| Cytat: |
| Do najpoważniejszych i najdłuższych zamieszek ulicznych w okresie przedwyborczym doszło w Krakowie, w którym napięcie utrzymywało się już od kilku miesięcy.
15 maja zdominowana przez anarchistów Akcja Studencka Ruchu „Wolność i Pokój" zorganizowała wiec skierowany przeciwko obowiązkowemu szkoleniu studentów w Studium Wojskowym. Walka ze studium toczyła się od października 1988 roku, kiedy doszło do ponad dwutygodniowego bojkotu zajęć. Uczestnicy demonstracji udali się pod budynek prokuratury wojskowej na ul. Rakowickiej, gdzie spalono trzy książeczki wojskowe. Obserwujący manifestantów z samochodów esbecy uciekli, kiedy kilku wipowców chciało okleić ich pojazdy ulotkami. Do żadnych incydentów tego dnia jednak nie doszło. Nazajutrz [16 maja], o godzinie 14.30, rozpoczął się kolejny wiec AS. „WiP". Na Rynku Głównym manifestowano przeciwko obecności na terenie Polski Armii Radzieckiej. Następnie, około dwustu młodych ludzi przeszło na ul. Westerplatte, gdzie znajdował się gmach konsulatu radzieckiego. Po obrzuceniu budynku monetami, czemu towarzyszyły okrzyki To na bilet i pokryciu ogrodzenia napisami w rodzaju Sowieci do domu czy Dupa (na tablicy z godłem państwowym ZSRR), przystąpiono do pikietowania Konsulatu. Kiedy nadjechała milicja kilkadziesiąt osób usiadło przed wejściem do placówki. Wipowców, którzy trzymali się ogrodzenia, zomowcy odciągali siłą, a następnie wsadzali do samochodów. Potraktowano w ten sposób 45 osób. Przybyły po chwili spod KK PZPR oddział ZOMO, wyposażony w tarcze i kaski, rozproszył około 30-osobową grupę demonstrantów, rzucających w milicję kamieniami i butelkami. Wszyscy zatrzymani zostali po kilku godzinach zwolnieni. 17 maja od godzin rannych kolportowano ulotki żądające ukarania „niebieskich bokserów i ich wodza, gen. Gruby". Do wiecu protestacyjnego doszło na Rynku Głównym o 14.30, po czym niemal trzystu jego uczestników pomaszerowało ponownie pod Konsulat. Powtórzyła się sytuacja z poprzedniego dnia, z tym, że kiedy na miejscu pojawiła się kolumna ZOMO z dwiema armatkami wodnymi, demonstranci zablokowali ul. Westerplatte z dwóch stron barykadami z ławek. Po ostrzeżeniu przez głośniki, milicjanci ruszyli do ataku. Armatki zatrzymały się na barykadach, zaś na Plantach rozpoczęły się walki między demonstrantami i zomowca-mi, wzmocnionymi przez Batalion Szybkiej Interwencji z Katowic. Najostrzejsze starcia miały miejsce pod bronionym przez milicję Komitetem Krakowskim PZPR i klasztorem Dominikanek. W tym ostatnim schroniła się spora grupa manifestantów, którzy ukryli się za masywną bramą. Funkcjonariusze kilkakrotnie usiłowali się dostać na dziedziniec klasztorny; w czasie milicyjnych ataków dochodziło tam do walk wręcz. Po wycofaniu się zomowców z tego terenu, starcia przeniosły się w rejon Poczty Głównej. Kilkakrotnie milicjanci zmuszeni byli uciekać przed nacierającym tłumem na teren sąsiedniej Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej. Dopiero po około godzinie szarżujące samochody milicyjne i piesi zomowcy zdołali zepchnąć demonstrantów ulicą Sienną na Rynek Główny. Nacierający z pomocą armatek wodnych zomowcy rozpędzili, trwający właśnie na Rynku, wiec przedwyborczy KPN, używając przeciw ludziom (często przypadkowym przechodniom) pałek i granatów gazowych. Około osiemnastej na miejscu zajść zjawili się działacze „Solidarności" (m.in. Edward Nowak i Mieczysław Gil), którzy nie zyskali co prawda uznania wśród demonstrantów, ale doprowadzili do wycofania się pododdziałów ZOMO z centrum miasta. Manifestanci, po ustaleniu terminu kolejnego wiecu w dniu następnym rozeszli się. Bilans środowych zajść przedstawiał się następująco: 19 rannych demonstrantów (7 trafiło na pogotowie) i 27 rannych milicjantów (dwóch znalazło się w szpitalu). Uszkodzono 19 samochodów milicyjnych, a manifestanci zdobyli dwie tarcze zomowskie. 18 maja na wiecu pod pomnikiem Mickiewicza, który rozpoczął się z udziałem około ośmiuset ludzi o piętnastej, żądano dymisji gen. Gruby, a także I sekretarza KK PZPR Józefa Gajewicza. Zgromadzeni starali się następnie przejść pod Komitet Krakowski PZPR, jednak, przy kościele Dominikanów, drogę zagrodził im kordon ZOMO z armatką wodną. Demonstranci usiłowali obejść blokadę, ale w pobliżu dworca PKP znów natknęli się na zomowców, którzy tym razem, przy wsparciu dwóch armatek wodnych, zaatakowali blisko tysięczną grupę manifestantów. Zapoczątkowało to kilkugodzinne walki uliczne, w których - obok zomowców z Krakowa i Katowic - uczestniczyli ściągnięci tego dnia funkcjonariusze MO z Częstochowy, Kielc, Bielska-Białej i Rzeszowa. Około siedemnastej większość demonstrantów wycofała się na Rynek, skąd ruszył pochód kierujący się na pl. Wiosny Ludów. Stał tam kordon funkcjonariuszy OSMO, których zaatakowano prętami, butelkami z benzyną, kamieniami i kawałkami płyt chodnikowych. Milicjanci ruszyli do kontrnatarcia, w czasie którego trzech z nich, goniąc uciekających, wtargnęło do kościoła Dominikanów. Odbyła się tam krótka walka, w czasie której jeden z funkcjonariuszy zdołał uciec, zaś dwaj zostali pobici. Z opresji wyratowała ich dopiero interwencja zakonników. Napór demonstrantów był tak silny, że pododdział OSMO wycofał się z pl. Wiosny Ludów i pl. Dominikańskiego, które po chwili tłum objął w swoje posiadanie. Manifestanci zbudowali następnie kilka barykad, z których najpotężniejsza powstała na ul. Dominikańskiej. Sytuacja ustabilizowała się: naprzeciw barykady na ul. Dominikańskiej stał kordon ZOMO, wzmocniony przez dwie armatki wodne, z którego co pewien czas strzelano granatami łzawiącymi i rakietami oświetlającymi. W odpowiedzi w stronę kordonu rzucano kamienie. Sytuacja taka trwała przez kilka godzin, w czasie których bezskuteczną akcję mediacyjną prowadzili m.in. Krzysztof Kozłowski i Jan M. Rokita. Dopiero około dwudziestej trzeciej - po rozmowach kilkuosobowej delegacji (m.in. Leszka Moczulskiego i Jerzego Zdrady) z gen. Grubą, w czasie której uzyskano obietnicę zwolnienia wszystkich zatrzymanych - demonstranci zaczęli opuszczać barykady. Na tym zajścia się skończyły, chociaż jeden z przekazów wspomina, że ostatni atak na Konsulat ZSRR miał mieć miejsce jeszcze o trzeciej w nocy. Tego dnia ranne zostały 23 osoby (niektóre ciężko od trafień petardami), zaś po drugiej stronie obrażenia odniosło 18 funkcjonariuszy. 19 maja odbył się na Rynku Głównym wiec przedwyborczy Leszka Moczulskiego, ale mimo obecności znacznych sił ZOMO w centrum miasta, do starć już nie doszło. Coraz częściej, w walkach trwających na kilku ulicach równocześnie, milicjanci strzelali granatami gazowymi, petardami i rakietami wprost w tłum. Po raz pierwszy użyto w Krakowie nowej ręcznej wyrzutni granatów łzawiących oraz rakiet z rewolwerowym magazynkiem. W wyniku ich zastosowania wiele osób, niejednokrotnie przypadkowych, zostało rannych. W zorganizowaniu trzydniowych zajść ulicznych główną rolę odegrali działacze tzw. „grupy krakowskiej" - młodych radykałów działających w różnych organizacjach politycznych (NZS, KPN, FMW, WiP). Były to pierwsze w nowej sytuacji politycznej demonstracje na rzecz usunięcia z terytorium Polski wojsk radzieckich. Wydarzenia krakowskie stanowiły jedynie incydent na tle generalnie spokojnego okresu przedwyborczego i nie wpłynęły na wyniki głosowania. Dowiodły jednak, że w społeczeństwie polskim nie brak ludzi, którzy odrzucają okrągłostołowy kompromis, a jego zawarcie uważają za porozumienie elit dotyczące podziału władzy. |



