Orzeł w koronie, Kotwica (znak Polski Walczącej), biało-czerwone tło - godło KPN POLONUS
Strona prywatna prowadzona dla upamiętnienia działalności Konfederacji Polski Niepodległej
 
AlbumAlbum  FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 



"Weszliśmy w decydujący okres polskiej rewolucji niepodległościowej. Społeczeństwo w obecnym stanie świadomości coraz pełniej rozumie nasz generalny cel, jakim jest Niepodległa i Demokratyczna Rzeczypospolita. Taki stan ducha i umysłów Konfederacja Polski Niepodległej wita z satysfakcją - gdyż potwierdza on słuszność naszej dotychczasowej drogi i zwiększa pewność ziszczenia naszej wizji rewolucji. Przekonanie to utwierdza w nas także ewolucja programów przedstawianych przez poszczególne grupy opozycyjne. Ewolucja ta postępowała od koncepcji "odnowy" w ramach systemu, przez "finlandyzację", po dzisiejsze uświadomienie sobie głównych narodowych dążeń. Z grupy określanej pod koniec lat 70-tych mianem "marzycieli" - staliśmy się realistami, bez zmiany naszego programu". Z uchwały politycznej II Kongresu KPN, grudzień 1984.

Ks. Sylwester Zych (+1989) - Warszawa



 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLONUS Strona Główna -> KAPELANI KPN I INNI KSIĘŻA WSPIERAJĄCY KPN
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 7193

PostWysłany: Nie Wrz 28, 2008 18:46     Temat postu: Ks. Sylwester Zych (+1989) - Warszawa
Odpowiedz z cytatem



Cytat:
Sylwester Zych

Sylwester Zych (ur. 19 maja 1950 w Ostrówku, zm. 11 lipca 1989) – polski duchowny katolicki.
Ks.Sylwester Zych i ks. Henryk Jankowski w kościele Św.Brygidy w Gdańsku

W 1982 został oskarżony w procesie pokazowym o próbę obalenia ustroju PRL siłą i przynależność do organizacji zbrojnej. W latach 1982-1986 był więziony jako więzień polityczny w związku ze śmiercią Zdzisława Karosa. Termin "więzień polityczny" w tym szczególnym przypadku może budzić kontrowersje. Ksiądz Zych udostępnił broń zabójcom sierżanta Karosa, jego czyn spełniał też kryteria współudziału w zbrodni kryminalnej.

W nocy 11 lipca 1989 znaleziono martwego księdza Zycha na przystanku PKS w Krynicy Morskiej. Komunistyczna propaganda przedstawiała księdza w jak najgorszym świetle. Sprawę zgonów księży: Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca i Sylwestra Zycha omówiła Senacka Komisja Praw Człowieka i Praworządności (przewodniczący: Zbigniew Romaszewski, wiceprzewodnicząca: Alicja Grześkowiak). Stwierdzono, że złożone wyjaśnienia potwierdzają fakt stosowania przez funkcjonariuszy IV Departamentu MSW bezprawnych, a nawet przestępczych działań przeciwko duchownym. Sugerowano związek Służby Bezpieczeństwa ze śmiercią Zycha.

Pośmiertnie został odznaczony przez Prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami.


http://pl.wikipedia.org/wiki/Sylwester_Zych

Cytat:
KSIĄDZ, KTÓRY MUSIAŁ ZGINĄĆ

Po 18 latach od morderstwa jednego z najbardziej nieustraszonych polskich kapłanów czasu PRL - księdza Sylwestra Zycha - wciąż nie znamy nazwisk sprawców ani okoliczności jego śmierci. Czy kiedykolwiek je poznamy? Tak czy inaczej - warto uczcić pamięć kapłana, który całym swoim życiem i męczeństwem dał wspaniałe świadectwo prawdzie Ewangelii.

11 lipca 1989 roku przy dworcu PKS w Krynicy Morskiej, kilkaset metrów od klubu nocnego "Riviera", znaleziono ciało mężczyzny w średnim wieku. Była godzina 2:15 w nocy. Przybyła na miejsce lekarka stwierdziła zgon, który nastąpił - wedle późniejszych ustaleń prokuratury - w wyniku zatrucia alkoholem. Denat miał go we krwi ponad trzy promile.

Prowadzący śledztwo prokurator Wojciech Mazurek nie przejął się innymi śladami na ciele ofiary, które stwierdzono już w trakcie sekcji zwłok - czterema złamanymi żebrami, urazami głowy oraz nakłuciami w pobliżu żył. Być może "szczegóły" te zostałyby przez prokuratora dostrzeżone, gdyby nie fakt, że ofiarą okazał się ksiądz Sylwester Zych.

Prokurator nie zastanowił się też nad zarejestrowanym na taśmie magnetofonowej testamentem, który ksiądz Zych sporządził prawie dwa lata przed śmiercią - 13 października 1987 roku. Wyraził w nim cały swój strach i całą swoją nadzieję: "Czuję, że zbliża się mój dzień - czas spotkania z Panem, który uczynił mnie swoim kapłanem. Solidarnym sercem jestem ze wszystkimi, którzy dążą do Polski wolnej i niepodległej... Niech dobry Bóg was błogosławi i sprawi, abyśmy mogli spotkać się na gruzach komuny." .

Ksiądz Sylwester Zych nagrał swój testament niespełna rok po wyjściu z więzienia, w którym odsiadywał kilkuletni wyrok za "przynależność do nielegalnej organizacji zbrojnej i posiadanie broni bez zezwolenia". Już wtedy przewidywał, że ktoś czyha na jego życie.

Wyrok

Ksiądz Sylwester przyszedł na świat 19 maja 1950 roku we wsi Ostrówek (dziś w województwie mazowieckim). W wieku 20 lat postanowił wstąpić do warszawskiego Seminarium Duchownego. Niedługo po jego ukończeniu poważnie zainteresowała się nim komunistyczna Służba Bezpieczeństwa, zaniepokojona rosnącą popularnością młodego kapłana wśród młodzieży z rozlicznych miejscowości, w których odprawiał msze (Czerniewice, Tłuszcz, Stanisławów, Grodzisk Mazowiecki).

Wkrótce potem ksiądz Zych miał po raz pierwszy narazić się fukcjonariuszom reżimu - w drugiej połowie lat siedemdziesiątych zainicjował bowiem głośną akcję wieszania krzyży w okolicznych szkołach i przedszkolach. Ten odważny akt wiary, a zarazem braku pokory wobec władz, nie mógł jednak pozostać bez wyraźnego odzewu. Okazja do uciszenia niewygodnego kapłana pojawiła się zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego - w roku 1982.

Właśnie wtedy, 23 lutego, dwóch nastoletnich członków powołanej konspiracyjnie organizacji "Powstańcza Armia Krajowa" próbowało rozbroić w warszawskim tramwaju starszego sierżanta milicji: Zdzisława Karosa. Gdy przez przypadek doszło do szarpaniny, jeden z licealistów użył broni - kula trafiła w Karosa, strzał okazał się śmiertelny. Poszukiwania zabójcy, 17-letniego Roberta Chechłacza z Grodziska Mazowieckiego, szybko doprowadziły milicję do księdza Zycha. Na plebanii znaleziono broń, z której zginął milicjant...

Propaganda komunistyczna natychmiast wykorzystała ten fakt do przedstawienia duchownego jako lidera siatki terrorystycznej, stanowiącej śmiertelne zagrożenie dla ustroju i bezpieczeństwa społecznego. Po pokazowym procesie - wyrokiem z 8 września 1982 roku - skazano księdza na 6 lat więzienia. Robert Chechłacz otrzymał karę 25 lat więzienia, inni członkowie "Powstańczej Armii Krajowej" - od 2 do 13 lat. Ksiądz Sylwester tłumaczył swoje postępowanie: "Jako ksiądz czułem się zobowiązany udzielić pomocy i schronienia wszystkim, którzy takiej pomocy potrzebują, a więc i tym chłopcom. Po wtóre - chciałem udzielić pomocy i z tego względu, że traktowałem ich jako członków organizacji o poważnych zadaniach, którzy w moim odczuciu nie popełnili zbrodni kryminalnej, prostuję - nie mieli zamiaru jej popełnić, a jedynie okoliczności doprowadziły do tego, że stali się sprawcami czynu, który tak może być traktowany. Po trzecie - chciałem im pomóc, gdyż z racji swoich powiązań i niejako opieki duchowej nad tymi chłopcami, czułem się za nich moralnie odpowiedzialny. Z tych też pobudek, w rozmowie, jaką miałem z nimi tego wieczoru, złożyłem obietnicę, że zapewnię im alibi..."

Prześladowanie

Ksiądz Sylwester został zwolniony przed końcem wyroku - dokładnie po 4 latach i 7 miesiącach więzienia. Przetrzymywany był w niezwykle ciężkich warunkach, co znacząco pogorszyło jego stan zdrowia. Za namową władz w zakładzie karnym nieustannie grożono mu śmiercią - był poniżany i upokarzany. Przez 9 miesięcy przebywał w izolatce.

Po uwolnieniu kapłan wcale nie pozbył się prześladowców; przeciwnie: odczuwał ich obecność jeszcze dotkliwiej. Wynikało to zarówno z jego przeszłości, jak i z jego ożywionej współpracy z niepodległościową opozycją po wyjściu z więzienia. Inwigilacja księdza Sylwestra, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej wściekła i agresywna, mogła być prowokacją lub wiązać się z jakimiś oczekiwaniami SB wobec kapłana, który opuścił zakład karny przed końcem wyroku (na mocy amnestii). Wskazuje na to treść pierwszego anonimu z pogróżkami, jaki wkrótce otrzymał: "Sk***u, jak nie zaczniesz działać, to my cię załatwimy" . Następne listy nie pozostawiały już wątpliwości co do stosunku ubeków do księdza: "Niedługo zamkniemy ci mordę, klecho" , "Módl się, módl, bo twoje dni są policzone" . Anonimy podobnej treści otrzymywał ksiądz kilka razy w miesiącu, do tego dochodziły ciągłe telefony z wyzwiskami i groźbami.

Matka księdza już wtedy przeczuwała najgorsze: "Syn po wyjściu z więzienia nie miał spokoju. Tropili go wszędzie. W Zielonce, po Mszy Świętej za Ojczyznę, po raz pierwszy go pobili. Zbili i uciekli." Mimo brutalnych działań bezpieki ksiądz Sylwester Zych niewzruszenie głosił prawdę ze swojej ambony: "Wiem, że żyje się wam źle, przynajmniej wielu spośród was, że często do pierwszego brakuje pieniędzy [...] Mamy nieszczęście żyć w takim ustroju, który jest niereformowalny [...] Niektórzy z was, w tych ostatnich dniach, mieli odwagę powiedzieć: "nie!" Nie dla biedy. Nie dla zwariowanej ideologii... Z tymi ludźmi - ja, wasz kapłan - jestem solidarny." Za tę prawdę ksiądz Zych płacił jednak coraz większą cenę - Służba Bezpieczeństwa śledziła już każdy jego krok.

13 października 1987 roku ksiądz Sylwester postanowił nagrać na taśmę magnetofonową testament. Słowa, w których przepowiadał swoją bliską śmierć, uwieńczył skromnym postanowieniem: "Majątku nie posiadam. Myślę, że dobrze będzie, jak to, co jest w moim mieszkaniu, stanie się udziałem mojej Rodziny."

W styczniu 1989 roku z rąk komunistycznej służby bezpieczeństwa zginęli księża Stefan Niedzielak i Stanisław Suchowolec - równie bezkompromisowi w walce z komunizmem. Wszystko wskazywało na to, że następny będzie ksiądz Sylwester Zych. W marcu 1989 roku doszło w Warszawie do napadu, który mógł być pierwszą próbą zabójstwa. Siostra księdza opowiadała: "Brat został napadnięty przez trzech mężczyzn. Dwóch trzymało go, a trzeci usiłował lać mu do gardła wódkę. Spłoszył ich nadjeżdżający samochód. Wysiadła z niego jakaś dziewczyna, pomogła bratu się pozbierać".

Było to zaledwie 4 miesiące przed śmiercią kapłana.

Morderstwo

W lipcu 1989 roku ksiądz Zych udał się do Braniewa, gdzie proboszczem katedry był jego dobry znajomy, ksiądz Tadeusz Brandys. 10 lipca, po spożytym wspólnie śniadaniu, księdza Sylwestra odwieziono na przystań we Fromborku. Tam widziano go po raz ostatni...

Gdy znaleziono i zidentyfikowano zwłoki księdza Zycha, sprawy w swoje ręce wziął Jerzy Urban, pełniący wówczas obowiązki prezesa Komitetu ds. Radia i Telewizji. Jeden telefon do TVP w Gdańsku wystarczył, by Witold Gołębiowski nakręcił usłużny reportaż o zapijającym się na śmierć duchownym. Było to kilka miesięcy po zakończeniu rozmów "okrągłego stołu".

W swoim reportażu Gołębiowski starał się ukazać - poprzez wypowiedzi pracowników nocnego klubu "Riviera" - że w noc zabójstwa ksiądz Sylwester Zych wlewał tam w siebie wespół z jakimś towarzyszem ogromne ilości alkoholu. Rzekoma libacja miała miejsce mimo tego, iż ksiądz cierpiał na astmę oraz dolegliwości serca i nerek, co raczej wykluczało możliwość samodzielnego wypicia litra wódki (pomijając to, że ksiądz Zych nigdy nie przejawiał żadnego pociągu do alkoholu). W "oficjalnej" wersji duchowny opuścił lokal w stanie upojenia i zmarł kilkaset metrów dalej. Niestety, nikt spoza lokalu nie widział w okolicy klubu mężczyzny, który byłby choć trochę podobny do księdza. Jest to co najmniej zastanawiające - bo umierający z przepicia mężczyzna w średnim wieku, który wytacza się z dyskoteki na zapełnione ludźmi ogródki - musiałby zwrócić czyjąś uwagę... W samym klubie nikt - poza trójką pracowników "Riviery" - żadnej libacji z udziałem księdza Zycha nie zauważył.

"Oficjalną" wersję podważają także fakty każące przypuszczać, że znalezione pod dworcem PKP zwłoki... nie były zwłokami księdza Zycha. Przede wszystkim ciało rozpoznał znajomy zamordowanego, Andrzej Chmielnicki, ale dopiero w prosektorium (30 godzin po zawiadomieniu milicji) - na miejscu znalezienia zwłok policja nie wykonała żadnej (!) fotografii twarzy denata. Poza tym leżący pod dworcem mężczyzna miał na sobie koszulę zupełnie inną niż ta, w której po raz ostatni widziano księdza... i w którą ubrane były zwłoki w prosektorium. Warto też wspomnieć, że temperatura zwłok, które były w chwili odnalezienia zupełnie wychłodzone, wykluczała pobyt księdza w klubie godzinę przed śmiercią...

Nowe światło na sprawę mogłaby rzucić lektura zawartości teczki księdza, jednak została ona zniszczona w grudniu 1989 roku. Historycy mają nikłą nadzieję, że być może w teczkach spraw i osób "pobocznych" zachowały się jakieś ślady inwigilacji księdza Zycha bądź przygotowań do jego zabójstwa. Niestety, nigdy nie przesłuchano mężczyzny, który towarzyszył rzekomo w klubie zamordowanemu duchownemu - a który mógł być w rzeczywistości figurantem bądź współuczestnikiem zabójstwa. Jest on dziś znanym dolnośląskim biznesmenem, który dorobił się na interesach w branży ochroniarskiej. Jego rola w zabójstwie i późniejszy charakter działalności gospodarczej wskazywałyby na powiązanie z SB - niestety, nazwiska tej osoby możemy się tylko domyślać, gdyż zostało ono utajnione.

Wszystko wskazuje więc na to, że nigdy nie poznamy dokładnego powodu, dla którego władza zdecydowała się zgładzić księdza Sylwestra Zycha. Dziennikarzom, którzy starali się wyjaśnić okoliczności jego śmierci, próbowano zgotować podobny los. "Nieznani sprawcy" podpalili mieszkanie Jerzego Jachowicza z "Gazety Wyborczej", który zajmował się sprawą księdza - w pożarze zginęła żona dziennikarza, Maria. Niewiele brakowało, by równie tragicznie skończył się napad na autora książki Tajemnica śmierci księdza Zycha - Zbigniewa Branacha - pobitego do nieprzytomności we Wrocławiu w lutym 1991 roku.

Najlepszą odpowiedzią na pytanie o przyczynę śmierci księdza Zycha pozostają więc wciąż jego czyny i słowa. Składają się one na postać człowieka odważnego i niezłomnego, gotowego okupić życiem własne przekonanie. Człowieka, o którym ks. Leon Kantorski napisał: "Żył ewangelią. Była dla niego wszystkim. [...] Nienawidził zła pod każdą postacią: grzechu, komunizmu... Dlatego musiał zginąć."

Magdalena Żuraw

BIBLIOGRAFIA

Zbigniew Branach, Tajemnica śmierci księdza Zycha, Toruń 1996
Marek Zieleniewski, Rozkaz: zabić, Piła 1990

Artykuł ukazał się na stronie ŁUKASZA ADAMSKIEGO


http://www.rodaknet.com/rp_zuraw_11.htm
Cytat:

ZWŁOKI NIEZNANE

* Film dokumentalny
* Produkcja: Polska
* Rok produkcji: 1998
* Gatunek: Reportaż
* Dane techniczne: 47 '

W połowie lipca 1989 roku ówczesny prezes Komitetu ds. Radia i Telewizji Jerzy Urban zadzwonił do gdańskiego ośrodka TVP informując, że w Krynicy Morskiej znaleziono zwłoki księdza, który "zapił się na śmierć". Polecił zrobienie reportażu na ten temat. Zadanie wykonał Witold Gołębiowski. W reportażu nadanym po głównym wydaniu "Dziennika Telewizyjnego", dwaj barmani i barmanka z nocnego klubu "Riviera" opowiadali, jak ks. Sylwester Zych i towarzyszący mu szpakowaty mężczyzna w nocy z 10 na 11 lipca wlewali w siebie ogromne ilości alkoholu. Wkrótce na znajdującym się w pobliżu klubu dworcu PKS znaleziono zwłoki księdza. Nie dawał oznak życia. Co prawda zmarły ubrany był w koszulę, jakiej ksiądz nigdy nie miał, zrazu też zapisano, że na dworcu znaleziono ciało nieznanego mężczyzny, milicja jednak od początku wymieniała nazwisko Sylwestra Zycha. Nazwisko to pojawiło się we wszystkich środkach masowego przekazu już 7 lat wcześniej, w lutym 1982 roku, kiedy z rąk dwóch młodych ludzi zginął podczas rozbrajania sierżant Karos. Chłopcy należeli do zawiązanej w odruchu buntu przeciw stanowi wojennemu konspiracyjnej organizacji, która za cel postawiła sobie gromadzenie broni. Ksiądz był duchowym przywódcą grupy. Stanął za to przed sądem. Skazano go na 6 lat więzienie. Wyrok odsiedział w całości. Po wyjściu na wolność związał się z KPN. Czuł się niepewnie. Przypuszczał, że jest inwigilowany. Straszono go. 13 października 1987 roku spisał testament. Napisał w nim: "czuję, że zbliża sie mój dzień, czas spotkania z Panem". W lipcu 1989 roku w Braniewie, gdzie tradycyjnie spędzał wakacje, odprawił ostatnią mszę. Potem pojechał do Fromborka, skąd miał popłynąć do Krynicy Morskiej. Był też umówiony ze znajomymi, którzy czekali na niego z wejściówkami na uroczyste spotkanie Lecha Wałęsy z prezydentem Stanów Zjednoczonych Georgem Bushem. Ale ks. Sylwester Zych zniknął. Dwa dni później przyjaciele rozpoznali zwłoki złożone w kostnicy Zakładu Histopatologii. Ksiądz miał złamane cztery żebra i liczne obrażenia, także głowy. Autorzy filmu wracają do tej dziwnej, budzącej wiele wątpliwości sprawy. Próbują dociec prawdy. Rozmawiają z red. Witoldem Gołębiowskim, Jackiem Taylorem - pełnomocnikiem rodziny ks. Zycha, Leszkiem Moczulskim i Włodzimierzem Sikorą - przyjaciółmi kapłana, Kazimierzem Gursztynem i Andrzejem Chmielnickim - jego znajomymi z Braniewa, Władysławem Dudkiem - kierownikiem Zakładu Histopatoplogii, Tadeuszem Szpejankowskim - kapitanem statku "Elżbieta", Tadeuszem Andrearczykiem - kasjerem przystani we Fromborku, Ryszardem Sadłowskim, zwłaszcza zaś z Grzegorzem Kwaśniakiem - barmanem z "Riviery". Przedstawiony w dokumencie plon tego swoistego śledztwa nie rozwiewa wątpliwości co do okoliczności śmierci ks. Sylwestra Zycha. Przeciwnie: mnoży pytania bez odpowiedzi.(źródło: www.tvp.com.pl)
Ekipa

* Reżyseria: Robert Kaczmarek
* Scenariusz: Marian Terlecki, Robert Kaczmarek
* Komentarz: Zbigniew Branach
* Zdjęcia: Jacek Knopp
* Muzyka: Gregor F. Narholz ("Thoughts to think", Amazing Stillness")
* Wykonanie muzyki: Zsofia Taller
* Muzyka: Helmut Ockenfels ("Entr Aet")
* Wykonanie muzyki: Helmut Ockenfels Ensemble
* Opracowanie muzyczne: Zbigniew Zbrowski
* Montaż: Robert Kaczmarek, Janusz Szymla
* Kierownictwo produkcji: Stanisław Szymański
* Współpraca: Wojciech Cwyk, Paweł Górski, Paweł Kolanowski, Piotr Mazurkiewicz, Jacek Plichta, Tomasz Siedlar, Tadeusz Wasiński, Mirella Zaradkiewicz
* Produkcja wykonawcza: MT Art Prod.
* Produkcja: Telewizja Polska - II Program
* Bohater filmu: Sylwester Zych (ksiądz)
* Lektor: Krzysztof Kołbasiuk


http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/4210925

Wszystkie podane wyżej życiorysy księdza Sylwestra Zycha należy uzupełnić o jeszcze jedno zdanie: "Był kapelanem Konfederacji Polski Niepodległej"


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Czw Paź 23, 2008 20:43 , w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 7193

PostWysłany: Wto Paź 07, 2008 18:23     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Księża niezłomni: Ostatni akord nieznanych sprawców

wiara dnia May 06 2007

"Czuję, że zbliża się mój dzień - czas spotkania z Panem, który uczynił mnie swoim kapłanem. 'Uwielbia dusza moja Pana'. Dziękuję wszystkim, którzy byli dla mnie ludźmi, a zwłaszcza tym, którzy podali mi rękę, gdy byłem w więzieniu. Do nikogo nie czuję nienawiści, dla wszystkich chcę być bratem i kapłanem. Solidarnym sercem jestem ze wszystkimi, którzy jeszcze walczą, którzy dążą do Polski wolnej i niepodległej...". To fragment testamentu księdza Sylwestra Zycha, datowanego: 13 października 1987 roku. Miał wówczas 37 lat. Dlaczego młody kapłan obawiał się śmierci?

Testator nie dzielił jakichś dóbr materialnych, bo ich nie posiadał. Był człowiekiem niezwykle skromnym i ubogim. Miał dwie pary spodni, ze dwie, trzy koszule, jakieś buty, marynarkę, kurtkę i - nie licząc książek - bodajże nic więcej. Przyjaciele sugerują w jego przypadku testimonium pauperitatis - świadectwo ubóstwa...
W testamencie ksiądz żegna się ze swoimi najbliższymi i przebacza sprawcom swojej śmierci. Jest to wstrząsający dokument człowieka osaczonego, zaszczutego, żyjącego obawą, że zada mu śmierć inny człowiek. Bał się, bo nieznani sprawcy codziennie grozili mu śmiercią. W anonimowej korespondencji, telefonach z pogróżkami, które niekiedy odbierał po dwa dziennie. Jak do tego doszło?

Niebezpieczny zwolennik krzyży w szkołach

Urodził się w Ostrówku, parafia Klembów, koło Wołomina 19 maja 1950 roku. Najstarszy z trojga rodzeństwa. Zychowie należeli do ludzi ubogich. Skromni. Religijni. Pracowici. Początkowo mieszkali w pięcioro w jednej izbie. Wiele lat budowali z pustaków niepozorne domostwo w Lipinkach, parafia Duczki. - Sylwek od dzieciaka nauczony był pomagać - wspomina matka Irena Zych. - Nikt go nie musiał gonić. Pomagał sam z siebie. Robił w polu. Pomagał mężowi na budowie tak gorliwie, że dostał przepukliny. Syn był taki, że jak była potrzeba, to i wyprał, a nawet ugotował obiad. Mąż zmarł, jak Sylwek miał lat szesnaście. Wziął wtedy na siebie jeszcze więcej ciężarów. Skończył szkołę zawodową w Zielonce. Marzył od wczesnego dzieciństwa, żeby być księdzem.
W parafii Św. Trójcy w Kobyłce pracował wtedy ksiądz Grzegorz Kalwarczyk, obecnie kanclerz Kurii Metropolitarnej Warszawskiej. Dobrze zapamiętał zdarzenia sprzed prawie czterdziestu lat. - Sylwek zwrócił się do mnie po raz pierwszy o pomoc w przyjęciu do seminarium duchownego jako absolwent szkoły zawodowej. Odbyliśmy rozmowę, pamiętam doskonale, na stacji kolejowej w Zagościńcu, gdy spieszyłem z Kobyłki na tamtejszy punkt katechetyczny u państwa Jakubowskich uczyć dzieci i młodzież religii. Poradziłem mu zdobycie najpierw matury.
Chłopak posłuchał rady młodego kapłana. Skończył technikum elektryczne i wstąpił do Wyższego Metropolitarnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela w Warszawie. - Poradziłem mu z kolei, aby nie wymeldowywał się od razu z domu i dzięki temu nie znalazł się w jednostce kleryckiej, gdzie młodych ludzi poddawano ostremu procesowi ateizacji - kontynuuje ksiądz prałat Kalwarczyk.
Młody kleryk trafia początkowo do szkoły podoficerskiej w Giżycku, skąd ze specjalnością kierowca czołgu przewieziono go do Włodawy. Po odbyciu służby wojskowej powraca do seminarium. 5 czerwca 1977 roku otrzymuje święcenia kapłańskie z rąk Prymasa Polski ks. kard. Stefana Wyszyńskiego.
Neoprezbiter rozpoczyna pracę duszpastersko-katechetyczną w Czerniewicach koło Tomaszowa Mazowieckiego. Następnie pracuje jako wikary w Stanisławowie nieopodal Mińska Mazowieckiego, Bedlnie koło Kutna oraz w Tłuszczu. Wszędzie łatwo nawiązuje kontakt z dziećmi i młodzieżą. Zauważa go Służba Bezpieczeństwa. "Wikary Zych jest niebezpiecznym zwolennikiem przywrócenia krzyży w szkołach" - donoszą przełożonym lokalni "opiekunowie" z bezpieki.
Dał się poznać jako człowiek wyjątkowej skromności. Pamiętał swój rodowód. "Gdy miałem trochę wolnego czasu, siadałem na stołku obok ojca, który był szewcem, i pomagałem naprawiać buty" - wspominał. "W siedemnastym roku życia poszedłem do pierwszej w życiu pracy. Za cztery złote dwadzieścia na godzinę, plus szkodliwe za naświetlenia, bo naprawialiśmy stacje radarowe".
Przełożeni i parafianie, u których pracował, są zgodni: to prawdziwy ksiądz. Z powołania.

Moralnie odpowiedzialny
25 maja 1981 roku rozpoczyna pracę w parafii św. Anny w Grodzisku Mazowieckim. Tam zastaje go stan wojenny. 18 lutego 1982 roku umundurowany lektor Dziennika Telewizyjnego podał sensacyjną wiadomość zaczynającą się od słów: "Nieznani sprawcy w trakcie próby rozbrojenia sierżanta milicji użyli broni...".
Postrzelony milicjant trafił do szpitala. Zmarł pięć dni później wskutek powikłań będących następstwem zapalenia płuc. Z początkiem marca aresztowano kilku uczniów szkół z Grodziska Mazowieckiego i księdza Sylwestra Zycha, u którego przechowywali pistolet użyty w trakcie rozbrajania sierżanta Zdzisława Karosa.
"Wprowadzenie stanu wojennego było dla mnie szokiem i stanowiło podeptanie nadziei i praw, jakie wiązałem z ruchem 'Solidarności' i zachodzącymi wówczas w kraju przemianami" - mówił ksiądz w czasie jednego z przesłuchań. "Uważałem, że próba zdeptania praw człowieka, jaką podjęła władza, nie może się powieść. W związku z tym w swej pracy duszpasterskiej nadal wyrażałem swoje poglądy i zwłaszcza w kazaniach starałem się mówić to, co by mogło krzepić serca... Mówiłem o potrzebie zachowania wiary w siebie. W drugiego człowieka. W zwycięstwo idei posierpniowej. Wiary w 'Solidarność'. Akcentowałem, że wartości te nie zginą, a odwrotnie - odrodzą się po wielokroć".
Po wyłożeniu przesłuchującemu swojego credo ksiądz Zych kontynuował: "Poglądów nigdy nie taiłem i być może to sprawiło, że zgłosili się do mnie dwaj młodzi ludzie, których wcześniej nie znałem. Oświadczyli, że są zorganizowaną grupą... Pozostawili mi na przechowanie pistolet TT z dwoma magazynkami i amunicją i powiedzieli, że celem podejmowanych przez nich działań jest gromadzenie broni palnej, która miała być ewentualnie użyta w przypadku konfrontacji z władzą. Chodziło o to, że gdyby władze zdecydowały się na użycie siły wobec społeczeństwa, to wówczas społeczeństwo nie byłoby bezbronne... Czułem się zobowiązany udzielić pomocy i schronienia wszystkim potrzebującym, a więc i tym chłopcom. Chciałem im pomóc, bo czułem się za nich moralnie odpowiedzialny".
Chłopcy roznosili ulotki. Wzorowali się na "Kamieniach na szaniec". Wsypywanie cukru do baków aut milicyjnych i tak dalej. Byli gotowi stawić opór reżimowi generała Jaruzelskiego, chociaż nie wiedzieli jak. Liczyli na to, że wybuchnie powstanie narodowe. "Jak zabili górników z 'Wujka', to na transformatorze w Grodzisku napisaliśmy węglem: Wujka pomścimy. (...) Chcieliśmy działać jak partyzantka miejska. Mówiliśmy o odbiciu internowanych w Białołęce" - mówią.

Dajcie mi broń! Zastrzelę klechę!
Propaganda stanu wojennego szalała. Młodych chłopców chciano wykreować na bandytów z "Solidarności", chociaż żaden z nich nie należał do związku. Nazwisko wikarego z Grodziska Mazowieckiego upowszechniono jak żadnego innego księdza. Doszło do procesu.
Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego pod przewodnictwem sławnego wówczas podpułkownika Władysława Monarchy skazał księdza na 4 lata pozbawienia wolności za rzekomą przynależność do organizacji zbrojnej i faktyczne przechowywanie broni bez zezwolenia. Generałowie WRON uznali jednak, że to za mało. Sąd Najwyższy stanu wojennego zmienił wyrok na sześć lat więzienia, co jest ewenementem nawet w praktyce wymiaru sprawiedliwości ? la PRL.
Jerzy Kawczyński z Elbląga, tymczasowo aresztowany za działalność konspiracyjną w stanie wojennym, poznał księdza Zycha w słynnym Pawilonie III Aresztu Śledczego w Warszawie. - Od 25 marca do początku lipca 1982 roku przebywaliśmy w jednej celi. Ksiądz Sylwester opowiadał, że zarówno milicjanci w mundurach, jak i funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa w ubraniach cywilnych zapowiadali mu zemstę. Przełożeni wbijali im do głowy, że ksiądz jest winny śmierci sierżanta Karosa - wspomina.
Księdza Zycha najpierw trzymano w podziemiach Pałacu Mostowskich, warszawskiej siedzibie bezpieki.
- Dajcie mi broń! Zastrzelę s...a bez czekania na proces! - wykrzykiwała pewna milicjantka na widok prowadzonego korytarzem księdza. Trudno powiedzieć, czy była to inscenizacja w celu zastraszenia aresztanta, czy faktyczna histeria funkcjonariuszki z zakodowanym antyklerykalizmem.
- Pewnego razu strażnicy wywołali księdza Zycha na korytarz - wspomina dzielący z nim czteroosobową celę Leszek Moczulski. - Powrócił do celi rozdygotany. Miał rozmowę z nieznanym funkcjonariuszem MSW, który powiedział bez ogródek: "Zostaniesz zamordowany, ale dopiero po odbyciu całej kary więzienia".
- Ksiądz Sylwester był przejęty groźbą i prosił, aby tę informację przekazać do odpowiedniej komórki KPN. Chociaż starałem się go uspokoić, wzmocnić psychicznie, to wcale się mu nie dziwiłem. Wiedzieliśmy, jak długie są ręce bezpieki.
- Leszek Moczulski przekazał mi informację o groźbach przeciwko księdzu Zychowi - potwierdził Edward Wende, podówczas obrońca szefa KPN. - Bezpieka zapowiadała mu zemstę - dodał.
Oliwy do ognia dolał jeszcze Czesław Kiszczak. Niezgodnie ze stanem faktycznym ogłosił, jakoby "zabójstwa milicjanta Zdzisława Karosa dokonano przy pomocy księdza Sylwestra Zycha" ("Będę rozmawiał z każdym", tygodnik "Polityka" nr 24, 14.06.1986 r.). To pomówienie, na jakie pozwolił sobie pierwszy milicjant reżimu, miało zwielokrotniony skutek za murami więzienia. Klawisze pokazywali księdzu wywiad z generałem i przepowiadali mu w specyficznej konwencji przyszłość: "Widzisz, co minister o tobie mówi. Milicja tego Karosa ci nie daruje. Załatwią cię, chłopie, jak amen w pacierzu. Żeby nie robić nam w kiblu kłopotu, załatwią cię, jak stąd wyjdziesz".
Skazany ksiądz Zych ciężko zachorował. Silna nerwica serca (palpitacje), nasilające się dramatycznie astmatyczne zadyszki, wrzody i nerwica żołądka, objawy dyskopatii, wzmożona męczliwość, drętwienie nóg... Nie bacząc na dolegliwości, domagał się zezwolenia na odprawienie Mszy Świętej za kratami. Żądanie wzbudzało niesmak bezpieki, a naczelnik karał kapłana za tę "śmiałą fanaberię". Ukarano go za podanie Komunii Świętej współwięźniowi celą twardego łoża.
Latem 1984 roku ogłoszono amnestię dla więźniów politycznych. Objęła wszystkich, z wyjątkiem niepokornego księdza. Jemu zaostrzono w tym momencie rygor wykonywania kary. Naczelnik zafundował mu dziewięciomiesięczny pobyt w izolatce.
Przebywanie w więzieniu zaostrzyło jego stosunek do systemu. Komunizm traktował jako zaprzeczenie wszystkich wartości ludzkich i Bożych. Marzył o doczekaniu chwili jego upadku i zjednoczenia wszystkich ludzi, którym droga była wolna Polska.

Teraz już mogę umrzeć
Ksiądz Zych spędził za kratami cztery lata, siedem miesięcy i pięć dni. Świadectwo zwolnienia otrzymał 10 października 1986 roku. Ksiądz arcybiskup Józef Glemp przydzielił mu funkcję kapelana Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi w Warszawie Białołęce Dworskiej.
Szykanowany przez bezpiekę od pierwszego dnia wolności, nie zwlekał z włączeniem się w działalność konspiracyjną. W wychodzącym poza cenzurą piśmie "Jawniak" publikuje wspomnienia więzienne. Sympatyk Niezależnego Ruchu Społecznego im. ks. Jerzego Popiełuszki i Grupy Politycznej "Niezawisłość".
- Teraz to już się chyba wezmą za mnie - mówił do przyjaciół, gdy wracali z pogrzebu księdza Suchowolca. - Nie martw się Sylwek, na pewno nic się nie stanie - pocieszali go, ale raczej pro forma. Szykany narastały.
4 lutego 1989 roku ksiądz Zych odprawia Mszę św. inaugurującą III Kongres KPN, której był kapelanem. - Należał do ludzi skromnych i odważnych - wspomina Leszek Moczulski. - Sporadycznie występował jako kurier w poufnych sprawach KPN.
Bezkompromisowy. Był kapłanem bez intelektualnej charyzmy. Prostolinijny aż do bólu, zatem niewyznaczony na idola środowisk kontestującej system inteligencji. Mniej skłonny do spektakularnych przedsięwzięć, predestynowany raczej do cichej, konsekwentnej pracy. Wymagający w stosunku do siebie.
- Otwarty, nie stwarzający dystansu - wspomina Katarzyna Łańcucka, redaktor "Listów z więzienia" ks. Zycha oraz wyboru jego tekstów "Walczyłem do końca". - To człowiek wyciszony, aż przesadnie skromny. Jakby pozbawiony osobistych ambicji, zakompleksiony. Nie lubił mówić o sobie. Powtarzał często: "Ważne, aby robota szła, a nie ile kto robi". Tolerancyjny. Jeśli w podziemnej pracy pojawiały się jakieś podejrzenia o agenturalność czy coś podobnego, Sylwek tłumaczył, że nie trzeba poświęcać temu nadmiaru uwagi. Jego dobroć, ale i naiwność, mogły ułatwiać bezpiece dostęp do niego - opowiada.
"Kapłaństwo nie oznaczało dla niego konieczności zachowania dystansu wobec ludzi" - wspomina w "Kurierze Mazowieckim" Roland Staszak. "Przeczytałem jego testament, w którym zawarł słowa: 'Dla wszystkich chcę być bratem'. I taki był rzeczywiście" - dodaje.
Wyczuwało się w nim pewien pośpiech. Jakby zdawał sobie sprawę, że zostało mu niewiele czasu. Żył pod presją śmierci. W osaczeniu i strachu, ale się nie skarżył. Nie chciał robić z siebie męczennika. "Czuję, że nie pożyję długo. Oni mnie wykończą" - powtarzał raz i drugi mimochodem.
Staszak widział księdza tuż po wyborach w czerwcu 1989 roku. - Teraz już mogę umrzeć - powiedział.

W jednym rzędzie z Kiszczakiem
- Więzienie brata nie złamało - mówi siostra księdza Alicja Zych-Krasieńko. - Powiedziałabym, że nawet przeciwnie. Wydawało mi się, że jest bardziej konsekwentny w swoim postępowaniu. Żył w stresie spowodowanym poczuciem zagrożenia. Grożono mu śmiercią w więzieniu. Po wyjściu nękali go anonimowymi pogróżkami - opowiada.
- Jak odwiedzaliśmy go w więzieniu, to mówił nieraz, że grożą mu zabiciem - wspomina matka księdza. - Jak zamordowali księdza Jerzego, powiedział do mnie: "Mamo, oni mnie to mają pod ręką...". Raz mówił, że chce wyjść z więzienia, a innym razem, że boi się wolności. I jak tylko wyszedł, to zaczęły się anonimy z pogróżkami i obietnicą śmierci. Syn po wyjściu z więzienia nie miał spokoju. Tropili go wszędzie. Po raz pierwszy pobili go w Zielonce po Mszy Świętej za Ojczyznę. Zbili i uciekli - relacjonuje.
- W maju 1989 roku brat był na przedstawieniu w warszawskim Teatrze Powszechnym - mówi Alicja Zych-Krasieńko. - Sylwek siedział w jednym rzędzie z Kiszczakiem. Przypadkowo, jak myślę. Nie wiem, czy za przypadkowe uznać także zdarzenie, jakie miało miejsce po wyjściu z teatru. Ksiądz czekał na autobus na przystanku. Wtem zaatakowało go niespodziewanie dwóch mężczyzn. Błyskawicznie wciągnęli go do pobliskiej bramy i obili. Obezwładnionemu usiłowali do gardła wlać alkohol - dodaje.
Wszczęto dochodzenie. Ustalono, że napastnicy zmusili napadniętego do wypicia alkoholu, parokrotnie uderzyli go w głowę, a w końcu rozebrali i pozostawili... Sprawcy zostali spłoszeni przez przechodzącą przypadkowo dziewczynę, która zaczęła wzywać pomocy. Zbiegli, zabierając ze sobą saszetkę i ubranie pokrzywdzonego... Jak ustaliła prokuratura, nieznajoma odwiozła napadniętego do Białołęki.
Barbara Gawór, lekarz Oddziału Neurochirurgii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Warszawie, relacjonuje: "W maju 1989 roku uczestniczyłam w badaniu Sylwestra Zycha, którego poprzednio ani nie widziałam, ani nie znałam. Pacjent miał złamane dziesiąte żebro po stronie lewej. Wydawało się, że opłucna nie została uszkodzona. O ile sobie dobrze przypominam, na plecach na wysokości złamania, miał otarcie naskórka. Nie pamiętam, czy miał inne widoczne obrażenia. Ksiądz nie chciał mówić o okolicznościach, w jakich doznał urazu. Jak pamiętam - otrzymał środek przeciwbólowy i chyba został zabandażowany, lecz przy tym już nie byłam".
Kim byli sprawcy napadu? Niestety, podjęte nieco post factum starania nie przyniosły prokuraturze powodzenia. Postępowanie umorzono z powodu niewykrycia sprawców napadu.
- Sylwek ostatni raz w domu rodzinnym był 21 czerwca 1989 roku, w moje imieniny - wspomina siostra księdza. - Sprawiał wrażenie zastraszonego. Wieczorami nie opuszczał domu. Ani swojego, ani naszego. Tak, bał się. Ale cieszył się z wyjazdu na urlop - opowiada. - Mogę wrócić, mogę nie wrócić, nie wiem - powiedział przed pożegnaniem z siostrą. - Testament jest w szufladzie. - Słowa te zaskoczyły mnie mimo wszystko. Nie przypuszczałam, że będą to ostatnie słowa, jakie usłyszę od brata - dodaje.
Ksiądz Sylwester Zych otrzymał wkrótce potem nominację na wikariusza parafii św. Jakuba w Skierniewicach. Przewiózł skromny dobytek z Białołęki i 5 lipca 1989 wyjechał na krótki urlop do Braniewa. Korzystał tam z gościny swego starszego przyjaciela, księdza prałata Tadeusza Brandysa, proboszcza parafii św. Katarzyny. Codziennie o godzinie szóstej piętnaście odprawiał Mszę Świętą. 10 lipca spożył śniadanie w towarzystwie proboszcza, jego siostry i szwagra. Wszyscy narzekali na upał. Słupek rtęci na termometrze przekroczył bowiem tego dnia 40 stopni Celsjusza. Ksiądz Zych ubrany był w koszulkę polo z krótkim rękawem. Zapamiętajmy ten szczegół.

54 rany i obrażenia
Nauczyciel Kazimierz Gursztyn, członek Rady Parafialnej, podwiózł gościa grzecznościowo na przystań we Fromborku. Miał popłynąć statkiem odbywającym rejs na drugą stronę Zalewu Wiślanego do Krynicy Morskiej. Jednak ani bileter na przystani, ani nikt z załogi, ani pasażerów nie zauważył księdza na pokładzie. W ostatniej chwili zmienił plany? Był człowiekiem szczerym i otwartym, więc dlaczego nikomu nic nie powiedział?
12 lipca 1989 roku opublikowano w "Głosie Wybrzeża" informację o znalezieniu zwłok mężczyzny bez dokumentów na dworcu PKS w Krynicy Morskiej. Księży parafii św. Katarzyny w Braniewie przeszedł cień niepokoju. Początkowo nie łączyli treści notatki prasowej z dwudniową nieobecnością księdza Sylwestra. Niemniej odbyli telefoniczne konsultacje między innymi z jego siostrami.
- Tak, to ciało księdza Zycha - powiedzieli w prosektorium upoważnieni przez proboszcza Brandysa mężczyźni. Rozpoznanie przyszło im z trudem, bo twarz była zmasakrowana.
Przeprowadzono już badanie sekcyjne. Dwadzieścia sześć godzin po przypuszczalnym zgonie nie ustalono jego przyczyn. W protokole posekcyjnym brak wagi ciała, jak również personaliów denata. W odpowiedniej rubryce wpisano "NN". Niejasności było więcej.
Panowała jednak zgodność w kwestii ubioru denata w prosektorium. Miał koszulkę polo z krótkim rękawem. Ale znaleziony na dworcu PKS w Krynicy ubrany był inaczej. Według zgodnej opinii zespołu reanimacyjnego pogotowia ratunkowego, mężczyzna miał na sobie flanelową koszulę z długim rękawem!
Jak wytłumaczyć tę zasadniczą sprzeczność? Czy ciało znalezione i poddane reanimacji na dworcu nadmorskiego kurortu na pewno należało do tej samej osoby, jaką dostarczono do prosektorium i poddano badaniu sekcyjnemu?
Sprzeczność spotęgowała okoliczność, że ksiądz Zych nie miał w swoim urlopowym ekwipunku flanelowej koszuli ani żadnej innej z długimi rękawami. Dwa dni przed zidentyfikowaniem jego ciała na molo we Fromborku widziany był w koszulce z krótkim rękawem.
Powstaje wątpliwość, czy zmarłym mężczyzną na dworcu autobusowym był właśnie ksiądz Zych. Jak to zinterpretować? Czyżby nieboszczyk przebrał się po śmierci? Nie poruszamy się wszelako w konwencji science fiction. Wykluczając tę ewentualność, przed śledztwem stanęło pytanie, kto go przebrał i dlaczego?
Przeprowadzona dwa dni później (14 lipca) tak zwana poprawkowa sekcja zwłok przyniosła zdumiewające, a zarazem budzące grozę wyniki. Zespół lekarzy Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Gdańsku ujawnił u zmarłego złamanie czterech żeber, a ponadto pięćdziesiąt cztery inne obrażenia. Jak stwierdzili powołani przez prokuraturę biegli lekarze medycyny sądowej, pręgi z tyłu głowy mogły zostać zadane pałką.
Czy ksiądz Zych te wszystkie rany i obrażenia mógł sobie zadać sam? Wykluczone. Ale jeśli nie zadał ich sobie sam, zachodzi pytanie - kto to uczynił?

Nie mordujcie naszych kapłanów!
Szefem telewizji był wówczas Jerzy Urban. Na jego osobiste polecenie spreparowano i wyemitowano w przeddzień pogrzebu kapłana szkalujący i naruszający jego godność materiał. Nawiązał do tego ksiądz biskup Zbigniew Kraszewski podczas Mszy Świętej żałobnej w Duczkach pod Wołominem: - Niestety... W programie znalazły się wiadomości uwłaczające godności zmarłego oraz wręcz nieścisłe. Na przykład świadkowie występujący jako "naoczni" zeznali, że znaleźli zimne już zwłoki księdza Sylwestra o godzinie drugiej piętnaście... Inni świadkowie natomiast zeznawali, że o godzinie drugiej w nocy ksiądz Sylwester przebywał zdrowy i cały w barze w tejże miejscowości. Jedno albo drugie jest więc nieprawdą... Już starożytni Rzymianie mówili: De mortui nil nisi bene - zmarłych należy wspominać tylko dobrze. Jeśli tak mówili poganie, to gdzie my jesteśmy, ludzie dwudziestego wieku, jeżeli rzucamy oszczerstwa na zmarłych? A tak właśnie uczyniła nasza prasa, radio i telewizja... Swoje wspomnienia więzienne ksiądz Sylwester wieńczy zdaniem: "Przebaczam wszystkim, którzy w więzieniu wyrządzili mi jakąkolwiek krzywdę. I temu sierżantowi z Mokotowa, który powiedział, że jak będzie trzeba, to odetnie mi rękę, bo podniosłem ją na władzę ludową". Ksiądz Sylwester Zych przebaczył, a my módlmy się słowami Chrystusa: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią".
- Ksiądz Sylwester zapytany przez Prymasa Wyszyńskiego: "Czy chcesz służyć Bogu i ludziom?" - odpowiedział: "Tak...". Jakże drogie było mu kapłaństwo... Ta niełatwa służba zaprowadziła go za kraty więzienne... Nie dziwi śmierć kapłana. Ale dziwi nas, że umierają w taki sposób niektórzy kapłani. Sylwku, Twoja śmierć nie będzie zmarnowana. Twoja ofiara nigdy nie będzie zapomniana - mówił ksiądz Konstanty Kordowski z rocznika seminaryjnego zmarłego.
- Tu, nad grobem trzeciego w tym roku zamordowanego kapłana, powinna stanąć ta "elita" pertraktująca dzisiaj na Wiejskiej. Który z komunistów, który z popleczników Moskwy ma zostać prezydentem! - wołał dramatycznie Wojciech Ziembiński, weteran opozycji antykomunistycznej. - Ksiądz Sylwester Zych jako trzeci w tym roku powiększa grono męczenników, kapłanów polskich... Zadajemy pytanie renegatom Narodu Polskiego: - Cóżeśmy my, szczep piastowski, wam, sługom obcego mocarstwa, takiego uczynili, że mordujecie naszych kapłanów?

Nie chciał przyspieszać egzekucji
Do bliskich przyjaciół księdza Zycha należał ksiądz Stanisław Małkowski, który przyznaje, że nie zdawał sobie sprawy ze skali narastającego niebezpieczeństwa: "Zabójstwa księży Niedzielaka i Suchowolca obaj wiązaliśmy z działaniami tajnych służb. Teraz mam świadomość, że należało z tego wyciągnąć wnioski. Sylwek wypowiadał się zazwyczaj powściągliwie, bo należał do ludzi stroniących od rozgłosu, skrytych. Niemniej wiedziałem, że od wyjścia z więzienia był przygotowany do nagłej, niespodziewanej śmierci".
- Ksiądz Sylwester znany był z oddania sprawie podziemnej "Solidarności", której był honorowym członkiem. Jego zaangażowanie miało wymiar religijny, duszpasterski i moralny. Polityka nie była jego pasją, chociaż wdawał się w politykę w duchu słów księdza Piotra Skargi. "Rzecze kto: ksiądz się wdawa w politykę! Wdawa i wdawać się winien; nie w rządy jej, ale w zatrzymanie, aby jej grzechy nie gubiły i dusze ludzkie w niej tonęły...". Moim zdaniem, "Solidarność" była dla księdza Zycha sprawą jedności, troski o człowieka oraz odpowiedzialności za wspólne ojczyste dobro. Sprawą Bożą i ludzką zarazem. Ksiądz Sylwester mówił o wielu ludziach oddanych, ofiarnych, gotowych nawet na więzienie, nawet na męczeństwo. I jedno, i drugie stało się jego udziałem. W ostatnich miesiącach życia wypowiadał się w duchu pesymistycznym: "Po co miałbym się leczyć. Już nie warto". Unikał mówienia o groźbach odbierających mu sen, bo nie chciał przyspieszać terminu swojej egzekucji - relacjonuje ks. Stanisław Małkowski.
Dodaje, że po raz ostatni spotkali się 2 lipca 1989 roku w mieszkaniu państwa Moczulskich, gdzie odbywało się zebranie Chrześcijańsko-Patriotycznego Instytutu im. ks. Jerzego Popiełuszki.

Zbrodnia doskonała?
Śledztwo w sprawie zgonu księdza trwało prawie 4 lata. Kilku prokuratorów usiłowało rozwikłać zagadkę śmierci kapłana. Mimo przesłuchania licznych świadków i zebrania siedemnastu tomów akt śledztwa nie udało się rozwiać wielu wątpliwości i zagadek związanych ze śmiercią księdza Zycha.
Prokurator Bogusław H. Michalski z warszawskiej prokuratury apelacyjnej 4 grudnia 1993 roku utrzymał w mocy zaskarżone przez pełnomocników rodziny zmarłego postanowienie prokuratury niższej rangi o umorzeniu śledztwa w sprawie śmierci księdza Zycha. Nie omieszkał jednak stwierdzić w sposób tyleż wyraźny, co znamienny: "Wyniki śledztwa nie mogą być uznane przynajmniej za zadowalające, gdyż zebrane dowody nie pozwalają nawet na dokonanie ustaleń o znaczeniu podstawowym, dotyczącym stanu faktycznego. Zbrodnia doskonała? Tego nie wiem. Z pewnością perfekcyjnie przygotowana".
Biegnę myślą w innym kierunku. Kilka miesięcy po śmierci księdza Zycha rozwiązano struktury Służby Bezpieczeństwa PRL. Od tego czasu nie zdarzyły się zbrodnie na kapłanach z powodów politycznych. Nie sądzę, iż mamy do czynienia z przypadkowym zbiegiem okoliczności.
Śmierć księdza Sylwestra Zycha wygląda na ostatni akord skomponowany i wykonany przez nieznanych sprawców, o proweniencji z peerelowskiej bezpieki. Niemniej ponure okoliczności śmierci bohaterskiego kapłana pozostają nadal zasnute mgłą tajemnicy. Kto i kiedy tę mgłę rozproszy?
Zbigniew Branach

Cytat:


Grozili mu śmiercią

Z siostrą zamordowanego księdza Alicją Zych-Krasieńką
rozmawia Zbigniew Branach


Kiedy po raz pierwszy dowiedziała się Pani, że brat dostaje anonimy?
- W roku 1987. Anonim nadszedł pocztą. Zbiegło się to z terminem wizyty w Polsce Jana Pawła II.

Zna Pani ich treść?
- Brat pokazywał mi niektóre. Pierwszy anonim był dość tajemniczej, niezrozumiałej treści: "G...u, jak nie zaczniesz działać - to my cię załatwimy". Następne były bardziej przejrzyste i zazwyczaj w takim stylu: "Niedługo zamkniemy ci mordę, klecho". Albo: "Módl się, módl, bo twoje dni są policzone".

Brat często otrzymywał anonimy?
- Z tego, co mówił, wnioskowałam, że trzy, cztery razy w miesiącu. Nie licząc telefonów. Nieznani mężczyźni nieraz nawet dwa, trzy razy dziennie grozili mu śmiercią. Mój brat żył wtedy w nieustannym lęku.

Dziękuję za rozmowę.


http://wiara.informacje.int.pl/czytaj-142.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 7193

PostWysłany: Wto Gru 16, 2008 22:02     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Fragment wiersza ks. Sylwestra Zycha, napisanego w areszcie na Rakowieckiej:

Cytat:
Kiedy wyjdę ocalały
Wezmę sztandar w ręce swe.
Na nim będzie orzeł biały
I mojego związku znak.
Na wolności Tobie Boże
Zabrzmi ma zwycięska pieśń.
Orzeł bowiem wszystko może
Nawet wronie skręcić łeb.


Ze ścieżki dźwiękowej spektaklu Teatru Telewizji "Sprawa sierżanta Karosa"


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Wto Gru 16, 2008 22:14 , w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 7193

PostWysłany: Wto Gru 16, 2008 22:14     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Testament ks. Zycha:

Cytat:

13 października 1987 roku

Czuję, że zbliża się mój dzień - czas spotkania z Panem, który uczynił mnie swym kapłanem.

"Uwielbia dusza moja Pana..."

Dziękuję wszystkim, którzy byli dla mnie kochani, a zwłaszcza tym, którzy podali mi rękę, gdy byłem w więzieniu.

Do nikogo nie czuję nienawiści, a dla wszystkich chcę być bratem i kapłanem.

Solidarnym sercem jestem z wszystkimi, którzy jeszcze walczą, którzy dążą do Polski wolnej i niepodległej. Jest dla mnie łaską, że z niektórymi z Was walczyłem i siedziałem. Niech dobry Bóg Was błogosławi i sprawi byśmy mogli spotkać się na gruzach komuny.

Walczyłem, jak umiałem. Walczyłem do końca. Siedziałem w więzieniu, ale wydaje mi się, że Polsce potrzeba dać więcej. Trzeba dać siebie do końca, jak ksiądz Jerzy - mój przyjaciel i patron z nieba.

Nie buduję sobie pomnika. Chcę, aby pochowano mnie w parafii, w której ostatnio pracowałem. Najlepiej przy dzieciach, dla których zawsze starałem się być ojcem i z nimi chce być po drugiej stronie świata.


Ze ścieżki dźwiękowej spektaklu Teatru Telewizji "Sprawa sierżanta Karosa"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 7193

PostWysłany: Wto Sty 20, 2009 11:43     Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Zemsta za sierżanta Karosa?
Zbigniew Branach 19-01-2009,

– Dajcie mi broń! – woła milicjantka na widok prowadzonego korytarzem ks. Sylwestra Zycha. – Dajcie mi pistolet! Zastrzelę klechę bez procesu!
Ksiądz Sylwester Zych i ksiądz Henryk Jankowski
źródło: IPN

Marzec 1982 r. Siedziba warszawskiej SB. Trwa śledztwo w sprawie zmarłego sierżanta Karosa.

– Po aresztowaniu Sylwka powiedziałem w kazaniu o absurdalności zarzutu, że namawiał młodzież do zbrojnej rewolty – mówi ks. Władysław Trojanowski, wtedy wikary w Podkowie Leśnej, dziś proboszcz w Tłuszczu. – Nazajutrz pojawiła się bezpieka.

Oni ci tego Karosa nie darują...

Zatrzymanemu grożono pozbawieniem życia już w czasie pierwszych przesłuchań w Pałacu Mostowskich. To samo po osadzeniu w areszcie na Rakowieckiej. Celę z księdzem dzielił Leszek Moczulski:

– Strażnicy wywołują go z celi. Powraca rozdygotany. Bezpieczniak zapowiedział mu „wykończenie” po odbyciu kary więzienia.

– Mój klient przekazał mi informację o groźbach przeciwko księdzu – mówił Edward Wende, obrońca Moczulskiego.

Sąd WOW skazuje Sylwestra Zycha na cztery lata pozbawienia wolności za rzekomą przynależność do organizacji zbrojnej, a Sąd Najwyższy podwyższa wyrok do sześciu lat (sic!). „Nigdy nie uważałam i nie uważam ks. Zycha za współodpowiedzialnego za śmierć mojego stryja i ojca chrzestnego” – pisze w liście otwartym bratanica milicjanta. Kiszczak, wbrew stanowi faktycznemu, pomawia kapłana o pomoc w zabójstwie milicjanta. Klawisze pokazują księdzu wywiad z ministrem w gazecie:

– Widzisz, oni tego Karosa ci nie darują. Jak wyjdziesz, załatwią cię, chłopie, jak amen w pacierzu.

Wychodzi na wolność po czterech latach i siedmiu miesiącach.

Nie pożyję długo...

– Skromny, odważny – wspomina Moczulski. – Występował jako kurier w poufnych sprawach KPN. Grożono mu śmiercią. Napadli go i pobili nieznani osobnicy, zdaje się kilka razy.

Relacje przyjaciół są podobne. Poczciwy. Wielkoduszny. Ubogi. Ma jeden garnitur i dwie pary sportowych spodni. Żyje pod presją śmierci. W osaczeniu i strachu, ale się nie skarży. Nie chce robić z siebie męczennika.

– Nie pożyję długo – napomykał. – Oni mnie wykończą.

W 1987 r. sporządza testament: „Czuję, że zbliża się mój dzień – czas spotkania z Panem, który uczynił mnie swoim kapłanem... Dziękuję wszystkim (…), a zwłaszcza tym, którzy podali mi rękę, gdy byłem w więzieniu. Do nikogo nie czuję nienawiści, dla wszystkich chcę być bratem i kapłanem. Solidarnym sercem jestem ze wszystkimi, którzy jeszcze walczą, którzy dążą do Polski wolnej i niepodległej...”.

Zwłoki na dworcu PKS

Noc z 10 na 11 lipca 1989 r. Dworzec PKS w Krynicy Morskiej. Młodzi ludzie wracają z dyskoteki. Widzą tracącego przytomność mężczyznę. Po godz. 2 przyjeżdża pogotowie. Reanimowany mężczyzna jest dziwnie ubrany jak na panujący upał.

– Przed zrobieniem zastrzyku wstrząsowego podwinęłam mu długi rękaw flanelowej koszuli – mówi sanitariuszka, a lekarka dodaje:

– Nie miał żadnych widocznych obrażeń, ale już nie żył.

Posterunkowy rutynowo sprawdza garderobę denata, ale nie znajduje dokumentów. Sierżant zauważa w zaroślach dowód osobisty. Sporządza notatkę i zawiadamia prokuratora. Miejscowi od rana przekazują sobie z ust do ust wieść o opartym o ścianę budynku dworca nieboszczyku „w pozycji siedzącej”, ale nikt go nie rozpoznaje.

Po przewiezieniu ciała do elbląskiego prosektorium odnajduje się właściciel dokumentu tożsamości. Żywy jeszcze… Skreślone w księdze przyjęć nazwisko zastępuje zapis: NN. W aktach nie ma zdjęcia z wizerunkiem znalezionego na dworcu mężczyzny, bo prokurator zapomniał wydać polecenie. To nie ostatni grzech dyletantyzmu w tej sprawie.

Nieboszczyk przebrał się sam?

Dwa dni później – sensacja. W prosektorium rozpoznano zaginionego w czasie urlopu księdza Zycha. Było to niełatwe, bo twarz zmasakrowana, ale go rozpoznano… Natychmiast jednak pojawia się dysonans. Przed zaginięciem ksiądz był ubrany całkiem inaczej niż znaleziony w Krynicy mężczyzna!

Zych w urlopowym ekwipunku mieszczącym się w jednym plecaku nie miał nie tylko flanelowej koszuli, ale też żadnej z długimi rękawami. Z plebanii w Braniewie, gdzie spędzał urlop, wyszedł dwa dni wcześniej ubrany w polo z krótkim rękawem, jak w prosektorium.

Co się stało? Czy nie zaszło nieporozumienie? Mając świadomość niestosowności, można zapytać ironicznie: czyżby nieboszczyk przebrał się po śmierci? Ale jeśli nie przebrał się sam, to kto go przebrał i w jakim celu dokonał inscenizacji?

Prokurator poleca wpisać w księdze przyjęć prosektorium zamiast NN personalia księdza. Jednak nie ma dowodowej pewności, że mężczyzna w agonii znaleziony na dworcu w Krynicy to ksiądz Zych. Wspomniany brak dokumentacji fotograficznej na miejscu znalezienia zwłok, zwłaszcza zaś zdjęcia denata, należy do podstawowych błędów śledztwa!

Kłamstwo wiceministra Czubińskiego

Pierwszą sekcję zwłok wykonano w Elblągu jeszcze na anonimowym denacie 26 godzin po zgonie. Anatomopatolog nie zauważa złamanych czterech żeber. W protokole posekcyjnym brak wagi ciała zmarłego. Nie ma również ustalonej przyczyny zgonu. Mankamenty eliminuje druga, tzw. poprawkowa, sekcja zwłok przeprowadzona 14 lipca w Zakładzie Medycyny Sądowej AM w Gdańsku. Na ciele zmarłego zidentyfikowano aż 54 obrażenia, w tym pręgi z tyłu głowy! Biegli stwierdzili, że mogły być spowodowane uderzeniem pałki.

Czy ksiądz Zych mógł sobie zadać sam te wszystkie rany, spowodować pręgi i obrażenia?... Śledztwo wykluczyło taką możliwość. Ale jeśli nie zadał ich sobie sam, to kto to uczynił?

Media rozgłaszają naprędce, że w ciele zmarłego znajdował się alkohol. Pojawia się barman, który zapewnia, że wręcz poił Zycha alkoholem. Sześć lat później odwoła pomówienia, ale nikt tego nie nagłaśnia.

15 września 1989 r. prokuratura zwraca się do ministra SW o dostarczenie założonej kapłanowi w 1974 r. TEOK. Kilka miesięcy później wiceminister Lucjan Czubiński odpowiada, że służby MSW nie inwigilowały ani operacyjnie nie rozpracowywały

ks. Zycha. Zataja, że trzy dni po zapytaniu prokuratorskim powołano w SUSW sześcioosobową komisję do zniszczenia TEOK na ks. Zycha! Zatem urzędnik w randze wiceministra dopuszcza się kłamstwa kwalifikowanego w kodeksie karnym jako fałsz intelektualny – „osoba upoważniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5”.

Żaden prokurator nie przesłuchał gen. Czubińskiego i nie zapytał o powód zniszczenia TEOK w trakcie trwania śledztwa dotyczącego śmierci ks. Zycha. Czy teczkę księdza zniszczono, bo zawierała dokumenty kompromitujące służby?

Perfekcja morderców i bezradność prokuratury

Akta prokuratorskiego śledztwa w sprawie śmierci kapłana urosły do 17 tomów. Wśród dowodów rzeczowych znajdują się m.in. spodnie, których ks. Zych nigdy nie miał, oraz półmetrowy pasek, o połowę dla niego za krótki. To jedynie część nierozwiązanych zagadek. Mimo przesłuchania kilkuset świadków nie udało się rozwiać licznych wątpliwości. Okoliczności zgonu kapelana NSZZ „Solidarność” w Hucie Warszawa i Konfederacji Polski Niepodległej oraz działacza Społecznego Ruchu im. ks. Popiełuszki wciąż pozostają niewyjaśnione i dotknięte skazą złowrogiej tajemnicy.

Prokurator Bogusław Michalski z warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej, który podpisał się w 1993 r. pod decyzją o umorzeniu śledztwa, stwierdził, że jego wyniki „z całą pewnością nie mogą być uznane przynajmniej jako zadowalające, gdyż zebrane dowody nie pozwalają nawet na dokonanie ustaleń o znaczeniu podstawowym dotyczącym stanu faktycznego...”.

Zbrodnia doskonała? Nie wiem. Z pewnością perfekcyjnie przygotowana.
Rzeczpospolita


http://www.rp.pl/artykul/250722,250733_Zemsta_za_sierzanta_Karosa__.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLONUS Strona Główna -> KAPELANI KPN I INNI KSIĘŻA WSPIERAJĄCY KPN Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

(-1 2/3186 10/0.50023) MojeForum.Net - darmowe forum
Nożyce hydrauliczne