobranie było opowiązkowe. Po 1992, a zwłaszcza po marcu 1999 (kiedy złożyłem wniosek o autolustrację) przybyło wiele nowych dokumentów, dzieki którym udało się przeprowadzić obszerny dowód o sfałszowaniu teczek "Lech". Niestety, tylko dla jednego składu sedziowskiego dowód ten był w pełni przekonyjacvy, pozostałe opierały sie na wiarygodnosci świadków z SB, którzy sporządzali te teczki, a twierdzili, że były autentyczne i powstały w okresie 1969-77.
3. Autentyczność teczek potwierdziły tylko sądy badające sprawę "w drugiej turze", pod przewodnictwem SSA Mojkowskiej (I instancja) i SSA Kanioka (II ekspansja). Oparły sie one na tym, że teczki Lecha są "spójne", a świadkowie SB Owczarek i Matulewicz w pełni wiarygodni. Przykładowo, w teczkach Lech znajduje się podpis "LMoczulski". Biegły z Zakłady Kryminalistyki na pytanie, czy złożył go Moczulski, odpowiedział, że nie został złozony ręką Moczulskiego; biegły z Wydz. Prawa UW, katedra kryminalistyki, na pytanie czy Moczulski mógł sfałszować własny podpis odpowiedział, że teoretycznie jest to mozliwe, ale w danym przypadku cechy frafologiczne dowodzą, że wystepuje najmniejszy możliwy stopień prawdopodobieństwa. Sędziowie Mojkowska i później Kaniok uznali jednak, że bardziej wiarygodny jest świadek SB Owczarek, który stwierdził, że LM złożył podpis w jego obecności, choć nie zwrócił uwagi, że zamiast obowiązkowego podpisania preudonimem "Lech", podpisano nazwiskiem. Sądy nie ustosunkowały się do mojego stwierdzenia, że gdybym chciał fałszwać mój podpis, zadbałbym, aby nie był podobny do mojego własnego.
4. Sądy przesłuchały Barańskiego i Morgiewicza. Barański potwierdził, że zapisy w teczce odpowiadały faktycznym rozmowom, które prowadzilismy głównie w kawiarni Świtezianka i nie zawierają niczego, co mogłoby mu szkodzić. (Zachowane podsłuchy tych rozmów stały się w 1984 r. podstawą do przerobienia na raporty "Lecha"). Z zeznań Morgiewicza, a takżę Czumy wynika, że w dacie w której "Lech" miał powiadamić oficera SB, że zna Morgiewicza (lipiec 1975), do pierwszech kontaktu LM i Morg. jeszcze nie doszło; mimo, że w dpt III MSW, prowadzącym śledztwo przeciwko Morgiewiczowi, ale nie mającym bezposredniego dostepu do niego przez agenta, nikt w całym okresie 1975-77nie wpadł na pomysł, aby wykorzystać TW "Lecha".
5. O podpisach pisałem wyżej. Podpisy "LECH" i "Lech" są w cudzysłowach, co oznacza, że pochodzą od funkcjonariuszy SB (wynika to zresztą z samych zapisów). TW podpiusywali pseudonimem bez cudzysłowów. Ani Rzecznik Interesy Publicznego - prokurator lustracyjny, ani sądy nie posługiwały się argumentem tych podposów, milcząco przyznając, iż nie uważąją, że złożył je lustrowany. Zresztą, sam zewnetrzny ogląd tych podpisów wskazywał, żę zostały one złozone przez tą samą osobę, która odrecznie wpisywała na sztywnej okładce teczki nazwę TW "Lech".
Leszek Moczulski (dalej: LM) |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Paweł Korobczak
Dołączył: 08 Maj 2008 Posty: 1
|
|
W dyskusji na forum SW pan Mirek Lewandowski podawał informację, iż stoi Pan na stanowisku sfałszowania teczki TW Lech w 1984 roku na polecenie z ZSRR (nie mogę teraz znaleźć tego wątku, więc jeśli Pan Mirek zaprzeczy, to znaczy, że moja pamięć zawodna). Czy potwierdza Pan te informacje? Jeśli tak, to jaki, według Pana, cel przyświecał idei sfałszowania w owym czasie teczki TW Lech? |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Administrator Site Admin
Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 3791
|
|
Aby uzupełnić pytanie Pawła Korobczaka pozwolę sobie wkleić w tym miejscu wypowiedź Tomasza Strzyżewskiego (tego samego, który pod koniec lat 1970 wywiózł z PRL materiały ujawniające działalność cenzury) zamieszczoną na Forum SW
http://swkatowice.mojeforum.net/lustracja-leszka-moczulskiego-post-vp10857.html?highlight=#10857
| Cytat: | Nie będąc prawnikiem, nie mogę i nie chcę dokonywać oceny wartości dowodowej argumentów i uzasadnień, zawartych w przytoczonych przez Mirka Lewandowskiego materiałach autorstwa Leszka Moczulskiego. Budzą one jednak nieodpartą refleksję, co do wiarygodności wyroków sądów. Władza trzecia w moim przekonaniu – podobnie jak władza czwarta – jest kontynuacją (z kadrowego punktu) widzenia tych samych elit władzy, które współtworzyły w PRL scentralizowany aparat władzy komunistycznej. W podobnych sytuacjach orzeka dziś ona odmiennie – w zależności od potrzeb manipulacyjnych, wynikających z nieznanych opinii publicznej reguł zakulisowej gry politycznej.
Zaintrygował mnie natomiast pewien szczegół związany z problemem sfałszowania podpisu.
Cytat:
4. 2 - Sfałszowanie podpisu Moczulskiego. Jeden biegły uznał, że nie został złożony ręką LM; drugi stwierdził, że sfałszowanie własnego podpisu jest teoretycznie możliwe, ale w tym przypadku występuje najniższy z możliwych stopień prawdopodobieństwa.
Chętnie dowiedziałbym się, z jakiego powodu rozważana była możliwość sfałszowania przez Leszka Moczulskiego jego własnego podpisu. Rozumiem, że taką pokusę odczuwać mógł każdy donosiciel, wstydząc się w swym sumieniu tego, co robi. Czy jednak w tej konkretnej sprawie doszło na owym tle do jakiejś szczególnej kontrowersji?
Ogólnie rzecz biorąc, wydawało mi się zawsze czymś absurdalnym przypuszczenie, iż peerelowska bezpieka (czy jakiekolwiek inna tajna służba) chciałaby sama siebie dezinformować, przez fabrykowanie TW (a tym samym informacji od nich pochodzących), którzy w rzeczywistości TW nie byli. Owszem, gdyby ubecy posiadali dar jasnowidztwa, mogliby przewidzieć czas upadku komunizmu, i zapewnić sobie w ten właśnie sposób możliwość późniejszego kompromitowania jednych czy szantażowania drugich. Czym innym są poza tym informacje zbierane przez bezpiekę, które świadomie lub nieświadomie mogły być fałszowane przez TW, a czym innym sam fakt tajnej współpracy tych ostatnich. W moich teczkach odkryłem informacje na własny temat, które wymieszane były z informacjami zmyślonymi, plotkami lub błędami interpretacyjnymi, wynikającymi z nieznajomości specyfiki życia społecznego w Szwecji. Nie wątpię natomiast, że pochodziły one od rzeczywistych donosicieli a nie wymyślonych lub sfabrykowanych przez bezpiekę. Chyba się nie mylę?
Chcę zarazem podkreślić, że nie jestem w stanie – ze względu na niewiarygodność sądów wywodzących się z PRL – ocenić, czy mój dawniejszy przywódca był czy też nie był tajnym współpracownikiem. Dobrze jednak rozumiem jego cierpienie i szczerze mu współczuję.
Tomasz Strzyżewski |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leszek Moczulski
Dołączył: 06 Maj 2008 Posty: 10
|
|
Nie wiem, kto bezpośrednio wydał polecenie sprokurowania teczek "Lecha", ale okoliczności tej decyzji są jasne. W 1984 r. podjęto decyzję amnestionowania wszystkich więzionych jeszcze politycznych; było ich już wzglednie niewielu: 11 członków KK "S" i KOR w śledztwie na Rakowieckiej, 9 skazanych członków KPN i "S" w Barczewie, może jeszcze jakieś pojedyńcze osoby. Decyzja amnestii wynikała z konieczności sowieckich; pod zmasowaną presją USA ZSRR pękał, a jak wielka to była groźba, dowodzą następne lata, w których "imperium zła" rozleciało się całkowicie. Dla omówienia wszystkich tych spraw w maju 84 Jaruzelski pojechał do Moskwy i przywiózł stamtąd tzw. instrukcję Czernienki. Nakazywała ona "likwidację" czyli "całkowice wyplenienie" opozycji (cytuję z pamięci, dokument opublikował A. Dudek w "Reglamentowanej rewolucji"). [ Tu jest ten tekst - ML http://www.polonus.mojeforum.net/archiwum-dot-lustracji-leszka-moczulskiego-post-vp73.html?highlight=#73 ] Teoretycznie, były cztery metody likwidacji: (1) trzymać w więzieniu - ale konieczna była amnestia; (2) zamordować - ale to wywoływało wielki skandal, którego Moskwa pragnęła uniknąć; (3) zastraszyć, że zastosuje się któryś z poprzednich środków; (4) doprowadzić do "śmierci cywilnej", prokurując jakieś oszczercze materiały, teczki itd. niszczące moralnie delikwenta. Należałem do grona przeznaczonych do takiej likwidacji, chociażby z tego powodu, że byłem jedynym z przywódców opozycyjnych z lat 1976-89, których uwięzienia domagał się Kreml, a sprawą osobiscie zajmował się Gorbaczow i składał z niej sprawozdanie przed Biurem Politycznym KC KPZR, zapewniając, żę "Moczulski dostanie, na co zasłużył". Do powyższych faktów, w pełni udolumentowanych materiałami archiwalnymi, nie ustosunkował się żaden z sądów, które badały moją sprawę. W takich okolicznościach, pomiedzy 10 czerwca a połową lipca 1984 r. kilku funkcjonariuszy sporządziło i archiwizowało teczki "Lecha".
Cel sfałszowania był oczywisty.
Gdy we wrześniu 1980 r. MSW wykonywało otrzymaną decyzję aresztowania Moczulskiego, na paru posiedzeniach wąskie kierownictwo MSW obradowało nad pozyskaniem materiałów, które można będzie przedstawić "przedstawicielom Episkopatu i doradcom", aby sparaliżować protesty w mojej obronie. Nie dysponowano jednak takimi materiałami i gen. Pożoga obiecał dostarczyć materiały, że jestem agentem zachodniego wywiadu i mam wykonać akcje dywersyjne w Polsce; potrzebował na to tygodnia czasu. Minister SW Kowalczyk nie zgodził sie jednak na taki termin, bo nie miał prawa przesunąć terminu aresztowania. Ostatecznie Pożoga dostaczył te materiały na następne posiedzenie. Pośpiech wynikał z tego, że materiały chciano pokazać najpóźniej w dniu aresztowania. Nie wiem, czy to uczyniono - ale bezpośrednio po aresztowaniu do żadnych protestów nie doszło.
Aby uniknąć takiego pośpiechu, w 1984 przystąpiono do sporzadzania teczek "Lecha" na sześć tygodni przed amnestią, a ponieważ pod koniec wystąpiły kłopoty w Biurze "C" MSW (w kartotekach nie figurował TW "Lech"!) przetrzymano mnie w Barczewie i zwolniono dopiero 5 czy 6 sierpnia, nazajutrz po zakończeniu procedury archiwizacyjnej. Od tej pory każdemu można było pokazać teczki "Lech", nawet je przekartkować. A każdy funkcjonariusz mógł dowiedzieć się kartą E-15, że Moczulski był TW, a tego teczki są pod wskazanym numerem w warszawskim archiwum SB.
Sprawa ma aspekt szerszy. Popularny pogląd, że SB nie fałszowało teczek, bo "nie oszukiwałoby samej siebie" jest zgodny z logiką panującą w naszej cywilizacji, ale nie w moskiewskiej. Fałszowano przecież nawet - i to wielofazowo - sprawozdania gospodarcze, na podstawie których najwyższe władze pojejmowały decyzje - a dla GPU, NKWD, KGB, UB czy SB fałszerstwo było jednym z najważniejszych nanarzedzi pracy. Fałszerostw dokonywano najbardziej masowo w pierwszym powojennym dziesięcioleciu, ale korzystano z nich do końca PRL (niestety, nie tylko...); jestem w stanie wskazać na konkretne przykłady. Oczywiście, ogromna większość teczek TW jest autentyczna w tym sencie, że zakładano je w następstwie uzyskanego zobowiązania do współpracy; inną sprawą jest często niska wiarygodność ich zawartości. Co najważniejsze, czekiści i bezpieka fałszowali, bo ich zadaniem było również tworzyć słuszną historię: wróg również dla potomnych miał być moralnym potworem.
Sprawa podpisu LM. Zgodnie z powszechnie stosowaną praktyką lustracyjną, teczki i ich zawartość uważa sie za w pełni wiarygodne, a więc podpis tym samym był z założenia prawdziwy. W postępowaniu przygotowawczym nie czyniono tego, co jest obowiązkowe w normalnym śledztwie prokuratorskim: nie badano autentycznosci zebranych dowodów, a więc nie dokonano ekspertyzy grafologicznej podpisu. O ekspertyzę podpisu wystąpiłem już po rozpoczęciu przewodu sądowego. Ponieważ w późniejszym postępowaniu nie pasował on sędzinie Majkowskiej, wystąpiła o drugą ekspertyzę; ponieważ i ta nie była po jej myśli, pominęła obie, opierając się jedynie na zeznaniach świadka SB Owczarka. Sąd pominął również mój argument, że gdybym był TW i z jakiegoś powodu chciał sfałszować podpis, nie trudziłbym się aby wykaligrafować podobny - a tylko nieco inny, lecz po prostu podpisał całkowicie inaczej. Wystarczyło zresztą, zgodnie z przepisami, podpisać LECH.
(LM)
Panie Tomku! Cieszę się, że odzyskaliśmy kontakt, a Pan jest - jak domyślam się - w kraju. Nasz ostatni kontakt telefoniczny miał miejsce w przeddzień mojego aresztowania w 1980 r., a potem został urwany na długie lata. Dopiero dzisiaj mogę, co dawno chciałem, podziekować Panu najserdeczniej, za to co Pan uczynił dla sprawy niepodległości. Gdyby nie pańskie heroiczne wysiłki, ściganie masmediowych bossów po całej Europie, mało kto wiedziałby o istnieniu KPN i nieprzerwanych represjach którę nas dotykały. Dziekuję - i cieszę się, że mogę to uczynić bezpośrednio - a przez lata trudno było mieć nadzieję, że do tego dojdzie. Dziękuję z całego serca, w imieniu nas wszystkich, a zwłaszcza tych, o których cierpieniu powiadamial Pan świat. Do zobaczenia - Leszek. |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Administrator Site Admin
Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 3791
|
|
Panie Przewodniczący,
dziękuję za Pana dotychczasowe odpowiedzi i proszę o cierpliwość, gdyż - zanim przejdę do kolejnych wątków - chciałbym zadać jeszcze kilka pytań dotyczących poprzednich odpowiedzi.
Jeżeli dobrze zrozumiałem i jeżeli dobrze pamiętam, to fakty wyglądają następująco (proszę potwierdzić lub zaprzeczyć).
1) Wszystkie bez wyjątku raporty TW "Lecha" pisane były na maszynie (z informacji prasowej wynika, że było ich ok. 60)
2) Nieliczne z tych ok. 60 raportów podpisane były pismem ręcznym - zawsze (z jednym wyjątkiem) jako "Lech" lub "LECH" (a więc pseudonim pisany w cudzysłowu);
3) Sądy orzekające w Pana sprawie nie uznały tych podpisów jako dowodów przeciwko Panu, milcząco uznając, że Pan ich nie złożył.
4) Jeden raport TW "Lecha" podpisany był: LMoczulski (bez cudzysłowa). Ten podpis był przedmiotem dwóch opinii biegłych grafologów, z których jeden wykluczył, aby Pan złożył ten podpis, a drugi uznał, że jest "najniższy możliwy stopień prawdopodobieństwa", aby to Pan złożył ten podpis; mimo to sąd uznał, że to Pana podpis, gdyz tak zeznał jeden z SBeków; tym samym sąd uznał, że sfałszował Pan swój własny podpis.
5) Poza tym w teczkach TW "Lecha" są jeszcze tylko dwa dokumenty podpisane ręcznie Pana nazwiskiem (czy też imieniem i nazwiskiem). Jest to pokwitowanie otrzymania 1000 złotych z 31 grudnia 1975 (bez podania dla kogo i z jakiego tytułu zostało wystawione, na którym jednak znajduje sie jakas adnotacja SBeka, z której wynika, że była to kwota wręczona Panu przez SB) oraz obszerny tekst zatytuowany "Memoriał".
6) Własnoręczności tych dwóch podpisów, o których mowa w punkcie 5) Pan nie kwestionuje, lecz wyjaśnia, iż oba te dokumenty były wystawione w innym celu (nie dla SB) i nie miały żadnego zwiazku z zarzucana Panu współpracą (wyjaśnienia te, zacytowane z Pana pism skierowanych do sądu zamieszczę niżej).
Kończąc te sekwencję chciałbym dołączyć jeszcze następujace pytania.
7) Czy podpisy "Lech" i "LECH" (oba w cudzysłowu) były badane grafologicznie? Jesli tak, to jaki był wynik ekspertyzy?
8) Czy badano na jakiej maszynie do pisania oraz na jakim papierze sporządzone były raporty SBeków ze spotkań z "Lechem" (mogłyby to być dowody fałszerstwa, gdyby okazało się, że papier czy maszyna do pisania używane przez różnych SBeków na przestrzeni wielu lat były ciągle te same).
Gdy idzie o pytania Pawła Korobczaka oraz Tomasza Strzyżewskiego, chciałbym "dopytać" o dwie kwestie.
9) Rozumiem, że SB sfałszowała w połowie lat 1980-tych teczki "Lecha", aby móc je pokazać np. przedstawicielom Kościoła (domagającym sie od władz Pana zwolnienia) lub komuś z Pana współpracowników - wszystko to po to, aby Pana skompromitować. Ale po co w takim razie SB fałszowała także zapisy kartoteczne? Przecież numer teczki "Lecha" był wpisany w różnych ewidencjach wewnętrznych SB i - po pierwsze - nie było potrzeby fałszować tych wewnętrznych zapisów bo nikt spoza SB nie miał do nich wglądu (nie było przeciez możliwe, że któryś z przedstawicieli Koscioła będzie chciał sprawdzić w kartotekach SB, że teczka "Lecha" rzeczywiście w nich figuruje). Po drugie - nie było chyba możliwe, aby po fakcie (czyli w połowie lat 1980-tych) "dopisać" jakąs nową teczkę do "starej" ewidencji, gdyż nie było "wolnego miejsca". Zwłaszcza, że każda teczka były ewidencjonowana w kilku miejscach i trzeba by każde z tych miejsc fałszować.
10) Prosze potwierdzic lub zaprzeczyć, że Pana twierdzenie, że teczka "Lecha" została sfałszowana w 1984 roku nie jest obecnie możliwa do udowodnienia. Jest to jedynie Pana hipoteza, którą można uprawdopodobnić, lecz - bez znalezienia jakiś nowych dowodów (np. w archiwach moskiewskich) - nie da się jej obecnie udowodnić.
------------------------------------------------
Pełna treść "Memoriału" Leszka Moczulskiego znajduje się na Forum POLONUS pod linkiem http://www.polonus.mojeforum.net/memorial-1976-temat-vt305.html
Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Czw Paź 02, 2008 8:33 , w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tomasz Strzyżewski
Dołączył: 07 Maj 2008 Posty: 69
Skąd: Sztokholm
|
|
| Leszek Moczulski napisał: | | Popularny pogląd, że SB nie fałszowało teczek, bo "nie oszukiwałoby samej siebie" jest zgodny z logiką panującą w naszej cywilizacji, ale nie w moskiewskiej. |
Dziękuję za wyjaśnienia dotyczące moich wątpliwości. Nadal nie jestem w stanie wyciągnąć rozstrzygających wniosków w tej, tak dla Pana, jak i dla nas – byłych członków KPN – przykrej i bolesnej sprawie.
Myślę, że w wyniku tej dyskusji pozostanę przy moich wątpliwościach. Nie mam bowiem ani prawniczego wykształcenia, ani też znajomości wszystkich faktów i wglądu do wszystkich dokumentów. Chyba, że po prostu – uwierzyłbym Panu. Aby jednak uwierzyć, musiałbym znać Pana osobiście. Okazją do bliższego poznania okazać mogło się spotkanie w 1990 roku. W tedy to głęboko wzruszony, po raz pierwszy przyjechałem do Polski. Przez 13 lat rozłąki sądziłem, że nigdy już jej w życiu nie zobaczę. Pierwsze kroki z lotniska skierowałem właśnie do Pana. Pan jakby nie bardzo wiedział z kim Pan rozmawia. Rozmowa była zdawkowa, utrzymana w tonie zaskakującej dla mnie rezerwy. Trwała niecałe dziesięć minut. Widziałem jeszcze Pana przemawiającego z balkonu i odleciałem do rodzinnego Krakowa. Od tego czasu – mimo wysłanego przeze mnie listu – nigdy już więcej się nie spotkaliśmy. Pan już się nie kontaktował a ja nie chciałem się narzucać, co ponoć charakteryzuje introwertyków. Trudno mi więc opierać się – jak już wspomniałem – li tylko na wierze w Pana słowa. Poza tym – światopoglądowo i intelektualnie – jestem człowiekiem niewierzącym. Myślę, że wiele mogłaby tu wnieść opinia prof. Antoniego Dudka, którego osobiście bardzo cenię i szanuję. Jak odniósłby się on w szczególności do następującej kwestii:
| Cytat: | | Co najważniejsze, czekiści i bezpieka fałszowali, bo ich zadaniem było również tworzyć słuszną historię: wróg również dla potomnych miał być moralnym potworem. |
Czym innym jednak jest fałszowanie i rozpowszechnianie przez czekistów czy też bezpiekę fałszywych informacji o „wrogach ludu” na użytek operacyjny np. w celu wprowadzenia w błąd przeciwnika, czym innym zaś wprowadzanie samych siebie w błąd, w sensie pozbawiania własnych kadr (funkcjonariuszy bezpieki) wiedzy o faktycznym stanie rzeczy. W Pana konkretnym przypadku powinny np. pozostać w dokumentacji esbeckiej jakieś ślady w rodzaju: polecenia służbowego wykonania przez jakiegoś funkcjonariusza fałszerstwa, z podaniem uzasadnienia, celowości itd.
Weźmy dla przykładu zbrodnię katyńską. Pomyślałem o niej, gdyż własny mój dziadek kpt. (od zeszłego roku już mjr) Wincenty Strzyżewski jest jedną z jej ofiar. KGB nie niszczyło własnych akt na temat tej zbrodni, mimo że Stalin i później aparat państwowy Związku Sowieckiego starał się sfałszować ten fragment historii, fabrykując na użytek oficjalny (zewnętrzny) przy wielkim nakładzie kosztów fałszywe dowody winy Niemców. Gdyby miano wtedy postąpić w sposób analogiczny do tego, który Pan sugeruje w odniesieniu do Pana przypadku, to zniszczonoby w archiwach KGB wszelkie dokumenty wskazujące na winę Związku Sowieckiego i Stalina. I jeszcze jedno: z punktu widzenia władz komunistycznych (a więc i bezpieki) współpraca z nią nie czyniła człowieka „moralnym potworem” lecz była powodem do chluby. W jaki więc sposób przerobienie kogoś z „wroga ludu” na współpracownika bezpieki miałoby go kompromitować w świetle owej „słusznej historii”?
PS. Niestety, nie przeprowadziłem się do Kraju. Nadal mieszkam w Szwecji. Ostatnia nasza rozmowa miała miejsce w 1981 roku, gdy zawiesił Pan zagraniczne struktury KPN po konflikcie na lini: Maciej Pstrąg-Bieleński w Niemczech – Władek Gauza w Norwegii.
Tomasz Strzyżewski |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Administrator Site Admin
Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 3791
|
|
Zapowiedane przeze mnie wyjaśnienia dotyczące pokwitowania.
Leszek Moczulski w jednym ze swoich pism procesowych wyjaśnia sprawę pokwitowania w sposób nastepujący:
| Cytat: | Sprawa „pokwitowania 1000 zł”. Z oględzin kartki, nietypowej – ale szerokością odpowiadającej drukom firmowym RSW „P-K-R”, używanym w klubie „Horyzont” - wynika, że jej górna część, zawierająca zapewne wyjaśnienie celu wpłaty, została bardzo starannie odcięta. Sama kartka nie była nigdy wszyta do teczki „Lecha”, choć starano się stworzyć takie wrażenie, a powstałe w tym celu dziurki nie pasują do dziurek tej grupy kart, wraz z którymi pokwitowanie miało być wszyte. Dowodzi to jednak, że starano się ukryć fakt dołączenia „pokwitowania” do teczki „L” już po jej zszyciu i archiwizacji, bo inaczej takie zabiegi nie byłyby potrzebne. Treść pokwitowania nie odpowiada rygorom stosowanym przez SB: brak podania źródła i charakteru wypłaconych pieniędzy oraz podpisu pseudonimem, podpis nazwiskiem był niedopuszczalny. Najwyraźniej jest to pokwitowanie wystawione w jakiejś niewinnej sprawie (zapewne pieniądze z wydz. socjalnego RSW „P-K’R” na organizację „Sylwestra”), które udało się SB pozyskać, choć z ok. dziesięcioletnim opóźnieniem – bo już po archiwizacji teczki.
Gdyby nie dopisek Matulewicza, zresztą z pomyloną datą, nic nie wskazywałoby na to, że jest to pokwitowanie dla SB. Sam Matulewicz początkowo dwukrotnie zaprzeczył na pytanie Sądu (II, k. 279), czy płacił Moczulskiemu jakieś pieniądze - nie zasłaniając się w tym przypadku brakiem pamięci, a dopiero po okazaniu pokwitowania zmienił zeznanie. Nie potrafił wyjaśnić, czemu faktu doręczenia pieniędzy nie wpisał do swego meldunku z 31. XII. 75 – skoro wybór daty rzekomego spotkania w Sylwestra miał sugerować że chodziło o wręczenie „prezentu” (bo wg meldunku nie mówiono o jakichkolwiek pilnych, a chociażby aktualnych sprawach). Wybór na miejsce spotkania kawiarni „Nowy Świat” świadczy, że Matulewicz słabo się orientował w obyczajach warszawskich: wszystkie większe kawiarnie, w tym „Nowy Świat” były 31 XII zamknięte, bo przygotowywano lokale do zabaw sylwestrowych. Gdyby LM był rzeczywiście TW, a Matulewicz miał mu doręczyć pieniądze, umówiliby się w TKKF „Horyzont”, doskonałym dla poufnych spotkań – gdzie Moczulski przebywał przez cały ten dzień, przygotowując zabawę sylwestrową. |
I drugi cytat (z innego pisma LM):
| Cytat: | | wypada również odnieść się do nielogicznie ocenionej przez Sąd kwestii pokwitowania podpisanego przez Lustrowanego imieniem i nazwiskiem. Zarówno zasady doświadczenia życiowego jak i ogromna praktyka wyniesione z licznych procesów lustracyjnych, a co za tym idzie analizy setek tomów akt SB, na którą powołuje się Sąd II instancji w uzasadnieniu, powinna jednoznacznie prowadzić do uznania absurdalności kwitowania pobrania kwot od oficera SB własnym imieniem i nazwiskiem. Dodatkowym argumentem na potwierdzenie tej tezy są zeznania funkcjonariuszy SB jednoznacznie określające, że praktyką było podpisywanie pokwitowań pseudonimem. Oczywistym celem było uniknięcie dekonspiracji źródła, ponieważ pokwitowania były weryfikowane również przez kwesturę SB a więc podpis nazwiskiem prowadzi do natychmiastowej dekonspiracji. Przyjmując prawdziwość i autentyczność tego pokwitowania Sąd przeczy poczynionym przez siebie ustaleniom dotyczącym zasad konspiracji panującym w SB. Jednocześnie nie dostrzega zasadniczej logicznej sprzeczności w postępowaniu lustrowanego, który z jednej strony jest do tego stopnia ostrożny, że usiłuje sfałszować (sic!) własny podpis pod rzekomo przekazanym raportem a z drugiej podpisuje pokwitowanie pobrania pieniędzy imieniem i nazwiskiem. Nie budzi również wątpliwości Sądu fakt, że akurat ta kartka z całych ogromnych akt jest dziurkowana w inny sposób niż pozostałe, a brakuje na niej śladów zszycia przez świadka Piesto |
I trzeci cytat z trzeciego pisma procesowego LM:
| Cytat: | | Św. Piesto zeznał, że w chwili archiwizacji w teczce „Lech” znajdowała się karta 82, której obecnie brak. Na „pokwitowaniu” ktoś wpisał 82, co sugeruje, że stanowiło ono wcześniej tę kartę. Jeśli tak, musiała ona zostać usunięta po archiwizacji. Jednak na „pokwitowaniu” nie ma ani śladu wyrwania, ani śladu przeszycia przez Piesto cienkim sznurkiem (zachowały się na wszystkich innych kartach); ponadto odstęp dziurek różni się od odstępy na kartach sąsiadujących z 82. Wynika z tego, że „pokwitowanie” znalazło się w teczce „Lech” już po jej archiwizacji, zapewne wówczas, gdy SB uzyskało, prawdopodobnie z akt RSW „Prasa” autentyczne pokwitowanie Moczulskiego. To tłumaczy odcięcie górnej części kartki, na której zapewne znajdowała się wstępna część pokwitowania (dla kogo, za co), umieszczenie jej w kopercie na miejsce jakiegoś paragonu (aby nie przeszywać teczki), oraz wyrwanie karty i dokonanie wpisu w spisie zawartości, aby uwiarygodnić rzekome umieszczenie „pokwitowania” w teczce od początku. |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leszek Moczulski
Dołączył: 06 Maj 2008 Posty: 10
|
|
odp. na pyt. Mirka L.
ad 1,2,3 - Wszystkie tzw. raporty "Lecha" pisane były na maszynie; na niektórych był maszynowy albo reczny podpis "LECH". Poniżej biegł dalej maszynopy tekst, nieraz podpisany przez oficera. Na dole strony była tzw. sygnatura maszynistki, która tekst przepisywała. Nikt, ani Rzecznik, ani sąd nie wysunął hipotezy, że teksty to powstały poza biurem SB, albo, że były pokazywane TW.
ad 4 - Obok ekspertyzy podpisów, biegły dokonał również ekspertyzy pisma maszynowego, stwierdzając, że notatki nie napisano na maszynie, której w owym czasie używał Leszek Moczulski. Co więcej, gołym okiem można było stwierdzić, że tekst ten powstał na papierze z tej samej ryzy, co odręczne notatki św. SB Owczarka na kilku poprzednich stronach. Sędzina Mojkowska oddaliła wniosek o ekspertyzę papieru, co akceptował w II instancji sędzia Kaniok. Oparto się jedynie na zeznaniu Owczarka, który stwierdził, że lustrowany przyniósł maszynopis i przy nim podpisał. Nie potrafił wyjaśnić, czemu nie był podpisany regulaminowo "Lech" - zasłaniał się niepamiecią, albo niedostatkiem uwagi - sugerując, że lustrowany oszukał go, podpisując nazwiskiem a nie pseudonimem - co on zauważył dopiero po fakcie. |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leszek Moczulski
Dołączył: 06 Maj 2008 Posty: 10
|
|
ad 5 - W teczce znajduje sie odręczne pokwitowania LM z 31.12.1975. Test to fragment autentycznego pokwitowania pieniędzy, pobranych z wydz. socjalnego RSW "Prasy"jako dofinansowanie zabawy sylwestrowej w klubie żeglarskim "Koryzont" (zakładowy przy wydawnictwie). Byłem członkiem jego zarządu, prowadziłem sekcję żeglarstwa morskiego, a wskazanego dnia organizowałem całą imprezę. Od znajdującej się w teczkach kartki ktoś stanannie - ale widocznie oderwał górną część , na której było logo firmy (kartka była nietypowych rozmiarów, takich jakie stosowano w RSW "Prasa) oraz określenie wpłacającego i cel wpłaty. Jak ustalono w toku postępowania (zwłaszcza z zeznań św. SB Piesto, wezwanego z inicjatywy sedziego Kanioka), w chwili archiwizowania teczki nie było w niej kartki z pokwitowaniem. Potwierdza to zresztą analiza samej teczki, pokwitowanie nigdy nie było do niej wszyte. SB musiało dotrzeć do akt wydz. socjalnego RSW "Prasa" później, po 1984, może dopomógł im jakiś ochotnik, który przegladał papierey.
W teczce jest oryginał mojego Memoriału do władz z końca grudnia 1976 r., napisany przeze mnie własnorecznie na mojej maszynie, na posiadanym przezemnie papierze (w teczkach nie ma materiałów, pisanych na identycznym bądź podobnym papierze; sędzina Mojkowska odmówiła, aby bigły porównał ten papier z papierem, na którym jest fałszywy podpis). Memoriał ok. Nowego Roku 1977 r. przekazałem za pośrednictwem Zbigniewa Załuskiego do "kierownictwa PRL" czyli sekretariatu Gierka. Fakt potwierdza w swoim wspomnieniach o stanie wojennym Jaruzelski, bo sporządzono kopie Memoriału i rozesłano do członków Biura Politycznego KC PZPR. Wcześniej jeszcze, bo na pewno tuż przed Nowym Rokiem, pierwszą kopię memoriały przekazałem Jackowi Kuroniowi (wcześniej uzgodniłem z nim warunki tzw. samolikwidacji KOR, zawarte w memoriale); gdy Mirek Chojecki prezystepował do organizowania NOWej, Kuroń dał mu Memoriał do druku; była to pierwsza pozycja opublikowana przez nowopowstajace wydawnictwo - jeszcze bez nazwy. Najwyrażniej po decyzji sprokurowania teczek "Lech" oryginał Memoriału przykazano SB, bo z czegoś te teczki trzeba było sporzadzić; kilka kartek musiało przez lata zaginąć, bo zastapiono je kopiami , o których pisze Jaruzelski. Jest nieprawdopodobne, aby oryginał Memoriału, który miał być rozesłany członkom BP, aby niski rangą funkcjonariusz SB Komendy Stołecznej zachował oryginał dla siebie, a kopię wysłął do KC; zresztą wówczas w warszawskiej SB nie było jeszcze kopiarek - to śpiewka przyszłości. Ponadto, zależało mi , aby Memoriał możliwie szybko trafił do adresatów - nie potrzebowałem jakiegoś SBeka, gdyż mogłem korzystać z pośrednictwa osoby, która należąła do formalnie powołanej grupy doradców Gierka.
Ostatnio zmieniony przez Leszek Moczulski dnia Nie Maj 11, 2008 13:41 , w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leszek Moczulski
Dołączył: 06 Maj 2008 Posty: 10
|
|
ad 7 - Razem ze sfałszowanym podpisem, sędzia Bareja skierowałdo ekspertyzy podpisy "LECH"-"Lech", w kontekscie mojego twierdzenia, że są identyczne z napisami na okładce teczki. Ekspert stwierdził, że nie ma dość materiału porównawczego, aby wypowiedzieć się stanowczo. Nie chodziło o brak materiałów pochodzących ode mnie, tylko nie wskazano mu (co było i moim błedem) z pismem jakiej konkretnej osoby ma porównać. Generalnie wystarczyła mi ekspertyza fałszywego podpisu, po Rzecznik (a za nim sądy) na podpisy "LECH" przestał się powoływać.
ad 8 - robiono ekspertyzy niektórych maszynopisów, ale nic z tego nie wynikało. Pańskie założenie jest błedne, bo ten sam funkcjonariussz jednego dnia dawał do przepisania tekst (zachowały się ręczne brudnopisy SB) tej maszynistce, a nazajutrz innej.
ad 9 - Fałszowanie było uznanym i szeroko stosowanym narzedziem pracy SB. Fałszowano profesjonalnie (co nie znzaczy, że zawsze umiejetnie), przede wszystkim zachowując kryteria formalne. Wymagało to rejestrowania, archiwizowania, pewnego minimalnego zgrania z innymi teczkami. Proszę pamiętać, że chodziło o coś wiecej, niż bezpośąrednie wykorzysranie fałszywki. Fundamentalną zasadą było tworzenie fikcyjnej rzeczywistości, która również dla nastepnych pokoleń przedstawiać siębedzie jako czysta prawda. Na tym polega dzisiaj cała trudność interpretacji materiałów bezpieczniackich.
ad 10 - dzisiaj względnie łatwo, przy odrobinie dobrej woli, można udowodnić, że teczki "Lecha" zostały sprokurowane w czerwcu-lipcu 1984 r. Niewątpliwie trudniej było to uczynić w 2001 r. (mniej materiałów i ekspertyz, tylko wstępnie przeprowadzona analiza kryminalistyczna teczek przez lustrowanego - a w warunkach konieczności udawadniania własnej niewinności tylko on - a nie prokurator lustracyjny mógł tego dokonać. Nie przszkadzało to, że w 2001 r. sędzia Rysiński uniewinnił mnie, a głównym dowodem były niewątpliwe fałszerstwa, ale także kłamstwa i sprzecznosci w zeznaniach świadków SB.
Panie Tomku, przepraszam, ale musiałem pana zupełnie nie skojarzyć. W wirze spraw, przy zdominowaniu myślenia jakąś w danym momencie ważną dla mnie sprawą, zdarzało mi się to niejednokrotnie. Anegdotycznie brzmi, ale kiedyś przeszedłem obok własnej żony na ulicy nie dostrzegając jej, a gdy mi powiedziała "Witam pana", ukłoniłem się, odparłem "Dzień doibry pani" i poszedłem dalej. Nie poznałem pana (do dzis nie wiem, jak pan wygląda), musiałem niedosłyszeć albo nie skojarzyć pańskiego nazwiska i prowadzić rozmowę odruchowo, myśląc o czymś innym. W tym czasie przybywało do kraju wiele osób, które poznałem podczas mojego tournee na Zachodzie w 1987 r.,, rozmawiałem z nimi, często nie kojarząc, kim są - ale nie dawałem tego poznać. Takie przyzwyczajenie, zła maniera polityka, które spotyka się z mnóstwem osób, ale często nie słucha, co mówią.
Odnośnie Katynia. Rosjanie traktowali to jako czyn chwalebny, za który następne pokolenia będą im wdzieczne: wyeliminowali wrogów ludu, bandę jaśniepańskich i antyrewolucyjnych agentów imperializmu. O wiele bardzie absurdalne zarzuty stawiali innym, np. Trockiemu, Jagodzie czy Berii - kążdy działał na zlecenie jakiegoś imperialistycznego wywiadu, a mimo tego starannie fałsz opisywali i zachowywali. Fałszowali nie dlatego, że bali sie, iż ktoś ich sprawdzi, ale zapisywali "słuszną" prawdę. Gdy okazywała się później "niesłuszna", w bardzo rzadkich przypadkach niszczyli czy zmieniali dokumenty. Co nie przeszkadza, że poszczególni przywódcy potrafili je wykorzystywać przeciwko sobie. Do dzisiaj przecież czytać można teksty rosyjskie, że zbrodnia katyńska, w trudnych warunkach w jakich znalazła się Rosja, była usprawiedliwiona, a nawet konieczna.
LM |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Administrator Site Admin
Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 3791
|
|
Chciałbym podumować pierwszą część tej dyskusji poświęconą analizie dokumentów znajdujących się w teczce TW "Lech" pod kątem tego, czy teczka zawiera materiały pisane własnoręcznie ręką Leszka Moczulskiego.
Opinia publiczna jest bowiem przekonana, że teczka TW "Lech" zawiera dokumenty podpisane własnoręcznie przez Leszka Moczulskiego. Takie informacje były bowiem podawane opinii publicznej m.in. przez Antoniego Macierewicza oraz przez czasopismo "Głos".
Jeżeli moje podsumowanie bedzie nieścisłe, to proszę o sprostowanie.
Otóż okazuje się, że wszystkie raporty "Lecha" pisane są na maszynie przez maszynistkę zatrudnioną przez MSW (o czym świadczy sygnaturka maszynistki na każdym z tych raportów). Ekspertyza biegłego wykluczyła, aby maszyna, na której napisano raporty "Lecha", była maszyną używaną w tym czasie przez Leszka Moczulskiego. Ekspertyzy papieru, na którym napisano rapotry nie przeprowadzono.
Wiekszość raportów podpisana jest również maszynowo, na tej samej maszynie, na której napisano raport.
Nieliczne raporty podpisane są ręcznie "Lech" lub "LECH" - zawsze w cudzysłowiu. Biegli grafolodzy nie stwierdzili, że to podpisy Leszka Moczulskiego (mieli za mało materiału), cudzysłowia wskazują jednak, że napisał to SBek, zaś sądy w uzasadnieniu wyroków niekorzystnych dla LM nie twierdziły, że to podpisy LM. Po tej ekspertyzie także Rzecznik Interesu Publicznego (prokurator lustracyjny) przestał powoływać się na te podpisy i nie przypisywał ich LM.
Jeden raport jest podpisany ręcznie LMoczulski (bez cudzysłowia). Ten podpis badało dwóch biegłych grafologów: jeden wykluczył, aby był to podpis LM, drugi uznał, że jest to możliwe, ale jest to najniższy z możliwych stopień prawdopodobieństwa. Jednak jeden z przesłuchiwanych przez sąd SBeków zeznał, że podpis ten złożył LM w jego obecności (wyjaśniając, że przez roztargnienie nie zwrócił uwagi, że LM podpisał się swoim nazwiskiem, a nie pseudonimem). Sądy, które wydały niekorzystne dla LM orzeczenia, dały wiarę temu SBekowi uznając, że Leszek Moczulski podpisał się własnoręcznie pod tym raportem fałszując swój własny podpis.
Poza tym w teczce TW "Lech" są dwa dokumenty, na których bezspornie widnieje podpis Leszka Moczulskiego.
Pierwszy dokument to pokwitowanie odbioru 1000 złotych. Jest ono w całości napisane ręcznie przez LM, ale nie zawiera w swej treści informacji nt. tego dla kogo i z jakiego powodu zostało wystawione. Jest tylko data - 31.12.1975. O tym, że może to być pokwitowanie za pieniądze otrzymane od SB świadczy jedynie adnotacja SBeka na tym piśmie oraz jego zeznania przed sądem lustracyjnym. Przeciwko temu przemawia fakt, że pokwitowanie pierwotnie nie było dołączone do teczki, ale dołączono je później (co jest bezsporne), zeznania SBeka, który początkowo twierdził, że nie przekazywał LM żadnych pieniędzy, enigmatyczna treśc pokwitowania oraz fakt, że górna częśc kartki, na której pokwitowanie wystawiono została odcięta od reszty.
Drugi dokument, który jest w teczce TW "Lech" i jest bezspornie podpisany własnoręcznie przez Leszka Moczulskiego (na jego maszynie do pisania, która jest rózna od maszyny do pisania, na której pisano raporty "Lecha") to "Memoriał" - obszerna krytyczna analiza sytuacji politycznej w PRL sporządzona pod koniec 1976 roku i konsultowana (przynajmniej w pewnej części) z Jackiem Kuroniem. Nie jest to jednak dokument sporządzony dla SB, ale skierowany do władz PZPR. Nie jest on więc dowodem współpracy, ale dowodem na prowadzenie działalności opozycyjnej przez LM. "Memoriał" został opublikowany przez Mirosława Chojeckiego w niezależnym wydawnictwie, które póxniej przyjęło nazwę NOWA.
W aktach brak zobowiązania do współpracy (lub do zachowania w tajemnicy treści rozmów z SB). Jest jedynie koperta zatytuowana "Zobowiązanie do wspólpracy". Koperta jest pusta.
Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Pon Maj 12, 2008 10:45 , w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Administrator Site Admin
Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 3791
|
|
Wyjasnienia dotyczące "Memoriału" zawarte w pismach sądowych Leszka Moczulskiego:
| Cytat: | | 3.7. Sprawa „Memoriału”, znajdującego się w teczce „L”. Sporządzony w końcu 1976, przekazany przez Załuskiego (a nie przez jakiegoś nieznanego mi SB-eka średniego szczebla) do sekretariatu BP, szybko stał się przedmiotem obrad. Na początku 1977 r. do kilku członków ówczesnego kierownictwa trafił egzemplarz „Memoriału” – zapewne nie obiegiem, a powielonego w KC (Jaruzelski, wycinek z książki). Kluczową bieżącą kwestią w „Memoriale” była propozycja rozwiązania KOR – tyle tylko, że LM nie był jego członkiem. Nie chcę wchodzić w sprawy łączących nas stosunków, ale Kuroń, który jako pierwszy dostał ten tekst - nie tylko nie protestuje przeciwko tajnej propozycji LM, ale ją uwiarygodnia, polecając Chojeckiemu wydać „Memoriał” jako wydawnictwo KOR (jeszcze nie było NOW-ej). W pierwszym kwartale jestem kilkakroć przesłuchiwany przez Maja (o czym za chwilę), ale ten oficer o powyższych sprawach nic nie wie. Oryginał „Memoriału” (dwie strony zaginęły, zastąpiły je kopie sporządzane typową ówczesną techniką KC) musiał więc trafić do teczki „Lecha” dużo później. Zawartość oraz fakt złożenia „Memoriału” w BP były od początku dość szeroko znane. Wiele potwierdzeń w teczkach, że ani faktu złożenia „Memoriały”, ani odrębnej od tego przesłuchań nie ukrywałem. Maj wiedział o fakcie (ode mnie?), ale treści „Memoriału” wyraźnie nie znał (LM wyraźnie się ucieszył gdy Maj zaczął opowiadać bzdury o jego zawartości – „L” k. 175) , ale odnotował, że : „Memoriał” LM dał wielu osobom („O” 1, 2, k. 27), a wiadomość rozchodziła się, często w przekręconej formie (notatka TW „Rybaka” - IV, k. 763; TW „Warszawskiego”, że Ziembiński wiedział o złożeniu „Memoriału” w KC PZPR - „O” 4, cz. 2, k. 48). |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tomasz Strzyżewski
Dołączył: 07 Maj 2008 Posty: 69
Skąd: Sztokholm
|
|
| Leszek Moczulski napisał: | | Panie Tomku, przepraszam, ale musiałem pana zupełnie nie skojarzyć. W wirze spraw, przy zdominowaniu myślenia jakąś w danym momencie ważną dla mnie sprawą, zdarzało mi się to niejednokrotnie. |
Nie ma za co, Panie Leszku. Wyjaśnienie jest bardzo przekonujące. Poza tym, to tak dawno...
Wracając do meritum, napisał Pan tak:
| Cytat: | | Odnośnie Katynia. Rosjanie traktowali to jako czyn chwalebny, za który następne pokolenia będą im wdzieczne: wyeliminowali wrogów ludu, bandę jaśniepańskich i antyrewolucyjnych agentów imperializmu. O wiele bardziej absurdalne zarzuty stawiali innym, np. Trockiemu, Jagodzie czy Berii - każdy działał na zlecenie jakiegoś imperialistycznego wywiadu, a mimo tego starannie fałsz opisywali i zachowywali. |
No tak, ale Trockiego, Jagodę i Berię przerobiono na „wrogów ludu” z powodu paranoidalnych podejrzeń Stalina, który wierzył w prawdziwość swych podejrzeń. W Pana przypadku jest jednak odwrotnie. Pan był „wrogiem ludu”, ale uhonorowano Pana (w ramach tworzenia słusznej historii), przerabiając – jak Pan sam utrzymuje – z „wroga ludu” na TW, czyli na kogoś, kto odznaczył się czynem chwalebnym, przechodząc na stronę władzy budującej ustrój szczęśliwości powszechnej.
Przykład Katynia miał służyć egzemplifikacji tezy, że – jak już poprzednio wspominałem: czym innym jednak jest fałszowanie i rozpowszechnianie przez czekistów czy też bezpiekę fałszywych informacji o „wrogach ludu” na użytek operacyjny np. w celu wprowadzenia w błąd przeciwnika, czym innym zaś wprowadzanie samych siebie w błąd, w sensie pozbawiania własnych kadr (funkcjonariuszy bezpieki) wiedzy o faktycznym stanie rzeczy.
Żeby już jednak nie grzęznąć głębiej w rozpraszających uwagę szczegółach, proponuję ocenić sprawę z najogólniejszego punktu widzenia – zasadzającego się w samej definicji prawdy i fałszu. Do czego bowiem sprowadza się rola informacji w każdym ludzkim działaniu? Bez względu na to czy intencje działania są złe, czy też są dobre – tym skuteczniejsze jest (jeśli nie skuteczne w ogóle) owo działanie, im prawdziwsza i kompletniejsza jest wiedza podmiotu działającego o tej rzeczywistości, którą zamierza on przekształcać.
Jaki zatem sens miałoby Pana zdaniem świadome wprowadzanie przez SB fałszywych informacji – o Panu i o pozostałych „wrogach ludu” – do jej własnego banku wiedzy o zwalczanej przez siebie opozycji?
TS |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Administrator Site Admin
Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 3791
|
|
Moje kolejne pytania dotyczą okresu z przełomu lat 1976 i 1977. Gdy analizowałem teczkę "Lecha" zwróciło moją uwagę, że o ile raporty "Lecha" z okresu 1969 - 1976 (czy może początek 1977) są krótkie (zwykle pół strony) i dotyczą spraw mało istotnych, o tyle raporty z w pierwszego kwartału 1977 są bardzo obszerne (wielostronicowe) i dotyczą spraw kluczowych - np. działalności KOR czy tez kontaktów LM z Jackiem Kuroniem.
W Pana pismach sadowych znalazłem nastepujące fragmenty dotyczące tego okresu:
| Cytat: | 3. 8 - Notatki Maja są jego swobodną twórczością, ale nieświadomie nieźle charakteryzują nieformalne przesłuchania LM; są one następstwem grudniowego zatrzymania przez SB, a nie następstwem pisanego w tym czasie „Memoriału”. Nie są to protokoły podpisane przez przesłuchiwanego, tylko własna twórczość Maja, raczej komentująca niż przedstawiająca przebieg przesłuchania. O tym, że odbywały się w kawiarni świadczy m.in. fakt, że tylko na jedno z nich Maj przyniósł magnetofon, ale miał kłopot z nagraniem („L”, k. 187). Gdyby były w LK/MK „C” – nagrałby wszystkie przesłuchania bez problemu. .Analiza sprawozdań wskazuje, że powstały później, zapewne na podstawie zachowanych wcześniejszych notatek, przy czym Maj dzieli je na znacznie większą niż w rzeczywistości (ok. 6) ilość przesłuchań. Dowodzą tego pomyłki w chronologii, m. in. fakt, że wymianę zdań na temat wczorajszej akcji SB z 6 II umieścił w informacji z przesłuchania 14 II, już po założeniu SOR „O” – co było rezultatem tego wydarzenia. W tych ze znacznym opóźnieniem sporządzonych meldunkach Maj przyjmuje stylistykę rzekomego spotkania z TW – choć wie, że przesłuchuje figuranta założonego już SOR; nie odnotowuje też fakty wręczania wezwań na następne przesłuchanie – co zresztą można uznać zza dopuszczalne, bo nie sporządzano formalnego protokołu. .
Przesłuchanie te odbywały się w czasie, gdy trwała końcowa faza formowania struktury NN (niedoszły do skutku zjazd na Ostoi, odbyty zjazd w klasztorze Jezuitów przy Rakowieckiej) oraz trwały rozmowy i doszło do powołania ROPCiO. Od początku Maj wie, że ma przed sobą współorganizatora opozycji, jawnego – od lat! – piłsudczyka, nie ukrywającego swych przekonań, a co najmniej od początków lutego – że LM współkieruje organizacją, która na zjazd krajowy gromadzi kilkadziesiąt osób z różnych stron Polski. Jest to gra w otwarte karty, ale Maj ma nadzieję, że LM przechytrzy. Ocena ogólna przesłuchań, sporządzona przez Maja, jest raczej samokrytyczna: LM jest prowokatorem, który chciał w kontaktach z nami poznać nasze zamiary („O”1, 2, k. 24). Stąd kryptonim SOR „Oszust”, ale chodzi nie o powstanie ROPCIO 25 III 77, tylko o zjazd NN z 6 II 1077.
Ponieważ Maj nie zna treści „Memoriału”, przesłuchania tego nie dotyczą. Co najwyżej SBek wie, że został złożony do BP, ale nie wie przez kogo, bo by się zapytał, a nazwisko Załuskiego nie było tajemnicą.
Znaczenie dla ich oceny mają uwagi Maja co do charakteru przesłuchań:
- utrzymywał przebieg rozmowy w takiej samej konwencji jak poprzednio, to znaczy przekazując informacje, sugerował, że otrzymuje je ode mnie (L pracy, k. 200). W notatkach Maja nie pojawiają się jednak - może poza krążącymi plotkami i niusami z RWE - żadne informacje, które nie byłyby znane SB. Równocześnie z notatek Maja wynika, że to on, bez podania źródła (wszystkowiedząca SB!) przedstawił LM informacje pochodzące z dezinformacji „Marcina”, a także inne dane dotyczące pozycji, pokazywał mu nasłuchy i treści dane o artykułów drukowanych w zachodniej praie – zapewne aby wytworzyć atmosferę zwierzeń;
- podobnie jak poprzednio unikał podawania jakichkolwiek szczegółów (k. 179); w rozmowach wykazywał dużą ostrożność, szczególnie przy omawianiu przez siebie „sytuacji w grupach opozycyjnych”, wyraźnie się kontrolował, aby nie powiedzieć nic jego zdaniem zbędnego, co pozwoliłoby na identyfikacje tych grup (k. 183).
Maj zdaje sobie sprawę, że LM zgodził się na przesłuchanie nie tylko z własnej inicjatywy, lecz w następstwie uzgodnionej taktyki jakiejś grupy:
- Odpowiedzi odzwierciedlają raczej stanowisko grupy, z która jest związany, niż jego własne zdanie (k. 178); przekazał opinię grupy opozycyjnej – była przez niego konsultowana z innymi osobami (k. 186). Są to tylko przypuszczenia, bo w tekstach Maja nie ma jakiejkolwiek wzmianki, że LM coś takiego stwierdził. Maj nie pisze, o jaką grupę może chodzić. W pierwszym przesłuchaniu, gdy Maj podał informację „Marcina” o grupie (zredukowanej do osób uczestniczących w spotkaniu na Jasnej Górze) dyskutującej zmiany ustrojowe – LM potwierdził jej istnienie, wyjaśniając, że jej aktywność sprowadza się rzeczywiście do dyskusji. Nie ma jednak ani razu odniesienia, że z tą grupą konsultuje swoje zachowanie na przesłuchaniach. Jest tylko uwaga LM, że SB przesłuchało w Krakowie Zielińskiego.
Wszystko to całkowicie nie pasuje do ustawowego wzorca świadomego tajnego współpracownika.
Maj może domyślił się, a może już wiedział, że LM podaje uzgodnione oceny i opinie. Sprawę wyjaśnia późniejsza, ale zapewne nie jedyna informacja, że Czuma wiedział o rozmowach LM z MSW i je aprobował (bo był pod całkowitym wpływem Moczulskiego), zawarta w meldunku z 11. V. 77 („Omega” 6, k. 110).
3. 9 Przesłuchania w kawiarniach były stosowaną wówczas taktyką; ludzie chętnie godzili się na to, bo nie miały one takiego psychicznego obciążenia jak przesłuchania w Pałacu Mostowskich - skąd można było po prostu nie wyjść. O zgodzie na takie przesłuchanie w kawiarni, uzgodnione z innymi, por. „Omega” 1, k. 166 oraz potwierdzające fakt zeznanie Morgiewicza.
Inna rzecz, że z takimi przesłuchaniami w kawiarniach SB łączyło duże nadzieje: Przeprowadzić dalsze rozmowy operacyjno-werbunkowe z (--------------). W przypadku odmowy współpracy potraktować je jako werbunki pozorowane z jednoczesnym wykorzystaniem ich do dezinformacji („Analiza i Plan” z 2 VIII 1976, „Omega” 1, 1, k. 32). Ewentualne nadzieje żywione przez SB mi nie przeszkadzały, bo w trudnym okresie przed ogłoszeniem ROPCiO starałem się rozpoznać zamiary przeciwnika, a możliwe przykre konsekwencje, które zresztą nastąpiły – miały znaczenie trzeciorzędne. |
| Cytat: | | faktu przesłuchań Leszka Moczulskiego nie ukrywał przed swoimi współpracownikami z opozycji i wiedzieli o tym m. in. Morgiewicz i Czuma, co zresztą przenikało do szerszych kręgów, poza środowiska NN i ROPCiO (SOR „Omega” t. 6, k. 110). |
Jeśli dobrze rozumiem przyznaje Pan, że w pierwszym kwartale 1977 roku doszło do Pana spotkań w kawiarniach z oficerami SB. Czy mógłby Pan bliżej scharakteryzowac cel tych spotkań, ich chrakter oraz potwierdzić lub odrzucić zarzut, że te spotkania stanowiły jakąś formę współpracy z SB. |
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
(2/3186 11/0.39996) MojeForum.Net - darmowe forum
|