Orzeł w koronie, Kotwica (znak Polski Walczącej), biało-czerwone tło - godło KPN POLONUS
Strona prywatna prowadzona dla upamiętnienia działalności Konfederacji Polski Niepodległej
 
AlbumAlbum  FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 





Z bloga Romualda Szeremietiewa


Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLONUS Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Wto Wrz 23, 2008 20:48     Temat postu: Z bloga Romualda Szeremietiewa
Odpowiedz z cytatem

Cytat:

Wrzesień cd.

Moje teksty z blog’a pojawiają się także na stronie prawica.net. I tam jeden z dyskutantów napisał coś takiego: „Klęska w 1939 była sromotna. Nawet nie honorowa. Po prostu totalna. I bez dwóch zdań spory w nią wkład miała nieudolność dowództwa.” Czy w świetle mojej negatywnej oceny wyboru koncepcji obrony można tak napisać o wysiłku obronnym WP w 1939 r.?

Chcąc być w zgodzie z prawdą nie. Czym innym jest krytyka przyjętej w 1939 r. koncepcji obrony (w końcu z doświadczeń historii coś powinno wynikać), a czym innym powtarzanie za wrogami naszego kraju, że 1939 r. to polska „sromota”, hańba, nieudolność - z lancami na czołgi. itp. Sowiecki komandarm M. Kowalowa, dowódca „białoruskiego” frontu 17 września napisał w odezwie:

"Rzołnierze Armii Polskiej! Pańsko-burzuazyjny Rząd Polski, wciągnowszy Was w awanturystyczną wojnę, pozornie przewaliło się. Ono okazało się bezsilnym rządzić krajem i zorganizowac obronu. Ministrzy i gienerałowie, schwycili nagrabione im złoto, tchórzliwie uciekli, pozostawiając armię i cały lud Polski na wolę losu."

Miał rację?

Zamiar polski w 39. był następujący: wojna z Niemcami nie może być lokalnym konfliktem kończącym się likwidacją państwa polskiego. Władze RP (min. Beck) jako cel strategiczny stawiały doprowadzenie do wybuchu wojny z udziałem Zachodu (Anglii, Francji) co gwarantowało przegraną Hitlera. 3 września 1939 r. Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom. POLITYCZNY CEL WOJNY ZOSTAŁ PRZEZ POLSKĘ OSIĄGNIĘTY.

Dlatego we wrześniu 1939 r. Hitler odniósł w Polsce tzw. pyrrusowe zwycięstwo. Wbrew jego zamiarom wybuchła II WŚ, do której Niemcy nie były przygotowane. W Berlinie planowano zakończenie zbrojeń i wystawienie odpowiedniej armii, a następnie rozpoczęcie wojny na 1944 r.

Polski plan obrony. Wykonać całą armią wielki manewr odwrotowy broniąc całego terytorium przed agresorem. Stawiając opór na kolejnych liniach obrony cofać się ogólnie w kierunku południowo - wschodnim (przedmoście rumuńskie) zachowując przez Rumunię połączenie z Zachodem. Strona polska broniąc się przed Niemcami chciała dotrwać do uzgodnionej odciążającej kontrofensywy sojuszników na Zachodzie.

Wg uzgodnień sprzed 1 września ofensywa na zachodzie miała ruszyć po 15 dniach od ogłoszenia mobilizacji we Francji, czyli w warunkach „września” 17.09. Tymczasem już 12. 09. sojusznicy Polski postanowili wstrzymać planowaną ofensywę na Niemcy (konferencja w Abbeville) i to w sytuacji, gdy francuski gen. Faury znajdujący się przy polskim dowództwie raportował do Paryża 11.09., że siły polskie przyjęły pierwsze ugrupowania obronne, a „bój trwa wszędzie; walka jest zacięta i siły polskie reagują energicznie”. Ofensywa na zachodzie nie ruszyła, natomiast na tyły polskiej obrony wdarły się wojska sowieckie i... polskie cele wojskowe, nie zostały osiągnięte. To jednak nie było winą Polaków, a zwłaszcza polskiego wojska i jego dowództwa.

Jakość dowodzenia. Wojsko Polskie było dobrze, a nawet bardzo dobrze dowodzone. Oczywiście w warunkach przewagi materialnej wroga i w czasie wykonywania manewru odwrotowego były załamania, objawy paniki, tchórzostwa, itp. Jednak jego dowódcy jako całość spisali się świetnie. Zaplanowane operacje odwrotowe realizowali konsekwentnie. Wystarczy zresztą porównać postawę polskich dowódców chociażby z tym jak wyglądało dowodzenie wojskami sowieckimi w 1941 r. (np. wspominany wyżej komandir Kowalow został rozstrzelany za tchórzostwo). O bohaterstwie i odwadze dowódców polskich świadczą też wysokie straty w stanie osobowym oficerów – zginęło też 5 generałów (czterech na polu walki z Niemcami, jeden zamordowany przez wojska sowieckie).

Rezultaty polskiej obrony. Straty WP – 66,3 tys. zabitych, 133,7 tys. rannych, 716 tys. w niewoli (w tym 242 tys. u Sowieta), utracone prawie całe uzbrojenie (część samolotów i czołgów przedostała się na tereny Litwy, Rumunii, Węgier).

Niemcy – są ciągle rozbieżne dane: od 14 tys. do 40 tys. zabitych i 30 tys. - 100 tys. rannych. Są niemieckie dokumenty stwierdzające, że do 24.09. Niemcy stracili w Polsce 91 tys. zabitych i mieli 91 tys. rannych. Z niewiadomych powodów historycy do dziś nie ustalili jakie straty osobowe poniosły wojska niemieckie w Polsce. Hitler jednak przyznał, że w walkach z Polakami piechota niemiecka "nie spełniła pokładanych w niej nadziei".

Niemcy ponieśli duże straty w sprzęcie: ok. 1 000 czołgów i samochodów pancernych (30% stanu wyjściowego), 370 dział i moździerzy, ok. 6000 samochodów oraz 5500 motocykli. Lotnictwo - ponad 700 samolotów (ok. 32% użytych w agresji na Polskę w 1939). Ogółem po wojnie z Polską spisano ponad 1200 samolotów, poza strąconymi przez Polaków część maszyn nie nadawała się do służby ze względu na ich stan techniczny .

Zużycie uzbrojenia niemieckiego osiągnęło stopień, przy którym dalsze jego użytkowanie wymagało generalnego remontu, a intensywność walk spowodowała, iż pozostało zapasów amunicji na ok. 2 tygodnie walki. Pod względem długości, kampania wrześniowa trwała zaledwie tydzień krócej niż wojna we Francji w 1940 r., a wojska koalicji francusko-angielskiej, inaczej niż WP, były zbliżone liczebnością w sprzęcie i ludziach do wojsk niemieckich. Wysokie straty niemieckie w kampanii w Polsce, były jedną z głównych przyczyn opóźnienia ofensywy na froncie zachodnim. Uzupełnienie strat w uzbrojeniu wymagało kilku miesięcy pracy niemieckich fabryk – dzięki temu państwa zachodnie, a w szczególności Anglia, zyskały niezbędny czas na dozbrojenie i do rozbudowy swojego przemysłu zbrojeniowego.

Reasumując: W 1939 r. obrona Polski w ramach przyjętej strategii była skuteczna - Polska założony cel - wybuch wojny światowej osiągnęła, zwyciężyła politycznie. Natomiast poniosła klęskę militarną na polach bitewnych w obliczu przewagi wroga, zdradzieckiej napaści Sowietów i braku kontrofensywy sojuszników. I mimo tej klęski państwo polskie nie zniknęła jako podmiot w relacjach międzynarodowych. Zdołano odbudować władze i wojsko na emigracji, a także struktury „państwa podziemnego” i wojska (AK) na terenach okupowanych. W 1945 r. Polska, mimo okupacji, miała czwartą co do wielkości armię na froncie z Niemcami, większą od armii francuskiej.

W 1939 r. Wojsko Polskie było dobrze dowodzone, broniło się bohatersko i zadało napastnikom poważne straty. Opinia jakoby doświadczyło ono haniebnej klęski jest nieuprawniona.

czwartek, 04 września 2008, romualdszeremietiew


http://szeremietiew.blox.pl/2008/09/Wrzesien-cd.html


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Nie Kwi 11, 2010 13:04 , w całości zmieniany 34 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Nie Wrz 28, 2008 16:02     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

http://szeremietiew.blox.pl/2008/09/CZUJNOSC-DOBRA-RZECZ.html

Cytat:

CZUJNOŚĆ - DOBRA RZECZ

W czwartek (25.09.br.) przed sądem rejonowym wznowiono proces mój „i innych” z oskarżenia o korupcję w MON. Cieszę się ogromnie – oskarżony cieszy się, że go wreszcie skażą – bowiem mamy za sobą postępowanie dowodowe - UFF! Do tego przewodnicząca składu sądzącego nie strajkowała mimo trwającej akcji protestacyjnej sędziów. Czyli rozprawa odbyła się, zaczęły się tzw. mowy końcowe stron. Mam więc powody by się cieszyć.

Było też intrygujące co powie oskarżyciel. Sąd miesiącami żmudnie badał dowody śledztwa. Postępowanie dowodowe musiało przecież wykazać, czy akt oskarżenia opierał się na faktach. Akt oskarżenia wymieniał pięć moich czynów zbrodniczych, w tym „płatną protekcję” - mimo braku ustaleń kto i ile miał mi płacić, no i uzyskanie łapówki „w naturze”, czyli wg oskarżenia darowane mi 40 tys. zł przy zakupie samochodu. Za całość tych zbrodni warszawska prokuratura apelacyjna w podpisanym przez prok. Ciukę akcie oskarżenia domagała się dla mnie 10 lat więzienia - dwa razy więcej niż dostałem w stanie wojennym od sądu wojskowego za „próbę obalania ustroju PRL przemocą”.

Niestety, proces jest tajny więc nie mogę powiedzieć co z aktu oskarżenia zostało. Mogę jedynie ujawnić, że oskarżenie bardzo spuściło z tonu żądając dla mnie kary na minimalnym poziomie i to w zawieszeniu. Czyli za kraty nie chcą mnie już wsadzać. Co więcej proponowana grzywna, tak, tak, słusznie, skoro kradłem... A więc grzywna też jest w takiej wysokości, że część mojej „łapówki w naturze” będę mógł sobie zatrzymać. No i do tego przez kilka lat będę też mógł jeszcze odpocząć - oskarżyciel chce obdarować mnie zakazem zajmowania stanowisk publicznych – minione siedem lat (od lipca 2001) to za mało, aby wszystko pozamiatać?

Siedząc na sali sadowej i słuchając mowy prokuratora nie zastanawiałem się jednak nad tym jak straszliwej dewaluacji uległy oczekiwania karne moich prześladowców. Zastanawiałem się nad sytuacją prokuratora wygłaszającego mowę oskarżycielską. „Ślepy los” (?) wyznaczył do wykonania zadania panią prokurator, która w rozprawach przedtem nie uczestniczyła. Zakładając więc, że miała ona czas i chciała przeczytać kilkadziesiąt tomów akt, zapoznać się z zeznaniami ponad stu świadków, to przecież nie była w stanie przyswoić sobie wiedzy z całego postępowania dowodowego.

W przypadku mojego procesu, gdyby w postępowaniu uczestniczył cały czas jeden i ten sam prokurator to sądzę, że nie mógłby on popierać aktu oskarżenia chcąc być w zgodzie z własnym sumieniem. Nie ma tego kłopotu wyboru między nakazami sumienia, a lojalnością w stosunku do reprezentowanego urzędu oskarżyciel z łapanki, występujący w sprawie incydentalnie. Czy dlatego przez mój proces przewinęło się kilkunastu prokuratorów?

Przy okazji mam jeszcze jedną gratyfikację od mojego procesu. We wrześniu 1979 r. wraz z kolegami założyłem Konfederację Polski Niepodległej. Działałem w KPN. A więc coś tam dla odzyskania niepodległości przez Polskę zrobiłem. Władze PRL doceniły zresztą moją postawę zaczynając od wyrzucenia z pracy, poprzez stałą inwigilację, ciągłe zamykanie w aresztach MO i wreszcie wsadzając mnie na kilka lat do więzienia. Ostatnio koledzy z dawnego KPN zaczęli organizować w Krakowie obchody rocznicowe – w przyszłym roku będzie 30 rocznica utworzenia Konfederacji. 29 września br. odbędzie się inaugurujące te uroczystości specjalne posiedzenie. Jest komitet honorowy z przewodniczącym min. ON Bogdanem Klichem. W składzie komitetu m.in. wojewoda małopolski Jerzy Miller, ks. Isakowicz-Zalewski, prezes IPN Janusz Kurtyka. Organizatorzy wystąpili do Prezydenta RP o przyznanie odznaczeń osobom zasłużonym w działalności Konfederacji.

Kancelaria Prezydenta RP poinformowała, że na uhonorowanie nie zasługuje Romuald Szeremietiew.
Żeby nie było wątpliwości – nie starałem się o żadne odznaczenie podobnie jak nie domagałem się odszkodowania za lata spędzone w PRL-owskim więzieniu. Na uroczystości w Krakowie nie zamierzałem jechać.

Tadeusz Stański, z którym zakładałem KPN i dzieliłem celę więzienną wystąpił o obliczenie emerytury. Okazało się, że dostanie grosze bowiem w latach działalności w KPN i siedzenia w więzieniu „nie pracował”. Ubecy, którzy go zamykali oraz ich szefowie różnych szczebli, którzy starali się, żeby mu dokuczyć, mają emerytury. No cóż oni pracowali i to ciężko, nie tak jak wałkoniący się po aresztach i kryminałach Stański.

Czujność odznaczeniowa kancelarii Prezydenta RP, inaczej niż zgodna z prawem emerytura Tadeusza, nie martwi mnie. Pamiętamy jak przez nieuwagę tego urzędu gen. Jaruzelski dostał krzyż zesłańców syberyjskich. Prezydent Kaczyński musiał się później tłumaczyć, że nie zauważył co podpisał. A gen. Jaruzelski medal zwracał. Ja jestem w komfortowej sytuacji. Nic mi nie dadzą więc i niczego nie będę musiał oddawać. A do tego we wrześniu 1979 r. siedziałem w areszcie Komendy Stołecznej MO z perspektywą na parę lat kryminału. Teraz siedzę w swoim domu i grozi mi zaledwie wyrok w zawieszeniu. Jest postęp!


Jeszcze małe post scriptum z "Rzepki".

Nudzić zaczyna mnie powtarzanie, że III RP to królestwo przebierańców. Oszuści oskarżają prawdomównych o kłamstwo, dziwki tropią rozwiązłość, a łajdaki wytykają niemoralność. W krainie tej za realizm polityczny uchodzi naiwna krótkowzroczność.

Bronisław Wildstein Rzeczpospolita. 27.09.2008

Kolejne afery korupcyjne nie pozostawiają wątpliwości, jak głęboko zgangrenowana jest III RP. Ujawniona przez "Rzeczpospolitą" afera Farmusa w takim samym stopniu jak jej bezpośredniego sprawcy dotyka jego zwierzchnika, wiceministra Szeremietiewa.

Bronisław Wildstein Rzeczpospolita. 26. 03.2003.

piątek, 26 września 2008, romualdszeremietiew



Komentarze

Cytat:
new_jerry
2008/09/27 19:20:35
Gdy polscy rewolucjoniści kumplowali się we wspólnych celach siedziałem z kryminalistami. Nie dane mi było nawet spotkać się z kolegami z KPN gdy przez pół roku mieszkałem pod wspólnym dachem Rakowieckiej 37. Mieszkałem na końcu świata czyli w Szczecinie więc wszędzie miałem daleko. Nie spotykałem się z innymi rewolucjonistami, bo nie stać mnie było na przejazdy z powodu potrzeby utrzymania gromadki dzieci. Gdy rewolucjoniści dali się internować wyskoczyłem z 2 piętra aby nie dać się złapać. Ukrywałem się gdy inni rewolucjoniści dzielnie walczyli w więzieniach. Do tego mało mówię i rzadko zabieram głos.

Gdy rewolucjoniści nadstawiali piersi do medali nawet o tym nie wiedziałem, bo uznając że swoje już zrobiłem zapisałem się do żeglarzy i nie myślałem o rewolucyjnej karierze. Medale rzadko dają żeglarzom i pracować trzeba, za co mało kto podziękuje. Pomagam jak umiem polskim żeglarzom, a to łódkę kupić, a to coś przetłumaczyć, a to przeprowadzić polską łódkę przez akwen trudny do nawigacji itp.

Nie odmawiam pomocy innym prostym żeglarzom. Nie próbuje robić kariery. Robię to na czym dobrze znam się. Jednak nic ważnego nie robię. Polscy żeglarze pewnie obyliby się bez mojej pomocy, lecz z drugiej strony wygodnie mieć za granicą wśród obcych takiego osobnika, który nie tylko zna się, to gotów nieść pomoc bez względu na porę doby i niczego nie wymaga oprócz słowa "dziękuję".

Gdy czytam o bohaterach którzy cierpiąc dla ojczyzny roznosili gazetki, protestowali i podpisywali różne ważne dokumenty, nie mogę odeprzeć wrażenia że nie tylko oni, ale i ja ponad ćwierć wieku żyję dzięki sporym dawkom insuliny, a od niedawna dzięki nieznanej osobie której serce bije w mojej piersi. To żadne bohaterstwo żyć z dolegliwością lub kalectwem i nie uważam że warto się tym zajmować.

Kłopot zaczyna się gdy z powodu niedołęstwa spowodowanego utratą zdrowia coraz trudniej funkcjonować. Jesteśmy zależni od innych. Dochody zmniejszają się drastycznie i brakuje na konieczne wydatki. Na szczęście mieszkam za granicą i nie próbowałem kariery w polityce przez co nie można mi niczego przyczepić. W zasadzie mogę czuć się bezpiecznie.

Kilka lat temu pomyślałem że nie zaszkodziłoby otrzymać zadośćuczynienie w postać słowa "dziękuję" od rządzących niepodległą Polską. Mam wrażenie że niewielka rekompensata należy się. Ale może się mylę?

Jerzy Sychut, Sztokholm

-
Cytat:
romualdszeremietiew
2008/09/27 19:34:27
Witaj Jurku!
Ogromnie się cieszę, że dałeś tzw. głos. Podaj swoje namairy na mój adres mailowy.
Cześć. Romek

-
Cytat:
Gość: ANDRZEJ, inet20909nh-2.eranet.pl
2008/09/27 21:06:26
Panie Ministrze głowa do góry . Wszyscy wiedzą jaka była chwalebna rola Pana w odzyskaniu niepodległości Rzeczypospolitej. Ci co dzisiaj rządzą Polską nie są zainteresowani działalnością i losem takich osób jak Pan i Pan Jurek. PO i PiS to te same ideologie , wcześniej wymieszane z UW i KLD z zabarwieniem różowym. Oni doskonale się rozumieją nawet w amerykańskiej synagodze Sikorski potrafi spotkać się z prezydentową Kaczyńską ( dzisiejszy Super Express ) . Wiele prawdy napisał wcześniej pod pańskim artykułem czytelnik piszący o tej zgranej pace co chodziła do jednego liceum Leszek , Jarek, ADAM , Janek i reszta młodzieży bananowej. Oni palcem nie kiwną by docenić tych co walczyli o Polskę . Coś na ten temat wiem . Zobaczy Pan Prezydent mógł w dniu pogrzebu odznaczyc śp. Ks. Zdzisława Peszkowskiego Orderem Orła Białego , mógł ale tego nie zrobił. Podobnie jest z uhonorowaniem pułkownika R. Kuklińskiego . A Pan Minister nie jest pierwszy i ostatni z wielkich których ta władza nie potrafi docenić. Mam nadzieję że przyjdzie jeszcze taki czas że rozpadnie się ten tandem PiS i PO trzymający władzę , a na zewnątrz niby opozycja. Pan Bóg wszystko widzi , ważne że ducha wiary i miłości do Ojczyzny Pan nie utracił . " Bądz wierny - idz ". Pozdrawiam Andrzej.

-
Cytat:
romualdszeremietiew
2008/09/28 08:44:26
Jurkowi w odpowiedzi: "Nie dane mi było nawet spotkać się z kolegami z KPN gdy przez pół roku mieszkałem pod wspólnym dachem Rakowieckiej 37."

Jurek, wszystkich nas z KPN trzymano podobnie. Ja też siedziałem na Rakowieckiej z kryminalnymi najpierw w pawilonie III (dawny ubecki X), a później, za karę, byłem bardzo krnąbrnym więźniem, w pawilonie II, gdzie politycznych w ogóle nie było, siedziałem wówczas ze starą recydywą.
Ostatni rok kryminału 1983/84 wysłano mnie do Barczewa - ciężkie więzienie pod Olsztynem. Tam w obawie przed wpływem na kryminalnych trzymano nas z KPN razem, w pawilonie izolacyjnym. Wstrętne miejsce, mały budynek poklasztorny z XVIII w., dwadzieścia zagrzybionych cel, bez kanalizacji (w celach śmierdzące kubły) i podłoga bez izolacji - w zimie nogi zamarzały. Wtedy dopiero spotkałem Tadka Stańskiego i Leszka Moczulskiego w tej samej celi. Wkrótce też dowieziono i osadzono w innych celach obok jeszcze Patryka Kosmowskiego (szef "S" z Bielska-Białej), Andrzeja Słowika i Jurka Kropiwnickiego ("S" z Łodzi) Piotrka Bednarza i Władka Frasyniuka ("S" Wrocław) oraz Mundka Bałukę (działacz związkowy ze Szczecina). Tam wspólnie ze Stańskim zorganizowałem bunt, gdy czerwony przykręcił nam śrubę. Bunt wygraliśmy, ale mnie siadło serce (okazało się, że mam wczesne stadium choroby wieńcowej) i trzy ostatnie miesiące przed tzw. amnestią spędziłem w szpitalu więziennym na Rakowieckiej.
Biorąc powyższe pod uwagę zawsze dziwiłem się jak było możliwe, że Adam Michnik siedząc na Rakowieckiej pisał książki, które wydawała paryska Kultura. Mnie zabierano każdą zapisaną kartkę. A chcąc przemycić gryps trzeba było pisane maczkiem malutkie karteczki chować tak, aby klawisze rewidujący przed widzeniem nie znaleźli. A Michnik całe książki przemycał pod nosem klawiszy? Podziwiałem jego świetną pamięć - w swoich książkach zamieszczał obfite cytaty z książek, których nie było w więziennej bibliotece, a więc musiał cytować z pamięci. A zdziwiłem się jeszcze bardziej, gdy w wspomnieniu Kiszczaka przeczytałem, że gdy Michnik z więzienia wysłał jakiś protest za granicę to on kazał mu wstawić do celi kolorowy telewizor w uznaniu postawy.


Cytat:

mirek.lewandowski
2008/09/28 17:39:38
"Na uroczystości w Krakowie nie zamierzałem jechać."

A jednak szkoda, że Pana nie będzie, Panie Ministrze. Jubileusz 30-lecia KPN to nie jest ICH święto (tj. osób, które weszły w skład komitetu honorowego, czy też pracowników Kancelarii Prezydenta). To jest święto NASZE - nas, członków KPN, a przede wszystkim jest to święto WASZE, członków - założycieli, kilkudziesięciu straceńców, którzy kierując się moralnym imperatywem rzucili wyzwanie Imperium Zła! Sądzę, że Pana nieobecność, czy też nieobecność Jerzego Sychuta, a także wielu pewnie innych ludzi jest naszą - wszystkich Kapeenowców - kolejną porażką. Daje Pan sobie odebrać to, co najcenniejsze Panu zostało z tych lat heroicznych - słuszne i uzasadnione poczucie dumy. Dumy, której nie może Panu zabrać jakiś urzędnik, arbitralnie orzekający, kto zasługuje, a kto nie zasługuje na uhonorowanie. Inna rzecz, że podzielam Pana oburzenie. Najwyższe odznaczenia państwowe powinni otrzymać WSZYSCY członkowie - założyciele KPN. Pana pominięto pewnie w związku z niezakończonym procesem ... Nie wdając się w szczegóły dotyczące procesu, powiem tylko tyle - odznaczenia , o których mowa należą się nie za działalność po 1989 roku, ale za heroiczną postawę w czasach PRL. Proszę przyjąć wyrazy najwyższego szacunku (wraz z zaproszeniem do dyskusji na "Forum VIP" na Forum POLONUS, prowadzonej dla upamiętnienia 30 rocznicy powstania KPN www.polonus.mojeforum.net/index.php ).
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Pon Wrz 29, 2008 20:18     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Ciag dalszy dyskusji http://szeremietiew.blox.pl/2008/09/CZUJNOSC-DOBRA-RZECZ.html#ListaKomentarzy

Cytat:
Gość: Marek, c-69-245-95-63.hsd1.mi.comcast.net
2008/09/28 18:24:58
Panie Ministrze,
To sa tylko elementy wiekszej ukladanki. Zeby zrozumiec sytuacje obecna Polski i pochodna tego, sytuacje Polskich sil obronnych - ktora zalezy od mozliwosci materialnych kraju i jakosci przywodztwa, nalezy wrocic do konca lat osiemdziesiatych i poczatku 90-tych. Nalezy postawic sie, jezeli ktos potrafi, w pozycje amerykanska, amerykanskich wplywowych kol politycznych i gospodarczych. Zalozmy ze Pan jest wplywowym amerykaninem i pracuje Pan w interesie ameryki. Widzi pan ze panstwa europy srodkowej urywaja sie ze smyczy sowieckiej i zadaje pan sobie pytanie jakia Polska powinna byc aby to bylo w interesie USA.

Odpowiedz jest prosta: ANI SLABA ANI SILNA. Takie bylejakia. A jeszcze taka aby dala sie "doic". Taka aby ciagle spogladala na ameryke po "pomoc" a przez to ulegla w akceptowaniu ich ideologii (politycznej, ekonomicznej, swiatopogladowej, historycznej) i w wykonywaniu polecen w interesie ameryki. Taki pies na smyczy, ktory wykonuje raporty i ciagle spoglada na pana czy pan jest zadowolony i czy cos dostanie od niego "na zeba", ale nie na tyle silny aby mogl sie z tej smyczy urwac. Jak to jest ze taka Polska nie ma zadnej firmy samochodowej, a wogole zadnej firmy ktora bylaby swiatowa a taka Korea - startujaca z nizszego poziomu ma ich kilkanascie...? Nalezy rowniez rozumiec jezyk amerykanow. Jezeli ameryka albo amerykanin mowi komus ze chce mu "pomoc" to nalezy lapac sie za kieszenie bo znaczy to ze chce cie okrasc albo oszukac. Tak bylo z Kuba w 1898 roku ktora USA "wyzwolily" bo 10 firm amerykanskich zmonopolizowalo tam produkcje cukru dla USA. Tak tez jest teraz z krajami europy srodkowej.

Powstanie nastepne pytanie: Jak to osiagnac? Jak przypuszczam, pan doskonale wie jest kilka sposobow realizacji. Zrobic permamenty chaos, zamecic wszystko aby nie wiadomo bylo co jest co i kto jest kim, podzielic patriotyczno-narodowy oboz (a tych jest wiekszosc) na czesci, sklocic, promowac swoich ludzi albo egocentrykow i megalomanow(JK, LK, Walesa) ktorzy za slowo o swojej wyjatkowsci gotowi sa "odwzajemnic" sie kosztem narodu, a kompromitowac ludzi oddanych Polsce. Nad tym wszystkim odebrac wiare narodowi w siebie i swoje sily przez ciagle ponizanie Polakow publicznie w mediach w stylu: A Polacy to to czy tamto. Czegos takiego nie ma nigdzie indziej. Bo przeciez jezeli nawet ktorys Polak cos zrobil zlego to dlaczego to sie generalizuje i czyni mnie za to odpowiedzialnym. Mozna powiedziec kryminalisci albo szubrownicy jak to robia amerykanie. Nawet teraz amerykanie nie mowia ze to ameryka zaatakowala Irak ale Bush. Generalizowanie takie powinno byc karnie zabronione. W firmach amerykanskich podkresla sie pozytywna energie w zespole, mozna konstruktywnie krytykowac ale byc dokladnym/specificznym, a ludzi ktorzy generalnie niszcza zapal sie po prostu eliminuje.

Prosze zauwazyc ze to partia demokratyczna (amerykanska) przyslala do Polski swoich specjalistow do prowadzenia kampanii Kwasniewskiemu i aby ocalic postkomunistow gdzies w pierwszej polowie lat 90-tych. Swiadczy to o tym ze w krytycznych momentach dla Polski zaangazowanie naszych sojusznikow sie zwieksza aby chaos w Polsce trwal.

Ludzie ktorzy obecnie sa u wladzy w Polsce sa takimi pieskami ktore skacza po nodze pana aby im rzucil cos albo chociaz poglaskal. Z tymi ludzmi Polska nigdy nie bedzie silna bo tych ludzi cechuje BRAK WIARY W MOZLIWOSCI POLAKOW I POLSKI. Lech Kaczynski(LK) gdzies tam jezdzi i pokazuje jaki to z niego "wielki" strateg - ale ciagle bez efektow, Jaroslaw (JK) ktoremu od 20 lat nic nie wychodzi, a o Tusku i jego chlopcach to nawet szkoda wspominac bo to jest na poziomie cwaniakow czy kieszonkowcow ulicznych, a michnikowcy to obca agentura ktora doskonale wie co robi.

Tak wiec tacy ludzie sa i beda promowani w Polsce przez naszych "sojusznikow" a Pan i Panu podobni beda niszczeni. Niech sie pan nie dziwi.

Chcialbym dodac do mojej wczesniejszej wypowiedzi kilka przykladow. Gdzies w 2005 albo 2006 roku slyszalem wypowiedz szefa MON ktory odpieral zazuty odnosnie kosztow zaangazowania w Iraku, i ze kosztowalo to Polske "tylko" $150 mln. W tym samym czasie slyszalem na jednym z kanalow tv wypowiedz jednego z amerykanskich wojskowych ze "pomoc" USA dla wojsk Polskich w Iraku w wyzywieniu i transporcie wojska wyniosla $700 mln. To ja sie pytam: Kto komu tutaj pomaga? I jak to jest ze Polacy nie potrafia wystawic rachunku amerykanom ? ktory powinien wynosic przynajmniej $20 mld (liczone w kwotach ktore amerykanie zaoszczedzili a wiec po ich cenach, w sprzecie, zoldzie, dodatowych kosztach zabezpieczenia kraju przed terrorystami, stracone rynki - przeciez w Iraku pracowalo 20 tys polskich pracownikow plus stracone rynki arabskie).

Na poczatku 1990 lat, Polska, i inne kraje europy srodkowej, przyjela nazucony jej model ekonomiczny ktory jest fatalny. Prosze zauwazyc ze jedyny okres gdy Polska miala nadwyzke eksportu nad importem byl w pierwszej polowie lat 90-tych. Chyba 1993 - 1995, czy cos takiego. Ogolem udalo zwiekszyc rezerwy walutowe z prawie zera do ponad $40 mld. Jak bylo to mozliwe...? Otoz wtedy Polska miala jeden wielki atut. Byly nim niskie koszty produkcji, niskie place nawet kadry kierowniczej, niskie koszty opieki zdrowotnej, itd. Pozostawienie tego stanu rzeczy (zakladow w rekach panstwa), nastawienie sie na eksport z jednoczesnym otwarciem rynku na powstawanie firm prywatnych ale tylko od podstaw i Polskich, moglo doprowadzic do stopniowego unowoczesnienia przemyslu. Taki model mialy Chiny ktore obecnie maja $2 bln nadwyzki z handlu a Polska $300 mld dlugu.

Oczywiscie taki model nie byl na reke amerykanskim kolom biznesu bo prowadzil do uniezaleznienia Polski. W ich interesie bylo zniwelowac ten atrybut konkurencyjnosci przez astronomiczne zwiekszenie zarobkow kadry kierowniczej tubylczej (obecnie jedna z najwyzszych w swiecie) lub obcej( ta juz miala ale teraz placone z Polskiej strony), przejecie za bezcen przy niklym wladzie nowoczesnych technologi, transfer zystow (a tym samym podatkow tzw. transfer of profits to mother company) za granice, i specjalne przywileje podatkowe.

I wyszlo na to ze to oni znowu nam "pomagaja", my jestesmy zadluzeni po uszy, a Polacy pracuja najdluzej na swiecie (wg. ostatnich danych) po Koreanczykach.


Cytat:
romualdszeremietiew
2008/09/28 20:50:55
W odpowiedzi:
1. P. Marek. Też to dostrzegam.

2. P. Mirek Lewandowski. O spotkaniu krakowskim dowiedziałem się tak bardziej "nieoficjalnie". Organizatorzy specjalnie nie zabiegali o moją obecność. Także sprawa tego "odznaczenia" też do mnie dotarła "nieoficjalnie". Nie wykluczam zresztą, że nikt tam o odznaczaniu mnie nie myślał, a kancelaria prezydenta tak na wszelki wypadek powiedziała nie.
Obowiązkiem Polaka jest walczyć o niepodległość i ten obowiązek wykonałem. To co robiłem kiedyś nie robiłem dla odznaczeń. Zresztą wtedy bliżej było do piachu niż do tych obecnych zaszczytów. Niech tam panowie się odznaczają. A ponadto nie chciałem jako skorumpowany osobnik wchodzić na spotkanie na którym przedstawiciele władz RP patrzyliby na mnie krzywo.

-
Cytat:
mirek.lewandowski
2008/09/28 21:30:32
Z tego co wiem na spotkanie krakowskie nie było specjalnych imiennych zaproszeń. Generalnie zaproszony jest każdy, kto był członkiem KPN. Ja informacje dostałem mejlem i zamieściłem ją na POLONUSie.

www.polonus.mojeforum.net/jubileusz-30-lecia-kpn-temat-vt95.html

Inna rzecz, że osoby takie jak Pan powinny być zaproszone imiennie. No cóż - "nikt nie jest doskonały :) Nie powinno to - mimo wszystko - zepsuć jutrzejszej uroczystości. Zresztą, właśnie minęło "dopiero" 29 lat od założenia KPN, "Rok Jubileuszowy" dopiero się zaczął i mam nadzieję, że m.in. za sprawa POLONUSa, uda się w równą 30ta rocznicę zebrać wszystkich KPNowców w jednym miejscu na głównej, pełnej uroczystości. Na dzień dzisiejszy sytuacja jest taka, że jesteśmy w zupełnej rozsypce, stąd nikt sie z nami nie liczy, a historię walki z komuna pisze się z pominięciem KPN lub umniejszaniem jego roli.

Co do listy osób typowych do odznaczeń - też nie mam wiedzy. Zostawmy z resztą kwestię odznaczeń na boku. Jeżeli ktoś jutro otrzyma odznaczenie to dobrze, jeśli nikt - to trudno.

Nie sądzę, aby osoby, które będą uczestniczyć w jutrzejszej uroczystości robiły to w nadziei na otrzymanie odznaczenia. Tym bardziej nie wątpię, że odznaczenia, zaszczyty, czy widoki na osobiste korzyści były motywem działania w KPN przed 1989 rokiem. Wszyscy wiemy, że działalność w KPN nie dawała widoków na karierę w PRL, wręcz przeciwnie!

"Skorumpowany osobnik"...

Wielu z nas jest "po przejściach". Jedne sprawy są bardziej jednoznaczne, drugie mniej. Nie sądze, aby ktokolwiek trzeźwo patrzący na sprawę podejmował się wyrokować w Pańskiej sprawie. I na pewno nikt z byłych KPNowców nie "patrzyłby jutro na Pana krzywo". A prosty lub krzywy wzrok innych osób nie ma tu chyba znaczenia. TO JEST NASZE ŚWIĘTO!

-
Cytat:
Gość: Konrad Rękas, h-b210-216.resetnet.pl
2008/09/28 21:41:49
Panie Ministrze, to już tak jakoś jest, że chwała niektórych odznaczeń związana jest z tym, kto ich odmówił, a nie z tym kto je przyjął, więc niech Pan się nie przejmuje.

-
Cytat:
mirek.lewandowski
2008/09/28 21:52:04
I jeszcze jedno.

Fakt, że moje zapewnienia powyżej nie są gołosłowne potwierdza następujący fragment listu Zygmunta Łenyka - przewodniczącego ZKPN (list ten był rozsyłany droga mejlowa, jest tez publikowany na POLONUSie pod podanym wcześniej adresem, jest tez np. na blogu księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego (który jutro odprawi dla nas mszę św. w Bazylice Dominikanów o godzinie 10.00):
"Przyjaciele,

dzień 1. września 2008 r. rozpoczyna 30. Jubileuszowy Rok od zawiązania Konfederacji Polski Niepodległej. Wspominając moment zawiązania pierwszej niepodległościowej partii politycznej w PRL pragnę oddać cześć wszystkim działaczom, którzy poświęcili swe siły walcząc z totalitarną PZPR o wolną i niepodległą Polskę.

Szczególnie pragnę przywołać imię Przewodniczącego KPN Leszka Moczulskiego, który w PRL był najdłużej więzionym działaczem opozycji demokratycznej w latach naszej walki 1979-89.

Wspomnieć należy również Jego towarzyszy z więzienia z pierwszego procesu przywódców KPN: Romualda Szeremietiewa, Tadeusza Stańskiego i Tadeusza Jandziszaka oraz towarzyszy więziennych z drugiego procesu przywódców KPN: Krzysztofa Króla, Adama Słomkę, Dariusza Wójcika. Oddać też należy cześć wszystkim zamordowanym przez SB działaczom KPN."

Link do bloga księdza Zaleskiego

www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1113
-
Gość: zodiak, dqv30.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/28 22:07:16
Wyjazd ministra Szeremietiewa do Krakowa na rocznicę założenia KPN, na swięto KPN powinien być obowiązkowy i natychmistowy bez wzgłędu na to czy jest zaproszenie czy go nie ma. Twórcy KPN maja siedzieć w domy a przeróżne parchy mają być czynnymi uczestnikami. Kto to wymyślił. Ludzie zastanówcie się. Romuald śzeremietiew do jedna z najważniejszych osob w KPN. To wielki polak, patriota , narodowiec z krwi i kości. Panie Romualdzie odepchąć od siebie całe robactwo i natychmiast wstawić się na uroczystości w Krakowie. KPN musi odrodzić się, powstać z kolanii jak najszybciej przejąć władzę w Polsce. POLACY czekają na radykalne zmiany

-
Cytat:
romualdszeremietiew
2008/09/29 08:41:17
Szanowni Panowie,
kilka wyjaśnień w kwestii jechać - nie jechać, odznaczą - nie odznaczą w przypadku RSz.
Zdaję sobie sprawę, że sam wszedłem w politykę III RP i to w bardzo newralgiczne miejsce - zakupy uzbrojenia. Skutki tego są takie, że utytłano mnie błotem podejrzeń o korupcję i mam teraz ciągnący się latami proces. Bez względu więc na moje osobiste przekonanie, że jestem niewinny, nie mam kwalifikacji do działalności publicznej, politycznej (brak zaufania) i nie mogę być, a nawet nie powinienem dostawać żadnych odznaczeń. Wiem w jakim położeniu jestem i pretensji mieć nie mogę.

Ad. Przyjazd do Krakowa. Nie mogłem od tak po prostu po przeczytaniu informacji o spotkaniu w Krakowie wsiąść w pociąg i tam pojechać. Przecież nawet w czasie obchodów ROPCiO chociaż mnie zaproszono do panelu na Uniwersytecie, to na salony do Pana Prezydenta już nie. Do sejmu zresztą też nie. Obawiałem się więc, że mogę wystąpić w Krakowie w roli niechcianego gościa. Uznałem, że gdyby organizatorom zależało na mojej obecności, to jakoś by mnie o tym powiadomili.
Ad. Odznaczenie. Minęło od 1989 r. lat sporo i nikt tam specjalnie nie martwił się, że ludzi z KPN nie uhonorowano. Zdaję też sobie sprawę, że ja jako podejrzany o popełnienie przestęsptw kryminalnych nie powinienem liczyć na żadne honory. Ja to wiem. Myślałem, że inni to też wiedzą. Tymczasem dostaję wiadomość, że kancelaria prezydenta RP informuje organizatorów krakowskiego spotkania, że nic mi nie da. A czy ja chciałem coś dostać? I dlaczego nikt mnie nie zapytał, czy ma występować o odznaczenie kogoś takiego jak ja? Powiedziałbym nie. A tak dostałem po buzi od jakiegoś urzędnika państwowego, chociaż o to nie prosiłem się.

-
Cytat:
Gość: ANDRZEJ, inet20909nb-2.eranet.pl
2008/09/29 19:28:47
Szanowny Panie Ministrze. I tak i nie w sprawie wyjazdu choć to już po czasie tak i w sprawie zaproszenia jak i odznaczeń. Jeżeli sami KPN- owcy nie zadbają o takie zaproszenie - przecież to nasze święto to nie może jakiś tam komitet decydować kogo zaprosić. Czegoś tu nie rozumiem czyżby uroczystości organizowali ludzie z zewnątrz a nie nasi z KPN. To tak jakby świeto 1 maja organizowali ludzie PiS. Jeżeli w tym komitecie brak jest naszych ludzi którzy by zadbali o zaproszenie naszych działaczy to do chrzanu z takim komitetem. Gdzie tu nasza niezależność. Niech sobie Prezydent poprzez swój babiniec neguje odznaczenie Pana Ministra - ale czy powołany na prędce nie reprezentatywny komitet wystepował o takie odznaczenie dla Pana Ministra. Sprawą podstawową i nie podlegającą wątpliwosci jest to że w tym komitecie winien być Pan jako jedna z najważniejszych osób. Nie ma co czekać aż łaskawcy dadzą czy nie dadzą zaproszenie czy odznaczenie my KPN - owcy sami mamy o tym decydować. Cwaniacy przejęli historię Solidarności teraz przejmują naszą KPN -u. Jezeli nie będziemy sami uczestniczyć w naszych rocznicach to ONI szybko w to miejsce znajdą swoich kombatantów i to szybko. Pan był mózgiem KPN oni o tym doskonale wiedzą i nie można samemu się eliminować- czasy się zmieniają a metody cwaniaków nie . Głowa do góry . Wszystkiego Najlepszego Wszystkim Ludziom KPN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Sro Paź 08, 2008 13:03     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

http://szeremietiew.blox.pl/2008/10/Wiecznie-zywi-znani-8222sprawcy-nieznani8221.html

Cytat:
Wiecznie żywi znani „sprawcy nieznani”

W latach PRL była ogromna liczba zdarzeń zagrażających mieniu, zdrowiu, życiu osób uznawanych przez aparat komunistyczny za wrogów. Do dziś są niewyjaśnione zabójstwa np. księży, a także działaczy opozycyjnych. Wszystkie te zdarzenia mają zawsze taką samą charakterystyczną cechę – ich sprawcy są nieznani.

Po 1989 r., kiedy to przy okrągłym stole „liberałowie” z PZPR zawarli historyczny kompromis z „konstruktywną” opozycją powstały też służby tajne. Powstały w oparciu o kadry instytucji zatrudniających wspomnianych „nieznanych sprawców”. Nie było więc niczego dziwnego w tym, że metody działania, w tym użyteczność „sprawców” nie zmieniły się zbyt radykalnie. Z zawartości tzw. szafy Lesiaka, pozytywnie zweryfikowanego funkcjonariusza SB, dowiedzieliśmy się, że on już jako oficer UOP nadal robił to samo co w SB - tropił przeciwników władzy. Byłem wtedy politykiem opozycyjnym, byłym ministrem obrony w rządzie premiera Olszewskiego i jednym z „obiektów” zainteresowania bliższych i dalszych kolegów płk. UOP Lesiaka. W tamtym okresie spotkały mnie dwa dziwne zdarzenia natury motoryzacyjnej.

W 1992 r. jeździłem Fiatem 126p, tzw. maluchem. W trakcie wyjazdu poza Warszawę na trasie, w okolicy Sochaczewa, w trakcie hamowania doszło do zablokowania skrzyni biegów. Z kolegami, którzy jechali ze mną, doturlaliśmy samochód do pobliskiej stacji napraw. Mechanik obejrzał uszkodzenie i powiedział, że miałem ogromne szczęście. Gdyby blokada nastąpiła w czasie szybkiej jazdy, to samochód wyleciałby z drogi i konsekwencje mogłyby być poważne. A skąd blokada? Otóż w obudowie skrzyni biegów była szczelina co powodowało w trakcie jazdy podciśnienie oleju po jakimś czasie blokujące mechanizm skrzyni biegów. A skąd szczelina? Mechanik ocenił, że był to wynik czyjegoś celowego działania. Ten ktoś przyłożył do budowy skrzyni biegów ostry metalowy przedmiot, np. przecinak i uderzył z dużą siła młotem. Mój rozmówca spytał, czy mam jakichś wrogów.

Drugie zdarzenie. Byłem w Olsztynie skąd miałem następnego dnia jechać do Gdańska. Rankiem, gdy wsiadałem do samochodu, kolega poprosił by go jeszcze podwieźć w jedno miejsce. na terenie Olsztyna Podwiozłem. Gdy wysiadł po chwili wrócił mówiąc, że czuć silną woń paliwa. Kiedy zajrzeliśmy do silnika okazało się, że jest przecięta mała plastykowa rurka odprowadzająca do zbiornika nadmiar paliwa z gaźnika. W tym przypadku w czasie jazdy paliwo lało się na rozgrzewający się silnik. Biorąc pod uwagę działanie zapłonu (iskra) i gorący silnik wyglądało, że ktoś zafundował mi jazdę na bombie. Jak wiadomo silnik malucha jest z tyłu i gdyby nie ten kolega, to nie miałbym szans zauważyć uszkodzenia.

Nieznani sprawcy pojawili się też w czasie przygotowań do wyrzucenia mnie z MON. Np. tacy zagadkowi sprawcy otworzyli skomplikowane zamki w drzwiach mego mieszkania służbowego w Warszawie. Nic nie zginęło, a był w nim sprzęt RTV. Zabrali tylko twardy dysk z komputera, komputer zostawili.

Inne „włamanie” - do lokalu fundacji. Tam skradziono dokumenty finansowe fundacji. Dzięki czemu prokuratura mogła napisać akt oskarżenia obwiniając mnie o przywłaszczenie ponad 70 tys. zł.

Włamanie do mojego domu, tego prezentowanego przez media. Włamywacze bardzo fachowo otworzyli antywłamaniowe okno. Także nic nie zginęło. Policja ustaliła przesłuchując sąsiadów, że włamywacze poruszali się drogim samochodem typu terenowego. A sądząc po sposobie i drodze ucieczki z miejsca zdarzenia byli młodymi wysportowanymi mężczyznami.

Dlaczego to wszystko opowiadam? Wczoraj wieczorem spotkałem się z dziennikarzem, który pisze na tematy wojska, zakupów uzbrojenia, itp. Po spotkaniu ledwie odjechałem kilka metrów złapałem gumę. Wymieniłem koło. Dziś rano pojechałem do wulkanizatora naprawić uszkodzenie. Pracownik stacji obejrzał koło i zapytał - ma pan jakiegoś wroga? Opona na zewnętrznej stronie została przez kogoś dwa razy przecięta i jest do wyrzucenia.

Komuniści twierdzili, że Lenin jest wiecznie żywy. Okazuje się, że nie tylko on. Także esbecki „nieznany sprawca”, też okazał się nadzwyczaj żywotny.

środa, 08 października 2008, romualdszeremietiew
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Wto Paź 21, 2008 16:28     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

http://szeremietiew.blox.pl/2008/10/MEDRZEC-8211-GLUPIEC-MADRALA.html

Cytat:

MĘDRZEC – GŁUPIEC = MĄDRALA

Mędrzec (język polski) rzeczownik, rodzaj męski: "osoba o bardzo dużej wiedzy i doświadczeniu". Mądrość (język polski) rzeczownik, rodzaj żeński: "umiejętność podejmowania uzasadnionych decyzji, poparta wiedzą i doświadczeniem". Głupiec (język polski) rzeczownik, rodzaj męski: "człowiek dokonujący nierozsądnych wyborów, niemądry, niedoświadczony, naiwny, bezmyślny, dureń osoba ograniczona intelektualnie". Głupota (język polski) rzeczownik, rodzaj żeński: "niedostatek rozumu przejawiający się brakiem bystrości, nieumiejętnością rozpoznawania istoty rzeczy, związków przyczynowo-skutkowych, przewidywania i kojarzenia".

W grudniu 2007 r. przywódcy UE na wniosek prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego powołali ciało określane w mediach jako „grupa mędrców” w celu „nakreślenia wizerunku i konturów Europy jutra”. 16 października br. unijni przywódcy uzgodnili 12-osobowy skład tego zespołu. Mędrcem, który będzie reprezentował Polskę został były prezydent RP Lech Wałęsa.

Wałęsa ma zwolenników i przeciwników. Przeciwnicy uważają, że Wałęsę trudno zaliczyć do grona mędrców i jego obecność w tym gremium może Polskę skompromitować. Nie mam takich obaw. Wprawdzie Lech jest znany z opinii wypowiadanych w oryginalny i niekonwencjonalny sposób („jestem za, a nawet przeciw”, „miała być demokracja, a tu każdy głosuje jak chce”), ale szczęśliwie nie zna języków obcych więc jeśli dostanie bystrego tłumacza, to obawy przeciwników Lecha okażą się płonne. Do dziś podziwiam tłumacza, który w czasie wizyty prezydenta RP w 1992 r na Kremlu, zręcznie przetłumaczył wygłoszoną frazę: „ja tu jestem przedwcześnie spóźniony”.

Lech Wałęsa głupcem nie jest – dowiódł tego ogrywając wielu konkurentów w związku „Solidarność”, np. kogoś tak inteligentnego jak Andrzej Gwiazda. Później w starciu z nim nie byle kto tylko sam Tadeusz Mazowiecki przegrał walkę o prezydenturę. Zdolni i bystrzy Jarosław Kaczyński, szef kancelarii Wałęsy i Lech Kaczyński, szef prezydenckiego BBN, też zostali potraktowani jak „zderzaki” i stracili wpływy. Nie tym więc martwię się. Bardziej zastanawia mnie co będą nam europejscy „mędrcy” proponować.

Media informują, że „Grupa ma się zająć refleksją nad przyszłością Europy w dłuższej perspektywie – na lata 2020 – 2030. W czerwcu 2010 roku ma przedstawić raport wskazujący, jaką Unia powinna mieć wspólną politykę bezpieczeństwa, jak ma odpowiedzieć na globalizację, zmianę klimatu, imigrację, zagrożenie terrorystyczne.” Wchodząca w skład zespołu prof. Vaira Vīķe-Freiberga jako prezydent Łotwy proponowała obywatelom, aby związku ze wzrostem cen paliw zamienili samochody na rowery. To taki pomysł „ciepło-klimatyczny”. Ciekawsze propozycje może zgłosić chwalony przez „Gazetę Wyborczą” („Na czele rady stoi Felipe Gonzalez - były socjalistyczny premier i autor gospodarczego sukcesu Hiszpanii w UE”) przewodniczący „mędrców”. Wprawdzie w internetowym biogramie byłego premiera można przeczytać, że był on „autorem”, ale zapaści gospodarczej Hiszpanii. Kiedy kończył rządy zostawił kraj w głębokim kryzysie, było 3,5 mln. bezrobotnych, 5,5% deficytu i dług w wysokości 60 miliardów peset (360 milionów euro). Krajem wstrząsały skandale korupcyjne związane z nielegalnym finansowaniem jego partii (Partido Socialista Obrero Español – PSOE). Socjaliści sromotnie przegrali wybory, a sam González zrezygnował z przywództwa w partii.

Jeśli jednak w sprawach gospodarczych González może być mało przydatny, to inaczej będzie w zwalczania terroryzmu. Jego rząd był zamieszany w aferę firmowanych i finansowanych przez państwo "szwadronów śmierci". Wysocy funkcjonariusze hiszpańskiego MSW stworzyli nielegalne Antyterrorystyczne Grupy Wyzwolenia (Grupos Antiterroristas de Liberación ) do zwalczania bojowników i sympatyków ETA w Kraju Basków. Śledztwo wykazało, że zabójstw, zamachów i porwań dokonywali najemnicy zatrudnieni przez hiszpańskich policjantów i finansowani z tajnych kont MSW. Organizacja tego wszystkiego odbywała się w samym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i... co najmniej jedna trzecia zamordowanych nie miała żadnych powiązań z terroryzmem.

Podejrzewano premiera o kierowanie całą akcją, ale González wyparł się związków z tą aferą. Sądy uznały winnymi i skazały jego urzędników: ministra Spraw Wewnętrznych José Barrionuevo, dyrektora ds. bezpieczeństwa państwowego, szefa oddziałów antyterrorystycznych, szefa brygady wywiadowczej Bilbao, kilku oficerów policji, także sekretarza generalnego partii Gonzáleza.
Tak czy inaczej doświadczenie w zwalczaniu terroryzmu przewodniczący grupy „mędrców” ma.
Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do osoby polskiego przedstawiciela w tym szacownym gronie. Stwierdziłem, że były prezydent RP głupcem nie jest. Trudno też jednak zaliczyć go do grona mędrców. Na szczęście język polski jest tak bogaty, że nawet kogoś tak wyjątkowego jak Lech Wałęsa pozwala sklasyfikować. Wałęsa jest znany z zamiłowania do rozwiązywania krzyżówek. Wśród krzyżówkowych definicji można znaleźć hasło mądrala. Jest to ktoś przebiegły, przemądrzałek, chłopek-roztropek popisujący się swoją rzekomą wiedzą. Marszałek Jarosław Kalinowski z PSL powiedział, że Wałęsie będą potrzebni doradcy i rząd powinien o nich zadbać. A ja apeluję o znalezienie bystrego tłumacza.

niedziela, 19 października 2008, romualdszeremietiew
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Pią Paź 24, 2008 20:14     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Z bloga Romualda Szeremietiewa:

http://szeremietiew.blox.pl/2008/10/SIEDEM-LAT-TRZY-MIESIACE-DWA-TYGODNIE-i-DWA-DNI.html

Cytat:
SIEDEM LAT, TRZY MIESIĄCE, DWA TYGODNIE i DWA DNI
Pamiętam dobrze sobotę 7 lipca 2005, gdy wziąłem do ręki gazetę „Rzeczpospolita”. Na pierwszej stronie widniał wielki tytuł „Kasjer z MON”. Były fotografie moja i Zbigniewa Farmusa (tego mojego „kasjera”), dalej zdjęcie domu opisanego jako dowód mojego łapówkarstwa i teksty z doniesieniami licznych anonimowych rozmówców dwójki dziennikarzy szczycących się, że odkryli NAJWIĘKSZĄ AFERĘ KORUPCYJNĄ W HISTORII POLSKIEGO WOJSKA.

W PONIEDZIAŁEK (20.10. br.) PANI PRZEWODNICZĄCA SĄDZĄCEGO MNIE SKŁADU SĄDU REJONOWEGO WARSZAWA ŚRÓDMIEŚCIE ZARZĄDZIŁA OGŁOSZENIE WYROKU W „MOJEJ SPRAWIE” W NAJBLIŻSZY PIĄTEK (24.10. br.) O GODZ. 13:30. UFF!



PO TRZECH LATACH "ŚLEDZTWA", ROKU LEŻAKOWANIA AKTU OSKARŻENIA W SĄDZIE PROCES ZACZĄŁ SIĘ 21 WRZEŚNIA 2005.

ZAPYTANY WTEDY PRZEZ DZIENNIKARZA CZEGO OCZEKUJĘ POWIEDZIAŁEM:

"RZETELNEJ OCENY DOWODÓW I SPRAWIEDLIWEGO WYROKU."
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Sob Paź 25, 2008 13:42     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Romuald Szeremietiew na swoim blogu:

Cytat:
romualdszeremietiew
2008/10/25 08:34:31
Dziękuję za gratulacje. Przypominam, że jest w tej sądowej zupce jeden grzybek - skazano mnie na 3 tys grzywny za "tajemnice". Rzecz w tym, że oskarżony o ten sam czyn i nawet skazany na 2,5 wiezienia Farmus został po odwołaniu w sądzie okręgowym uniewinniony - wyrok jest prawomocny.
Czyli ja dostałem grzywnę za czyn, który nie jest przestępstwem - oto zagadka.


http://szeremietiew.blox.pl/2008/10/SIEDEM-LAT-TRZY-MIESIACE-DWA-TYGODNIE-i-DWA-DNI.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Nie Paź 26, 2008 12:20     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Z bloga Romualda Szeremietiwewa

http://szeremietiew.blox.pl/2008/10/O-takim-co-100-rubli-ukradl.html

Cytat:
O takim co 100 rubli ukradł

W piątek 24 bm. sąd rejonowy płynąc między Scyllą i Charybdą wyrokowania w sprawie skorumpowania mojego „i innych” (Małgorzata S., była radna i właścicielka firmy, Krzysztof S., właściciel firmy sprzedającej samochody) orzekł, że oskarżeni są niewinni. Prokuraturze „na otarcie łez” sąd dał 3 tys. zł grzywny, którą mam zapłacić za udostępnienie Z. Farmusowi czterech dokumentów niejawnych w okresie, gdy nie miał on ważnego certyfikatu bezpieczeństwa osobowego.

Sprawa jest o tyle dziwaczna, że za kwestię certyfikatów pracowników odpowiada wg ustawy „kierownik jednostki”, a w okresie objętym aktem oskarżenia Farmus był pracownikiem gabinetu politycznego ministra Komorowskiego. Zgodnie z ustawą szef tego gabinetu powinien był zadbać, aby jego pracownik miał certyfikat. Natomiast minister powinien był mnie poinformować o braku certyfikatu, aby nie kierowano do Farmusa pism tajnych. Nic takiego nie zrobiono. Komorowski zapewniał jednak, że ten stan „monitorował” tak, aby bezpieczeństwo państwa nie było zagrożone. I rzeczywiście Farmus skazany w pierwszej instancji za „tajemnicę” został w drugiej instancji uniewinniony. A teraz ja zostałem ukarany za dopuszczenie do sytuacji, która przestępstwem nie jest?

Postępowanie prokuratorskie i sądowe trwało jak wiadomo ponad siedem lat. Kosztami postępowania sąd, wobec uniewinnienia oskarżonych, obciążył Skarb Państwa. Podobnie sąd postąpił na procesie Farmusa – on też okazał się niewinny. A koszty są znaczne. Najpierw łapanie Farmusa na Bałtyku. Brały w tym udział okręt wojenny, samolot rozpoznawczy Bryza i śmigłowiec z agentami UOP na pokładzie. Jaki był koszt użycia tych sił? Trzeba by jeszcze dodać ceny posiłków i drinków, które przestraszonym pasażerom musiał podać kapitan promu w ramach „rekompensaty” za atak UOP na statek. No i koszty lotu szwedzkich Gripenów obserwujących to zajście na promie pod flagą Wysp Bahama. Prom „Rogalin” nie pływał pod polską banderą.

Inne koszty - szef UOP w Gdańsku stracił stanowisko mimo „skutecznej akcji” zatrzymania „uciekiniera”? Tzw. wiewiórki twierdzą, że powodem było zawieruszenie się 6 mln koron szwedzkich, które miały być znalezione w kabinie Farmusa, ale nie wiedzieć czemu ich tam nie było?

Kiedy Farmusa zamknięto i okazało się, że nic na niego nie ma szef UOP Nowek wysłał do RPA funkcjonariuszy w celu przesłuchania handlarza bronią Letowta. Te zeznania nie przydały się w procesie bowiem sąd uznał świadka za niewiarygodnego. Ile kosztowała państwo polskie ta afrykańska wycieczka UOPków?

Śledztwo w mojej sprawie. Uczestniczyło w nim kolejno pięciu prokuratorów, z kilkunastoma funkcjonariuszami UOP/ABW. Powoływano biegłych, angażowano tłumaczy, odczytywano przy pomocy specjalnych technik usunięte informacje z komputerów, analizowano setki tysięcy stron dokumentów MON. Cóż, w okresie mojego urzędowania nadzorowałem wiele tysięcy przetargów, które śledczy musieli sprawdzić. Przesłuchano przy tym kilka setek świadków – nie wszyscy trafili do akt sprawy. Jaki był tego koszt?

Rozprawa sądowa. Wystąpiło kolejno 15 prokuratorów. Odbyło się ponad siedemdziesiąt posiedzeń sądu na które wezwano i przesłuchano ponad siedemdziesięciu świadków. Wielu z nich spoza Warszawy zwracano koszty przejazdu. Trzeba było powoływać nowego biegłego bowiem ten „prokuratorski” okazał się całkowitym głąbem i wydał fałszywą opinię. Ile to kosztowało?

Były też inne ekstra koszty, które także poniosło państwo. Jednym ze źródeł łapówek zdaniem dziennikarzy i prokuratury miał być program armato-haubicy 155 mm „Krab”. Przeprowadziłem zakup licencji i nadzorowałem realizację programu. W lipcu 2001 r. mieliśmy już sprawdzony prototyp nazywany z racji mojego zaangażowania „działem Szeremietiewa”. W czasie wizyt w Indiach zainteresowałem Hindusów tą bronią. Wstępnie uzgodniliśmy, że wojsko indyjskie będzie potrzebowało ponad sto „Krabów”. To oznaczało, że producent Huta Stalowa Wola zarobiłaby jakieś 1,1-1,5 mld. dolarów. Po usunięciu mnie ze stanowiska MON zrezygnował z armato-haubicy. Twierdzono, że to działo nie było potrzebne, a sam zakup był taką moja fanaberia. W efekcie Huta Stalowa Wola popadła w tarapaty – miała bardzo złe wyniki. Po kilku latach przyjechali hinduscy wojskowi by obejrzeć „Kraba”. Byli zachwyceni jego osiągami artyleryjskimi, celnością. Zapytali ile mamy takich dział. Usłyszeli dwa, jedno tu na poligonie, a drugie w muzeum. Dziś MON już wie, że „Krab” jest potrzebny i zaczął działa zamawiać. Kontraktu z Indiami nie ma. Kto oceni straty?

Jako sekretarz stanu w MON nadzorujący modernizację wojska odpowiadałem za wydawanie miliardów złotych. Prokuratura apelacyjna po latach śledztwa oskarżyła mnie, że dostałem 40 tys. zł łapówki „w naturze” kupując używany (demonstracyjny) samochód Lancia.

Rosjanie mają taką opowieść o Iwanie w której pada pytanie – Wania, a co być zrobił, gdybyś tak carem został? Iwan odpowiada – A ot ukradłbym 100 rubli i zwiał do lasu. Zdaje się, że prokurator, która napisała akt oskarżenia, ma wyobraźnie tego Iwana.

Jeszcze inna kalkulacja à la Wania; dużo wydano na postępowanie, bardzo dużo, a w zamian do kasy państwo ma dostać 3 tys. zł grzywny. To oznacza, że artykuł „Kasjer z MON” spowodował wielkie straty w państwowych pieniądzach - warto było dać jego autorce laur „dziennikarza roku”?


PS. Kiedy w lipcu 2001 „Rzeczpospolita” doniosła o „aferze” byłem obecny na pierwszych stronach gazet, w dziennikach telewizyjnych, w komentarzach gromiących skorumpowanego Szeremietiewa. Pod bramą mojego domu kłębiły się ekipy stacji telewizyjnych. Wszyscy w Polsce mogli wiele razy zobaczyć dom, dowód moich przestępstw.

Wczoraj oglądałem dziennik TV1 – ani słowa o moim uniewinnieniu. Dziś zaglądam do gazet. Przyzwoity artykuł w „Naszym Dzienniku”, skromny tekścik w „Gazecie Wyborczej”, malutka wzmianka w „Super Expressie” i... to wszystko. W innych tytułach nic, cisza. „Dziennik”, gdzie dziś pracuje autorka „kasjera”, ani be, ani me, ani kukuryku – jak mawiał nasz brukselski „mędrzec”.

Ech, co by to w mediach było, gdyby mnie sąd za korupcję skazał na kilka lat więzienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Nie Paź 26, 2008 12:27     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Z bloga Romualda Szeremietiewa

http://szeremietiew.blox.pl/2008/10/Glos-odosobniony.html

Cytat:
Głos odosobniony

Redaktor Stanisław Remuszko, który kiedyś napisał broniący mnie tekst pt. „Dług honorowy”, a którego żadna gazeta nie chciała zamieścić, przesłał na mój adres e-mail kolejny artykuł. Wtedy przy okazji "długu" red. Remuszko oświadczył, że gotów jest założyć o dużą sumę się z każdym, że sąd mnie uniewinni. I jakoś nikt nie chciał się z Nim zakładać? Poniżej tekst Stanisława Remuszko


Mirek Lewandowski:
pełny tekst Stanisława Remuszki jest dostępny
na jego blogu,
na blogu Romualda Szeremietiewa,
albo na POLONUSie :) Zob.
http://www.polonus.mojeforum.net/st-remuszko-o-quotplatnej-medialnej-dziwce-quot-post-vp1133.html?highlight=#1133


Tekst Stanisława Remuszki, o którym wspomina Romuald Szeremietiew:

Cytat:
Dług honorowy

Stanisław Remuszko

Podobna sytuacja wydarzyła się już raz, we Francji, sto jedenaście lat temu, kiedy to kapitan sztabu generalnego Alfred Dreyfus w wyniku fałszywych oskarżeń spreparowanych przez służby specjalne został osądzony i skazany. W Polsce, pięć lat temu, wiceminister obrony Romuald Szeremietiew w wyniku wspólnej akcji służb specjalnych i mediów został zdymisjonowany i oskarżony, a teraz rozpoczął się jego sądowy proces. We Francji prawda wyszła na jaw dopiero po dwunastu latach, kiedy to Dreyfusa ostatecznie oczyszczono i zrehabilitowano. Jak długo będzie wychodziła na jaw prawda o Szeremietiewie?

Przypomnijmy elementarne fakty. W lipcu 2001 roku w dzienniku „Rzeczpospolita” ukazał się artykuł pióra Bertolda Kittla i Anny Marszałek pt. „Kasjer z ministerstwa obrony”, stawiający Romualdowi Szeremietiewowi szereg zarzutów, które dyskwalifikowały go jako człowieka i jako osobę publiczną. Te i następne doniesienia natychmiast zostały nagłośnione przez bodaj wszystkie ogólnokrajowe gazety, radia i telewizje, wskutek czego premier zawiesił oskarżonego wiceministra, prokurator wszczął śledztwo, a fiskus wziął małżeństwo Szeremietiewów pod rentgen i mikroskop. W ciągu następnych tygodni i miesięcy rzekomą aferę wałkowano na wszelkie możliwe sposoby.

Romuald Szeremietiew od początku wskazywał na fałszywość oskarżeń. Udowadniał czarno na białym, że nie zgadzają się podane w „Rzeczpospolitej” fakty, daty i liczby, że przywoływani świadkowie w rzeczywistości nie istnieją, że kluczowe zdarzenia miały inny przebieg, że twierdzenia autorów artykułu są wzajemnie sprzeczne. Ale te argumenty nigdy nie przebiły się do opinii publicznej. Media wydały na Szeremietiewa zbiorowy wyrok, a redaktor Marszałek w nagrodę za swe dokonania została ogłoszona „Dziennikarką Roku”.

Po latach okazuje się, że zarzuty „Rzeczpospolitej” były co do jednego wyssane z palca. Szeremietiew nie brał ani nie dawał łapówek, nie zdradzał tajemnic, nie ustawiał przetargów, nie wydawał więcej niż zarabiał, fundusze na kampanie Wałęsy i AWS zbierał legalnie, a nadto nie kręcił, nie kłamał i nie oszukiwał. Akt oskarżenia rodził się w męczarniach przez trzy lata i zmieniał się jak w kalejdoskopie, podobnie zresztą jak prowadzący tę sprawę prokuratorzy. Z jednych pierwotnych wątków prokuratura sama wycofała, inne umorzyła z braku jakichkolwiek dowodów, jeszcze inne upadają przed sądem. Urząd Skarbowy prawomocnie orzekł, że państwo Szeremietiewowie są majątkowo i podatkowo czyści jak łza. Ale tych wiadomości próżno by szukać w mediach, które przedtem odsądziły Romualda Szeremietiewa od czci i wiary.

Obserwatorzy od dawna nie wątpią, że za tamtą serią artykułów w „Rzeczpospolitej” stały potężne siły i interesy, zresztą nie tylko polskie. Wiceminister Szeremietiew, odpowiadając w MON za największe w historii naszej armii zakupy uzbrojenia, przygotowywał i forsował koncepcje zasadniczo inne niż te, które po jego zdymisjonowaniu zostały zrealizowane. W grę wchodziły kontrakty (m.in. na samolot wielozadaniowy, rakietę przeciwpancerną i kołowy transporter) warte kilka miliardów dolarów. Aby te pieniądze wydać na sprzęt „właściwy”, trzeba było nie tylko odsunąć Szeremietiewa od przetargów, lecz przede wszystkim podważyć jego fachowość i odebrać mu wiarygodność – tak, by jako oczywisty przestępca nie mógł zabierać głosu, alarmować opinii publicznej, dobijać się prawdy. To zadanie zostało wykonane na piątkę z plusem.

* * *

Jak wiadomo, spiskowa teoria dziejów głosi fałsz z jednego przynajmniej powodu: tego nie da się zrobić. Wielu by nawet chciało, i w starożytności pewnie było to nawet możliwe, ale od dawna już nie jest, ze względu na złożoność społeczeństwa oraz stopień komplikacji hipotetycznego nim sterowania. Jednak w skali lokalnej i regionalnej - poczynając od bloku mieszkalnego czy zakładu pracy, poprzez miasto czy gminę, a kończąc na suwerennym państwie - rozmaite spiski, podchody i knucia są wciąż częstą metodą „walki o byt”. Wciąż jedni w cichym porozumieniu z drugimi starają się wygryźć tych trzecich po to, by opanować jakąś niszę gospodarczą, polityczną, albo ideową, zagwarantować sobie w danej dziedzinie jak największy wpływ na rzeczywistość i jak największe profity.

W III Rzeczpospolitej działaniom takim sprzyja wysoki stopień oligarchizacji państwa. Oligarchia, podług słownikowej definicji, to rządy stosunkowo niewielkiej grupy ludzi połączonych wspólną cechą lub interesem. W dzisiejszej potocznej polszczyźnie powiedzielibyśmy, że chodzi po prostu o osławioną GTW, czyli o grupę (lub grupy) ludzi trzymających władzę, działających dyskretnie i skutecznie, z pozornym zachowaniem reguł demokracji. Jednak ostatnie lata wyraziście pokazały, co jest głównym składnikiem współczesnego systemu oligarchicznego: niepisany kartel większości środków masowego przekazu. Parafrazując arcytrafne określenie Ryszarda Bugaja, dramat dla demokracji zaczyna się nie wtedy, gdy jedne media jakąś sprawę nagłaśniają, inne zaś ją przemilczają, lecz wtedy, gdy zdecydowana większość mediów to samo nagłaśnia i to samo przemilcza.

Na naszych oczach demokrację monteskiuszowską (parlament, rząd sądownictwo) coraz bardziej zastępuje oligarchia medialna – czyli ustrój oparty na niejawnych i nieformalnych układach biznesowo-politycznych, w którym ważni redaktorzy są ważniejsi od posłów, ważni nadredaktorzy od ministrów, a właściciele i dysponenci czołowych pism i anten od prezydenta, premiera i prymasa razem wziętych. Czołowe media (choć z wyjątkami) coraz częściej i coraz bardziej demonstracyjnie zachowują się w sposób urągający starej dziennikarskiej deontologii. Oto ich grzechy główne: gangstersko-mafijne metody działania („anonimowi informatorzy”, „tajemnica dziennikarska”, „dziennikarskie śledztwa”, oczywiste przypadki współpracy ze służbami specjalnymi), cuchnące i bezkarne personalne nagonki prasowe, niedrukowanie sprostowań, stałe gwałcenie zasady audiatur et altera pars, wydarzenia i tematy tabu, itp., itd. Innymi słowy, zamiast pełnić rolę informacyjno-kontrolną, środki masowego przekazu biorą bezpośredni udział w sprawowaniu realnej władzy. Ale to władza dla demokratycznego państwa szczególnie groźna, ponieważ nie pochodzi z wyboru, praktycznie za nic nie ponosi odpowiedzialności, a niemal wszyscy politycy boją się jej jak diabeł święconej wody.

* * *

Jestem głęboko przekonany, że IV Rzeczpospolitej nie uda się zbudować bez ograniczenia władzy mediów. Jak to zrobić, aby nie ograniczyć wolności słowa, która jest fundamentalnym gwarantem wszystkich innych wolności? Sądzę, że trzeba zrobić trzy rzeczy:

Po pierwsze, trzeba wreszcie zlustrować dziennikarzy. Nie przypadkiem ta kluczowa grupa zawodowa wciąż pozostaje – mimo wielu środowiskowych apeli i legislacyjnych przymiarek - poza zasięgiem ustawy. Najnowsze poselskie projekty przewidują rozszerzenie lustracji również na radnych, oficerów wojska i policji oraz radców prawnych (w sumie ponad 100 000 osób). Proszę bardzo. Uważam jednak, iż wszyscy oni razem wzięci nie mają na społeczeństwo takiego wpływu jak kilkusetosobowa, może nawet tylko kilkudziesięcioosobowa grupa dziennikarzy (oraz kierownictwo) najważniejszych mediów.

Po drugie, trzeba tak zmienić prawo, aby osoby skrzywdzone wskutek dziennikarskiej nierzetelności mogły w rozsądnym czasie wyprocesować od redakcji milionowe odszkodowanie - również wówczas, gdy oznaczałoby to bankructwo wydawcy (w przypadku recydywy). Tak jest w Ameryce, światowej ojczyźnie ludzkich i obywatelskich praw i swobód.

Po trzecie, trzeba przywrócić kontrolę nad służbami specjalnymi – zwłaszcza wykluczyć możliwość samodzielnego uprawiania przez nie polityki. Musi to być sprawa niezwykłej wprost wagi, niemal racja stanu, skoro rozbiła się o nią koalicja PiS i PO. Przypomnę, że pięć lat temu minister sprawiedliwości polecił wszcząć śledztwo w sprawie przecieków ze służb specjalnych do mediów. Niestety, gdy ośmielił się aresztować kapitana UOP, został natychmiast zdymisjonowany. Pewną pociechą jest to, że ów minister nazywał się Lech Kaczyński.

* * *

Wyliczone trzy kroki trzeba uczynić szybko, w ciągu najbliższych paru miesięcy – przede wszystkim dlatego, że potem, jak uczy historia, zapewne to już się nie uda. Ale co można zrobić – od razu, natychmiast, teraz – dla Romualda Szeremietiewa?

W pierwszej kolejności należy odtajnić jego sądowy proces. Podług mojej najlepszej wiedzy nie ma tam absolutnie nic, co należałoby chronić sekretem ze względu na interes państwa. Odwrotnie: bezpodstawna tajność chroni interes rzeczywistych autorów całej tej rzekomej afery. Na sprokurowanie „sprawy Szeremietiewa” wydano, według szacunków, grube miliony złotych. Czas, by opinia publiczna poznała szczegóły i okoliczności tych wydatków oraz nazwy i nazwiska płatników.

Jeżeli sąd bez uzasadnienia oddali kolejny wniosek obrony o odtajnienie (do czego ma formalne prawo), wówczas tym bardziej powinno się zapewnić jakąś zewnętrzną bezstronną kontrolę nad tym bezprecedensowym procesem. Taką kontrolę mogłaby dać obecność na rozprawach na przykład delegata Rzecznika Praw Obywatelskich albo przedstawiciela niezłomnego Komitetu Helsińskiego czy obserwatora z ramienia zasłużonej antykorupcyjnej Transparency International. O prawo do monitorowania procesu mogłoby też wystąpić – w ramach swej szlachetnej statutowej misji - obywatelskie Stowarzyszenie Wolnego Słowa.

Wreszcie, gdy reformatorskie deklaracje nowego rządu o usprawnieniu wymiaru sprawiedliwości staną się ciałem, proces nie będzie ciągnął się w nieskończoność. Szeremietiew czekał trzy lata na akt oskarżenia, potem rok na pierwszą rozprawę, a teraz mają odbywać się tylko dwie rozprawy w miesiącu? Przy takim tempie i trybie pracy sądu resztki zarzutów pod adresem byłego wiceministra przedawnią się za trzy lata. Może komuś właśnie o to chodzi. Miejmy nadzieję, że nowy prokurator generalny skutecznie zapobiegnie takiej ewentualności.

* * *

Przestudiowałem rozmaite materiały, przeczytałem setki stronic, rozmawiałem z wieloma ludźmi; mam też sporo wiedzy i doświadczenia (ponad trzydzieści lat w dziennikarskim zawodzie). Na tej podstawie pragnę publicznie oświadczyć: Romuald Szeremietiew jest niewinny. Oczywiście zadecyduje o tym sprawiedliwy proces, ale ja uważam za swój obywatelski obowiązek powiedzieć to już teraz. Że wywieram nacisk na niezawisły trybunał? Skądże! Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu – głosi konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej.

Rzeczpospolita Polska, która dziś obchodzi Święto Niepodległości, jest coś dłużna Romualdowi Szeremietiewowi. To za nią siedział w więzieniu w latach 1981-1984 jako współzałożyciel KPN, to jej służył jako wiceszef MON w rządzie Jana Olszewskiego, to dla niej zrobił doktorat i habilitację (temat: kierowanie obronnością państwa i bezpieczeństwo narodowe), to z myślą o niej wziął się za modernizację armii po zwycięstwie AWS w 1997 roku. Patriotyzmu nie wybiła mu z głowy nawet „Rzeczpospolita”. Mówi o sobie, że jest żołnierzem. Trochę dokucza mu serce. Właśnie skończył 60 lat. [11.11.05]

Stanisław Remuszko

P.S. W każdej chwili jestem gotów do konkretnej szczegółowej polemiki z serią publikacji sprzed czterech lat – gdyby ktoś zechciał takiej polemice poświęcić czas i miejsce. W tym kontekście uprzejmie informuję P.T. Czytelników, że sam tylko “wiodący” materiał "Rzeczpospolitej" z 7-8 lipca 2001 liczył ponad dwadzieścia stron znormalizowanego maszynopisu i składał się z dziewięciu odrębnych tekstów ilustrowanych siedmioma zdjęciami. Potem wydrukowano dosłownie kilkadziesiąt artykułów, not i komentarzy rozmaitej objętości, “rozwijających i pogłębiających temat”. Eryści doskonale pojmują, że poważna merytoryczna dyskusja z takim materiałem musi zająć minimum kilkanaście stronic, i to poświęconych wyłącznie temu sporowi. Dlatego “Dług honorowy” zawiera – w tym zakresie - tylko syntetyczną konkluzję.

P.P.S. Próby opublikowania „Długu honorowego” w mediach okazały się bezskuteczne (zamieszczenia tego tekstu odmówiły następujące dzienniki: „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Nasz Dziennik”, „Nowy Dzień”, „Rzeczpospolita”, „Super Express”, „Trybuna” i „Życie Warszawy”, oraz tygodniki: „Gazeta Polska”, „Głos”, „Nasza Polska”, „Newsweek”, „Ozon”, „Polityka”, „Przegląd”, „Przekrój”, „Tygodnik Powszechny”, „Tygodnik Solidarność” i „Wprost”).


http://www.permedium.pl/bertold-kittel/d-ug-honorowy-2.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Pon Paź 27, 2008 8:27     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Z bloga Romualda Szeremietiewa:

Cytat:
MEMENTO MORI

Media wszelakie nabrały wody w usta - jakoś nie chcą ogłaszać wiadomości o uniewinnieniu mnie przez sąd. Też mi wiadomość - Szeremietiew niewinny. Zajrzałem do archiwum "Rzepki", która wiele razy pisała jak to "śladem jej publikacji" przyszpilono tego wstrętnego łapownika Romualda Sz. Jest tam taki dział "Korupcja - afery". A w nim:
MON i Szeremietiew

* 2004.08.21 - W oczekiwaniu na proces - Anna Marszałek
* 2004.04.24 - Szeremietiew oskarżony o korupcję - kitt, a.m.
* 2003.09.13 - Tania lancia dla ministra - Anna Marszałek
* 2001.11.16-Prokuratura stawia zarzuty Szeremietiewowi-Bertold Kittel, Anna Marszałek
* 2001.10.11-Urząd skarbowy rozliczy Szeremietiewa-Bertold Kittel, Anna Marszałek
* 2001.08.09-Nowe zarzuty dla kasjera z ministerstwa-Anna Marszałek Katarzyna Sadłowska
* 2001.07.19-W aurze korupcji-Andrzej Kojder
* 2001.07.14-Zbigniew Farmus-sylwetka-A.M.
* 2001.07.14-Farmus aresztowany-Anna Marszałek
* 2001.07.13-Wniosek o aresztowanie Farmusa-Anna Marszałek, Zbigniew Lentowicz
* 2001.07.12-Premier odwołał Szeremietiewa-Anna Marszałek
* 2001.07.12-Polityczny parasol nad myśliwcem-Zbigniew Lentowicz
* 2001.07.11-Szeremietiew do dymisji-Anna Marszałek
* 2001.07.11-Dymisja pod presją-Jan SkrzyÄski
* 2001.07.10-Szeremietiew odsunięty od przetargu na myśliwce-Zbigniew Lentowicz, Anna Marszałek, Andrzej Stankiewicz
* 2001.07.09-Wiceminister się tłumaczy-Dział Polityczny
* 2001.07.09-Premier zawiesza Szeremietiewa-Anna Marszałek
* 2001.07.07-Czas rozliczyć polityków-Julia Pitera, gość "Rzeczpospolitej"
* 2001.07.07-Kasjer z Ministerstwa Obrony-Bertold Kittel, Anna Marszałek

========================
Jak można było zapomnieć o takich dokonaniach?


http://szeremietiew.blox.pl/2008/10/MEMENTO-MORI.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Sro Lis 05, 2008 9:33     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Z bloga Romualda Szeremietiewa:

Cytat:
SIEDEM LAT WESOŁYCH

Znajomy przyniósł najnowszy numer tyg. „Nie”, w którym całą stronę zajmuje art. „Był raz niewinny minister” autorstwa Dariusza Cychola i Andrzeja Rozenka. Autorzy komentując uniewinniający mnie wyrok przypominają artykuł z 2004 r. „Głupota NIE i desant lotniczy” napisali: „... broniliśmy człowieka, z którym pod względem politycznym różniło nas wszystko i którego niejednokrotnie krytykowaliśmy na swych łamach. Szeremietiew to ortodoksyjny katolik... .” A na końcu artykułu napisali: „Autorzy publikacji, od której zaczęło się piekło Szeremietiewa, zebrali nagrody przyznawane dziennikarzom śledczym, stali się środowiskowymi autorytetami chodzącymi w glorii pogromców skorumpowanego ministra. W lipcu 2001 r. łapówkarzem Szeremietiewem żyła cała Polska. Dziś, jesienią 2008 r. o jego uniewinnieniu ukazało się zaledwie kilka lakonicznych wzmianek.” Hm...?

W mijającym tygodniu zaglądałem do codziennych gazet. Zdawałem sobie sprawę, że skoro wyrok ogłoszono 24.10. o 13:30, a wiadomość o uniewinnieniu nie jest na tyle ważna by ją publikować w sobotnich wydaniach gazet więc... może coś będzie po niedzieli. Rzeczywiście tylko „Nasz Dziennik” i „Gazeta Wyborcza” potrafiły o czasie poinformować swoich czytelników. Inne tytuły nie. W poniedziałek „Rzeczpospolita” opublikowała krótki artykulik taktownie nie podnosząc swego sukcesu (wszak ścigano mnie „śladem [jej] publikacji”) za to rozważając, czy mogę wrócić do polityki (?). A we wtorek odezwała się „Trybuna” zaskakując mnie sensownym tekstem red. Marka Czarkowskiego

Cytat:
Casus Szeremietiewa

Romuald Szeremietiew, wiceminister obrony w rządzie Jerzego Buzka, został uniewinniony od głównych zarzutów o korupcję – poinformowała w miniony piątek PAP. Jednocześnie sąd skazał go na 3 tys. zł grzywny za bezprawne dopuszczenie swego asystenta Zbigniewa Farmusa do tajemnicy państwowej. Media półgębkiem odnotowały wyrok. Głębszej refleksji nad casusem Szeremietiewa nie było.

I trudno się dziwić. Między 7 lipca a 10 października 2001 r. tylko na łamach ,,Rzeczspospolitej'' doliczyłem się 18 publikacji poświęconych m.in. jego osobie. Tytuły mówiły wszystko: ,,Kasjer z Ministerstwa Obrony'', ,,Szeremietiew do dymisji'', ,,Urząd skarbowy rozliczy Szeremietiewa''...

Nazwiska autorów owych materiałów były wyjątkowo zacne. To creme de creme polskiego dziennikarstwa śledczego – Anna Marszałek i Bertold Kittel.

Nieważne, że Romuald Szeremietiew powtarzał, że jest niewinny, a zarzuty korupcji są wyssane z palca. Mógł gadać, co chce, bo media wydały wyrok. Błyskawiczny i bez prawa odwołania. A dziś, gdy sąd oddalił najgrubsze zarzuty, wypada skromnie milczeć. Spuścić oczy i udawać, że nic się nie stało. Cóż, swoiście rozumiana wolność słowa ma w Polsce swoją cenę. Zaś politycy nie podlegają ochronie...

Peter Arnett był gwiazdą amerykańskiego dziennikarstwa i stacji CNN. Relacjonował wojnę w Wietnamie, za co w 1966 r. przyznano mu nagrodę Pulitzera. W czasie I wojny w Zatoce jako jedyny amerykański korespondent nadawał bezpośrednio z Bagdadu. Dzięki niemu wojnę tę nazwano ,,Wojną CNN''. Lecz w 1998 r. Peter Arnett został zwolniony z CNN za udział w reportażu, w którym oskarżono armię amerykańską o użycie w Wietnamie broni chemicznej przeciw własnym dezerterom. Co, jak się okazało, od początku do końca było bzdurą.

Myślę, że Peter Arnett miał pecha. Gdyby pracował w Polsce, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich za taki news przyznałoby mu nagrodę!. I jako wybitny reporter uczestniczyłby w telewizyjnych programach. Jego kariera by kwitła.

Przykład ten dowodzi, jaka przepaść dzieli polskie dziennikarstwo od panujących w cywilizowanym świecie standardów.


W tym miejscu pojawia się moje drugie Hm...

Z tygodnika „Wprost” dostałem propozycję wypowiedzenia się w rubryce „Zapytaj Wprost”. Być może w przyszłym numerze będzie można to znaleźć – odpowiedzi przesłałem. Zaskoczyła mnie skromność propozycji. No i dystans do mojej osoby – pytają czytelnicy, ja odpowiadam, a Tygodnik, niczym Piłat staje z boku.

Zajrzałem do mojego archiwum by sprawdzić czy zawsze tak było - jak „Wprost” komentował moją „aferę”?

W noworocznym numerze (1/2002) opublikowano tekst „Opera za grosze” o takich co „Potrząsnęli Polską 2001”. Jest tam opis:

Cytat:
„Zbigniew Farmus, Marsz turecki do celi - kwartet paszportowy
Wmaszerował do MON jako szef gabinetu politycznego i pożyczkodawca wiceministra Romualda Szeremietiewa, który dzięki niemu mógł wydawać więcej, niż zarabiał. Farmus chodził w garniturze, ale z kieszeniami wypełnionymi wedle reguł mundurowych. Co prawda, nie grzebykiem, lusterkiem, chusteczką i książeczką wojskową - jak nakazywał przednatowski regulamin służby garnizonowej WP, lecz po europejsku - paszportami. Czterema, czyli po jednym na każdą kieszeń: kanadyjskim, niemieckim, tureckim i polskim. Przez pół roku miał dostęp do tajemnic wojskowych, mimo że nie posiadał wymaganego certyfikatu. Kiedy odpowiednie służby odtrąbiły jego koniec, wsiadł na prom do Szwecji, by zagrać tam pożegnanie z ojczyzną. Nie doczekał ostatniego taktu, bo śmigłowiec z oficerami UOP zdążył go ewakuować, zanim prom przybił do brzegu. Teraz Farmus śpiewa więzienne ballady i - jak słychać w prokuraturze - nie tylko to. Być może wkrótce będzie więc śpiewał w chórze z kilkoma kolegami.”


Prawda, że zabawny?

Ciekawą sugestię pod moim adresem wysnuł Andrzej Karpiński („Magiczne strony”, „Wprost” nr 36/2001):
Cytat:
„Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony, często mówił o sobie "jestem szlachcic" i przywoływał kodeks honorowy jako zbiór reguł obowiązujących go. Gdy postawiono mu zarzuty uczestniczenia w aferze korupcyjnej, jeden z internautów zapytał go, czy nie zamierza... strzelić sobie w głowę zgodnie z kodeksem Boziewicza.”
W czasie przeszukania mojego gabinetu w MON zabrano znajdującą się w sejfie moją broń krótką. W prokuraturze zapewne czytali „Wprost” bo kiedy zażądałem zwrotu po pewnym czasie broń oddano. Mogłem więc, bo miałem już czym, zastosować kodeks Boziewicza. Ileż to spraw by rozwiązało. Nikt nie badałby prawdziwości oskarżeń, a samobójstwo byłoby pośrednim dowodem mojej winy. Nie trzeba by było wydawać setek tysięcy złotych na długie śledztwa i postępowania sądowe. A dziś można by wspomnieć, że Romuald Sz. był ”łapownikiem” honorowym - sam siebie ukarał.

W innym czasie, ale w tym samym piśmie Krzysztof Czabański zapisał ważne spostrzeżenie („Zawracanie gitary - Cienie gabinetu”, „Wprost”, nr 22/2003).:
Cytat:
„... ministrowie - jak obecnie Mariusz Łapiński, a niegdyś Romuald Szeremietiew - bronią swoich politycznych współpracowników niczym niepodległości (Szeremietiew) lub socjalizmu (Łapiński). Jeszcze nie słyszałem, by jakikolwiek doradca bronił ministra, kiedy wybucha afera.”
Siedzący w areszcie Farmus był wtedy wiele razy kuszony propozycją zwolnienia z aresztu i wyjazdu z Polski w zamian za obciążające mnie zeznania. O tym Czabański wiedzieć nie mógł. Uwierzył jednak, że Farmus w celi „śpiewa” i dlatego uznał, że mnie „nie broni”.

W ogóle „Wprost” wesoło postrzegał moje kłopoty. Gdy wreszcie we wrześniu 2005 r. ruszył proces prześmiewca tygodnikowy Igor Zalewski, tak to skomentował:
Cytat:
„TYM, KTÓRZY WĄTPIĄ W PRAWICĘ, a zwłaszcza w jej uczciwość, dedykujemy proces, który rozpoczął się tuż przed wyborami. Dawny działacz i minister AWS Romuald Szeremietiew to oczywiście ofiara postkomunistów. Podobnie jak Mietek Wachowski. Czy w IV Rzeczypospolitej działacze niepodległościowi też będą trafiali do więzienia?!”
Sąd zdecydował, że „działacze niepodległościowi” Farmus i Szeremietiew nie trafili do więzienia. Tym razem pan Igor nie skomentował tych faktów jakimś błyskotliwym komentarzem.

Znamy biblijną opowieść o siedmiu latach chudych i siedmiu tłystych. Dzięki „Wprost” wiem, że może też być siedem lat wesołych, wesołych dla autorów "Wprost". Wprost trudno uwierzyć.

wtorek, 04 listopada 2008, romualdszeremietiew


http://szeremietiew.blox.pl/2008/11/SIEDEM-LAT-WESOLYCH.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Pią Lis 07, 2008 15:09     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Cytat:
W OBRONIE PRZEŚLADOWANYCH
DZISIEJSZY „NASZ DZIENNIK” OPUBLIKOWAŁ „RAPORT O PRZEŚLADOWANIU CHRZEŚCIJAN W INDIACH” KONFERENCJI KATOLICKICH BISKUPÓW INDII. WRAZ Z NIM ZAMIESZCZONO PROŚBĘ O PRZESYŁANIE NA CZTERY ADRESY APELU DOTYCZĄCEGO TEJ SPRAWY. WYSŁALIŚMY Z ŻONĄ TEN APEL. ZAPRASZAMY DO ZROBIENIA TEGO SAMEGO. Izabela i Romuald Szeremietiew


Tekst apelu:

---------------------------------------------------------------------------------------

Miejsce, Data

Adresat



Cytat:
W związku z narastającą falą przemocy wobec chrześcijan zamieszkujących wschodnie tereny Indii domagamy się stanowczej reakcji świata zachodniego. Cywilizowane kraje nie mogą milczeć wobec aktów jakich dopuszczają się hinduiści wobec wyznawców Chrystusa. Profanowanie i niszczenie kościołów, podpalanie domów, demolowanie placówek pomocy humanitarnej prowadzonych przez siostry zakonne, gwałty i morderstwa to tylko niektóre z przykładów łamania najbardziej podstawowych praw człowieka, do jakich dochodzi obecnie w Indiach. Niestety, dzieje się to przy całkowitym braku reakcji miejscowych władz. Poza oświadczeniami potępiającymi przemoc wydanym przez władze krajowe chrześcijanie nie spotkali się z żadną wymierną pomocą.

Wobec tego domagamy się stanowczej reakcji ze strony polskiego rządu (lub władz europejskich), by przez interwencję u władz Indii prześladowani wyłącznie za to, że są wyznawcami Chrystusa, otrzymali odpowiednie wsparcie i by zapewniono im bezpieczeństwo.


Imię Nazwisko, numer PESEL

-------------------------------------------------------------------------

Do kogo:



Ambasada Republiki Indii w Polsce

ul. Rejtana 15

02-516 Warszawa

psamb@indem.it.pl



Kancelaria Prezydenta RP

ul. Wiejska 10

00-902 Warszawa

listy@prezydent.pl



Kancelaria Prezesa Rady Ministrów

Al. Ujazdowskie 1/3

00-583 Warszawa

infoobywatel@kprm.gov.pl



Komisarz ds. stosunków zewnętrznych i europejskiej polityki sąsiedztwa

Benita Ferero-Waldner

http://ec.europa.eu/external_relations/feedback/question2.htm

Uwaga: z tym unijnym adresem miałem kłopot z wysłaniem.


http://szeremietiew.blox.pl/2008/11/W-OBRONIE-PRZESLADOWANYCH.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Nie Lis 09, 2008 7:12     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Z bloga Romualda Szeremietiewa

Cytat:
Nieważne uniewinnienie - potrzebna pokora

W „Gazecie Wyborczej” 19 lipca 2001 r., tuż po wybuchu „afery w MON”, Ryszard Holzer napisał tekst pt. „Chora obrona”. Czytam: „Ostatnie wydarzenia w Ministerstwie Obrony świadczą, że sytuacja w tym resorcie jest chora. Oto przebieg choroby: najpierw minister nie jest w stanie odwołać wiceministra; rozpoczyna więc jego inwigilację: „Rzeczpospolita” oskarża wiceministra i jego asystenta o korupcję; w spektakularnej akcji z użyciem śmigłowca na płynącym do Szwecji promie UOP aresztuje asystenta wiceministra; wreszcie sam wiceminister zostaje odwołany. A na koniec tego cyrku okazuje się nie ma żadnych dowodów, które świadczyłyby o przestępstwach popełnionych w pionie Szeremietiewa. Po co więc była cała zabawa? Tylko po to, żeby minister pozbył się wiceministra? Bronisław Komorowski twierdzi, że decyzję podjął świadomie i gotów jest ponieść konsekwencje. Normalnie w takiej sytuacji jedyna możliwa konsekwencja to dymisja.”

Dziś są sądowe potwierdzenia, że dowodów na korupcję opisaną przez media nie było. Wyroki uniewinniające Zbigniewa F. i Romualda Sz. są więc tzw. niusem, sensacją i powinny były rozpalić dziennikarską pasję dochodzenia do prawdy do czerwoności. Nie rozpaliły!

A politycy? Interpelacje w sejmie, konferencje prasowe... Ci co podejmowali decyzje o ściganiu Farmusa, wyrzuceniu mnie z MON powinni wyjaśniać dlaczego tak postąpili, nie wspominając już o honorowych dymisjach. W tym gronie są nie tylko dziś zaledwie emeryt Pałubicki, ale także wpływowy euro-deputowany Buzek i „druga osoba w państwie” marszałek Komorowski. Panuje cisza.

Stanisław Jerzy Lec w aforyzmie napisał, że moment poznania własnej głupoty jest przebłyskiem geniuszu. Miał rację. Dotknął mnie właśnie taki przebłysk. Wszystko stało się dla mnie jasne.

W Polsce jak wiadomo mamy cztery władze. Byłem posłem (pierwsza władza), ministrem (druga władza), zostałem uniewinniony przez trzecią władzę (sąd), ale w lipcu 2001 r. za winnego uznała mnie władza czwarta (media). I ten medialny wyrok nie został zmieniony. Było wprawdzie kilka prób dziennikarskich, aby go chociaż złagodzić, ale nie miało to wpływu na stanowisko Wysokiego Trybunału. Trybunału w osobach Marszałek Anna i Kittel Bertold. Oni zdania nie zmienili i to wszystkich nadal obowiązuje.

Michał Ogórek, satyryk w „Gazecie Wyborczej” napisał kiedyś tekst przedstawiający red. Marszałek jako instytucję, która pogrąża wysokich urzędników państwowych. Czytając Ogórka myślałem, że on żartuje. Tymczasem Sylwester Latkowski w książce „Zabić Papałę” cytuje rzecznika prasowego komendanta policji: „Kiedy zwolnił [Papała] Rapackiego, Anna Marszałek rzuciła mu się do gardła. Następnego dnia wymyślono Rapackiemu kierowanie wydziałem narkotyków.” Dziś gen. Rapacki jest wiceministrem spraw wewnętrznych. Czy dzięki jakiemuś wsparciu tej wpływowej dziennikarki?

Rozstrzygająca o mojej winie śledcza Marszałek potwierdza, że jestem winien. Według niej udało mi się uniknąć kary dlatego, że prokuratura „spartoliła akt oskarżenia”. W jednym z wywiadów Marszałek pytana, czy zawsze „ściga” odparła jednak: „zrezygnowałam niedawno z naprawdę sensacyjnego tematu właściwie tylko dlatego, że mogłabym zniszczyć czyjeś życie.” Skazując mnie na infamię musiała zapewne biedaczka stoczyć ze sobą walkę wiedząc, że zniszczy moje życie. Na szczęście obowiązek przygwożdżenia złoczyńcy Szeremietiewa przeważył nad wrażliwością jej serca.

Skazująca ludzi „czwarta władza” może mieć za nic wyroki „trzeciej władzy”. Wszyscy pamiętamy, jak tuzy medialne zamykały się do klatki ustawionej przed sejmem bowiem sąd (trzecia władza) chciał wsadzić za kraty prowincjonalnego dziennikarza, który odmówił przeproszenia pomówionego radnego. Obwiniona o pomówienia red. Marszałek została uznana za winną (np. sprawy z powództwa b. wojewody Kempskiego i jego współpracowników). Nie dostrzegałem, aby przeprosiła pomówionych, nie wspominając o jakimś zadośćuczynieniu. Mimo wyroków sądowych nie zmieniła zdania. Nawet „Rzeczpospolita”, dziś pod innym kierownictwem i nie zatrudniająca red. Marszałek, w swoim archiwum zachowuje jej teksty o „aferze” w MON i zapomniała dodać do nich informacje o sądowym uniewinnieniu Farmusa i mnie. Czyli od wyroków śledczej Marszałek, inaczej niż w przypadku sądów, nie ma trybu odwoławczego. Skoro wyrok raz zapadł, to nikt go zmienić nie może.

Nie wykluczam, że sam sobie jestem winien tego co mnie spotkało w mediach. W czasie jedynej rozmowy z śledczymi AM i BK, kiedy usłyszałem, że mój współpracownik bierze w łapę, a ja z tego korzystam, obruszyłem się. Wtedy red. Kittel powiedział – dla pana będzie lepiej, jeśli nas pan przekona o swojej niewinności. Uznałem, że jest to formuła esbecka; w PRL wiele razy w czasie przesłuchań słyszałem takie słowa - dla pana będzie lepiej, jeśli nas pan przekona.... Kazałem moim rozmówcom wyjść z gabinetu. Zapewne nie zrozumiałem, że Kittel dawał mi szansę łagodnego potraktowania. Wystarczyłoby okazać skruchę i podjąć z pytającymi lojalną współpracę. Być może kara byłaby łagodniejsza. Niestety, przeważyły moje doświadczenia, że z esbekiem nie rozmawia się i nie tłumaczy się przed nim, bo to nie jest partner do rozmowy.

Red. Marszałek mówi tak: „ci politycy, którzy stanęli na mojej drodze, a mają na koncie jakieś nieuczciwości, muszą przyjąć z pokorą, że ich pokonałam.”

sobota, 08 listopada 2008, romualdszeremietiew


http://szeremietiew.blox.pl/2008/11/Niewazne-uniewinnienie-potrzebna-pokora.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Pon Lis 10, 2008 21:17     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

List od Romualda Szeremietiewa:

DZIĘKUJĘ !

Cytat:
W dniu 10 listopada 2001 r. prokurator Ludmiła Gaertig w warszawskiej prokuraturze apelacyjnej wydała postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie karnej przeciwko Romualdowi Szeremietiew.

Jutro będziemy obchodzić dzień Narodowego Święta Niepodległości. Z tej zwłaszcza okazji, ale też w siódmą rocznicę wspomnianego wyżej zdarzenia, chcę podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali przez „siedem chudych lat” nie wierząc, że jestem winien.


Dziękuję!

Mojej dzielnej Żonie, rodzinie, bliskim i sąsiadom, księżom z mojej parafii w Zalesiu Dolnym. Przyjaciołom, którzy ze mną wytrwali, w tym zwłaszcza niedościgłemu w prawniczym kunszcie mojemu obrońcy mecenasowi Bonficemu Bąkowi i Zbigniewowi Farmusowi, który będąc w areszcie nie uległ naciskom i szantażowi, aby mnie oskarżać w zamian za uwolnienie.

Dziękuję moim współpracownikom z MON i z wojska, wielu żołnierzom różnych rang, od najniższych do generalskich, którzy wierzyli, że nie sprzeniewierzyłem się przysiędze wojskowej. Wspominam z wdzięcznością pracujące w moim biurze sekretarki i kierowców prezentujących przekonanie, że byłem uczciwym człowiekiem.

Dziękuję znajomym, kolegom i przyjaciołom działającym w polityce, zwłaszcza w czasach PRL, w KPN i PPN, a po 1989 r. w RdR i AWS. I w gospodarce, chociaż po lipcu 2001 r. przyznawanie się do znajomości ze mną nie było pomocne w tym czym się zajmowali.

W sposób szczególny chcę podziękować Stanisławowi Remuszce, autorowi ważnego dla mnie artykułu „Dług honorowy”, którego nie chciały publikować znane i wielkie tytuły. Tym bardziej dziękuje redakcjom tygodników „Myśl Polska” i „Najwyższy Czas”, które artykuł zamieściły.

Dziękuję dziennikarzom, którzy w różnym czasie i w różnych tytułach pisali teksty odkłamujące to, co na mój temat podawały wpływowe ośrodki medialne. Nie zapomnę, że pisali Dariusz Cychol, Tomasz Gawiński, Michał Gracki, Piotr Nisztor, Marzena Stychlerz-Kłucińska, Leszek Szymowski, Leszek Misiak, Wojciech Wybranowski, Dorota Kania.

Jestem wdzięczny, że Sylwester Latkowski i Piotr Pytlakowski zaprosili mnie do programu „Konfrontacja” w TVP 2 z nadzieję, że ten mój występ nie był powodem usunięcia ich programu z „ramówki” telewizyjnej.

Z wdzięcznością wspominam moje spotkanie z ojcami redaktorami i telewidzami Telewizji „Trwam” oraz kilkugodzinną rozmowę ze słuchaczami Radia Maryja w Toruniu.

Dziękuję Andrzejowi Szczęśniakowi i kolegom z „Prawica.net”, zwłaszcza za zorganizowanie akcji zbierania podpisów pod petycją do ministra sprawiedliwości. Jestem wdzięczny tym wszystkim, którzy ten apel poparli.

W pamięci mam wszystko to co w mojej sprawie zrobił poznany kiedyś w Wiedniu i działający ofiarnie na rzecz niepodległości Polski Marek Stefan Szmidt, wydawca miesięcznika internetowego „Now@ on line”.

Dziękuję kolegom z „Solidarności”: w Radomiu i jej przewodniczącemu Zdzisławowi Maszkiewiczowi; w Lesznie Wielkopolskim; w Piasecznie i w Wołominie, w tym za uhonorowanie mnie medalem „25-lecia Solidarności”.

Dziękuję oficerom WP, lekarzom otaczającym mnie opieką, gdy doświadczenia trudnych dla mnie lat odbijały się negatywnie na stanie mojego zdrowia.

Dziękuję Lili i Andrzejowi Zychom, ich córkom i licznemu gronu przyjaciół rodziny Zychów, w tym księdzu pułkownikowi Janowi Sikorze za wysiłki w zwalczaniu kłamstwa, które miało mnie pogrążyć.

Dziękuję ludziom spotkanym także przypadkowo, którzy okazywali mi sympatie i szacunek i moim studentom nie dającym wiary pomówieniom, a także internautom odwiedzającym mój blog, wszystkim tym, których zachowanie pozwalało mi znieść trudne doświadczenie fałszywych oskarżeń.

Dziękuję pani sędzi i paniom ławniczkom, które uczestnicząc w trudnym politycznie procesie karnym i uwzględniając różnorakie naciski usiłowały dotrzeć do prawdy i tę prawdę obronić w uniewinniającym mnie wyroku.

Dziękuję też za godną uznania postawę w śledztwie i procesie oskarżonym wraz ze mną Małgorzacie Sadowskiej i Krzysztofowi Strykierowi, którzy ponieśli wielkie straty jako osoby zaufania publicznego i jako przedsiębiorcy.

Na koniec wspominam moją Mamę, która musiała znosić upokorzenie napiętnowana niechęcią za nie popełnione czyny jej syna i wytrwale wierzącą, że prawda musi zwyciężyć.

Dziękuję wszystkim serdecznie.

NIECH ŻYJE NAJJAŚNIEJSZA RZECZPOSPOLITA, NASZA OJCZYZNA!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 5134

PostWysłany: Nie Lis 16, 2008 16:54     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Prawda czy może ПРАВДА
Red. Bogdan Rymanowski rozmawiając ze mną 12 listopada br.("Magazyn 24 godziny", TVN24)zacytował fragment wypowiedzi Anny Marszałek twierdzącej (wpis na blogu Sylwestra Latkowskiego http://latkowski.com/blog/komentarze/lista/id,1371), że pisała prawdę przedstawiając moje liczne przestępstwa. Widzowie TVN24 usłyszeli takie słowa p. Marszałek: "Gdyby było tak, że na zlecenie WSI dziennikarze załatwili uczciwego Szeremietiewa, to powinno się to znaleźć w raporcie Macierewicza jako sztandarowy przykład bezprawnych operacji tych służb. Naprawdę nie zastanowiło Państwa, że Macierewicz, który nie ma powodów, by darzyć mnie sympatią, nigdy nie stanął w obronie Szeremietiewa, a ta sprawa nie znalazła się w raporcie? Powiem więcej, w rozmowie ze mną Antoni Macierewicz przyznał, że „Szeremietiew nie jest czysty”." Tego samego dnia min. Macierewicz przekazał mediom oświadczenie:

Cytat:
Oświadczenie
W związku z powołaniem się pana redaktora Bogdana Rymanowskiego w dniu 12.11.08r. w TVN24 na moje rzekome rozmowy z panią Anną Marszałek oświadczam, że wszelkie informacje pani Marszałek na temat moich opinii o Ministrze Romualdzie Szeremietiewie są bezpodstawne.
Ze względu na szczególną rolę pani Marszałek w życiu publicznym, w tym ze względu na jej udział w atakach na Komisję Weryfikacyjną nie udzielam jej żadnych wypowiedzi i nie prowadzę z nią żadnych rozmów.
Z poważaniem
Antoni Macierewicz
Poseł na Sejm RP

Warszawa, dn. 12. listopada 2008r.

----------------------------

Czy red. Rymanowski przekazał widzom TVN24 oświadczenie min. Macierewicza, czy też aby nie podważać dokonań dziennikarki „śledczej” zatrudnionej w wpływowym tytule "Dziennik" i je przemilczał? A jest to gazeta, która swoich serwisach informacyjnych w ogóle nie dostrzegła uniewinniającego mnie wyroku.

Pytanie do Radia Erewań:

Czym się różni dziennik "Prawda" od dziennika "Izwiestia"?

W "Prawdzie" brak izwiestii (wiadomości), a w "Izwiestii" nie ma prawdy.
sobota, 15 listopada 2008, romualdszeremietiew


http://szeremietiew.blox.pl/2008/11/Prawda-czy-moze-105510561040104210441040.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLONUS Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 1 z 5

 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

(0 2/3186 11/0.80540) MojeForum.Net - darmowe forum
Inwentaryzacja